Jarosław Narymunt Rożyński

WOT, czyli polskie Kamikaze

24 maj 2017r

Grupa 400 ochotników złożyła w niedzielę przysięgę wstępując do Wojsk Obrony Terytorialnej. Kandydaci nigdy wcześniej nie mieli styczności z wojskiem i nie odbyli nawet zasadniczej służby zawodowej. Przeszli natomiast dwutygodniowe szkolenie podstawowe podobnego do instrukcji prowadzenia pojazdu przez bojownika ISIS, którego głównym zadaniem jest dojechanie do celu i wysadzenie się w powietrze.

Miało być kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy gotowych do odparcia zielonych ludzików oraz komandosów SPECNAZ, a zamiast tego mamy grupę 400 osób, które od razu spotkały się z miażdżącą krytyką. Wojska Obrony Terytorialnej mają być piątym rodzajem sił zbrojnych. Jak bumerang wraca pytanie o zasadność utworzenia tego typu sił zbrojnych, co jest tematem na wiele osobnych artykułów. Należy bowiem przypomnieć, że w 1939 roku nie brakowało w Rzeczypospolitej Polski ani żołnierzy, ani tym bardziej broni strzeleckiej. Były wielkie słowa i jeszcze większe deklaracje, a skończyło się tak jak zwykle, czyli niemieckim Blitzkriegiem. Niemcy w pierwszych tygodniach wojny wdeptały w ziemię polskie siły zbrojne używając czołgów, samolotów i artylerii. Konfrontowanie dzisiejszej OT ze Specnazem przypomina groźby inwazji Korei Północnej pod adresem USA. Podczas gdy Federacja Rosyjska buduje nowoczesne czołgi Armata i zwiększa potencjał swoich rakiet, Polacy bawią się w organizację partyzantki na wzór grup uderzeniowych kolumbijskich gangów.

Nieoficjalnie mówi się o tym, że WOT powstała po to, aby testować pole walki, być tzw. pierwszym uderzeniem. Oczywiście jest to po prostu wysłanie "mięsa armatniego" na front, przy wszelkich założeniach wziętych z XX wieku, a nawet miejscami z XIX wieku. Absurdalność tych założeń opiera się na wiedzy polskich ekspertów, którzy recytując swoje szeremietki, nigdy nie widzieli współczesnego pola walki. Charakterystycze dla polskiej mentalności jest tło tych wszystkich wydarzeń, zwłaszcza po tym, jak wydalono z wojska żołnierzy zawodowych z wieloletnim doświadczeniem na misjach w Iraku, w Afganistanie oraz innych strefach konfliktów zbrojnych.

W mojej ocenie Wojsko Obrony Terytorialnej jest kwintesencją jednego z wielu przykładów upadku intelektualnego polskiej klasy politycznej. Jest także niestety wyraźnym sygnałem, że państwo polskie znów chyli się ku upadkowi i znów na własne życzenie. Fantazja i polityka wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem i chłodną kalkulacją sił, zysków i strat. Efekt takich działań jest zawsze ten sam, czyli ekspresowe samobójstwo narodu.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl