Jarosław Narymunt Rożyński

Żołnierz partii

30 kwiecień 2017r

Nie pierwszy raz słyszymy, że rząd zamierza zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo. Zdecydowana większość polityków partyjnych aktualnie rządzącej partii narodowo-socjalistycznej nie potrafi w sposób jasny odpowiedzieć na pytanie, czym w ogóle jest cyberbezpieczeństwo. Dopiero w trakcie spokojnej konwersacji przyznają, że chodzi przede wszystkim o "walkę z propagandą w Internecie".

To, co najbardziej gryzie aktualną koalicję rządzącą to przede wszystkim wolne medium poza kontrolą partii, czyli Internet. Większość działaczy partyjnych nie rozumie mechanizmów jakie działają w sieci i z bardzo lekką ręką dodają własną teorię do nieznanych im pojęć czy stwierdzeń. Nie dziwi zatem absurdalne parcie na "podporządkowanie polskiego Internetu" Ministerstwu Obrony Narodowej, co w zamyśle pomysłodawców ma na celu przede wszystkim kontrolę treści i działań użytkowników.

Do tego wszystkiego dorabia się oczywiście łatkę prowadzenia działań dezinformacyjnych i propagandowych na rzecz Rosji. Tak jest po prostu najłatwiej i najwygodniej. Kiedyś niewygodnym postaciom przyklejano łatkę Żyda, prywaciarza, szmalcownika, niebieskich kołnierzyków, wykształciuchów i podobne. Dzisiaj powszechne są wyzwiska typu rosyjski troll lub Polak gorszego sortu, lecz metoda działania jest taka sama jak poprzednio. Partia narodowo-socjalistyczna potrzebuje wroga społecznego by karmić nienawiścią swoich zwolenników podsycając w ten sposób poparcie dla swojego reżimu.

O tym, jakie są rzeczywiste skutki tych działań najlepiej świadczy poziom informatyzacji polskiej administracji państwowej, o służbach specjalnych czy wojsku z litości nie wspominając. Najlepszym przykładem skutecznego działania i wdrażania projektów przez Ministerstwo Obrony Narodowej jest kwestia polskich śmigłowców bojowych, polskich okrętów Gawron, czy "tysięcy polskich dronów". Nie inaczej wygląda kwestia budowy polskiego bezpieczeństwa w sieci.

Z wielkiej propagandy sukcesu pozostanie armia narodowo-socjalistycznych troli, żołnierzy partii wiernie oddanych w służbie dla naczelnika. No, czasem z jakimś zrywem społecznym, gdy okaże się, że Państwowa Komisja Wyborcza po wielotygodniowych szkoleniach przez służby rosyjskie, nadal nie jest w stanie ustalić wyników wyborów, a zamiast korzystać z przeznaczonego do tego oprogramowania, trzeba wszystko ręcznie policzyć na kartkach.

Najbardziej zabawnym aspektem tego całego burdelu jest fakt, że Polki i Polacy, wierzą w wyniki takich wyborów, pomimo iż do dzisiaj nie ustalono, gdzie znajdują się wszystkie protokoły i karty do głosowania. Prawdopodobnie zostały zmielone równie szybko jak ślady po wyborach prezydenckich, gdzie jeden z głównym kandydatów powołał w trakcie trwania wyborów wszystkich członków komisji sprawdzających poprawność przeprowadzenia tych wyborów.

Sprawa już dawno przycichła i została sprawnie zamieciona pod dywan. Przynajmniej do czasu następnej kompromitacji i kolejnych wyborów, do których partia już teraz przygotowuje swoich "cyber-żołnierzy".

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl