Jarosław Narymunt Rożyński

To górnictwo czy gangrena?

28 luty 2017r

W ciągu ostatniego półtora roku do polskiego górnictwa dopłaciliśmy ponad 3,5 miliarda złotych. To największa i najbardziej nierentowna dziedzina polskiej gospodarki. Jednocześnie wstępne analizy wskazują, że do końca roku trzeba będzie dołożyć kolejny miliard złotych. Wszystko to za cenę utrzymania poparcia związków zawodowych dla rządzącej partii politycznej.

Wszelkie analizy w tym zakresie wskazują wyraźnie, że taniej jest importować węgiel niż wydobywać go w Polsce. Górnictwo jest sztandarowym, klasycznym przykładem polskiej patologii zarządzania, korupcji, nepotyzmu i dojenia kasy z budżetu. Na samym końcu tego łańcuszka pokarmowego są sami górnicy, którzy obwiniani są za wszelkie patologie w górnictwie, mimo iż wszyscy mają świadomość, że główną odpowiedzialność ponosi rząd i związki zawodowe. Brak rentowności w górnictwie wynika bezpośrednio z wysokich kosztów pracy jak również z ogromnych kosztów materiałowych i pośrednich.

Jednakże nie mam wątpliwości, że jest to jednocześnie główny filar poparcia politycznego dla obecnej partii rzadzącej. Coś na zasadzie szantażu : albo PIS będzie dopłacał do górnictwa, albo związki zawodowe zorganizują protesty, które doprowadzą do spadku poparcia dla rządu i PIS. Ta sama zasada skutecznie stosowana jest od 1989 roku i nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek w tej kwestii się zmieniło.

Dlatego właśnie PIS tworzy wrażenie powrotu do PRL. Daje swojemu elektoratowi poczucie "bezpieczeństwa na państwowym", które zapewnia wysokie poparcie społeczne w tym regionie. Nagle okazuje się, że kapitał prywatny jest wrogi, a za wszystko odpowiedzialni są Niemcy. Górnikom pompuje się do głowy, że najlepszym rozwiązaniem będzie nacjonalizacja. Wszystko, co państwowe jest od dzisiaj dobre i bezpieczne, a jednocześnie jest jedyną gwarancją, że utrzymają oni pracę bez względu na to, ile strat będzie przynosić kopalnia, w której są zatrudnieni. Tą sytuację skutecznie wykorzystują zarządy związków zawodowych, które eksploatują zarówno górników, jak i zarządy kopalni, a na końcu również rząd i obywateli. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze czysto socjalistyczna retoryka, w której pojawiają się takie tezy, jak ta iż prywatyzacja to nic innego jak rozkradanie majątku narodowego lub wyprzedaż dobrego interesu za najmniejsze pieniądze kapitałowi niemieckiemu.

Nie jest przypadkiem fakt, że zarówno rząd jak i związki zawodowe grają na resentymentach anty-niemieckich. Historia Śląska usłana jest przecież powstaniami i walką z niemieckim okupantem. Szarpanie za emocje w postaci tworzenia zagrożenia pod kątem "przyjdą Niemcy i zabiorą" jest nadal skutecznym środkiem manipulacji i nacisku na górników.

Górnictwo polskie jest swojego rodzaju odbiciem całej polskiej patalogii zarządzania. Branża, która mogłaby (i powinna!) być najbardziej rentownym i dochodowym sektorem polskiego przemysłu, jest zamiast tego gangreną toczącą całą polską gospodarkę. Na razie rząd ratuje się konsolidacją i powołaniem Polskiej Grupy Górniczej na wzór Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Tymczasowym rozwiązaniem jest nacjonalizacja, która w konsenwencji doprowadzi do załamania się polskiej gospodarki.

Na co zatem liczy rząd podejmując tak rozpaczliwe działania ? Czy spodziewa się poprawienia koniunktury ? Czy planuje zmniejszenie kosztów pracy lub kosztów pośrednich ?

Niestety najprawdopodobniej rząd albo po prostu nie ma planu, albo zakłada, że jest to problem następnych rządów. Nie wykluczone jednak, że rząd gotowy jest ponieść każdą cenę, aby utrzymać władzę. Martwi mnie również fakt, że zbyt często w mediach publicznych pojawia się retoryka o zbliżającej się wojnie z Rosją i perspektywie wyjścia z Unii Europejskiej. Wprowadzenie obligacji 20-30 letnich oraz masowe grabieże majątków przedsiębiorców przyniosą konsekwencje znacznie szybciej niż któregolwiek z zagrożeń jakie rysuje się przed Polakami.

Nie ulega wątpliwości również fakt, że kształtująca się na horyzoncie perspektywa wojny w Korei może wstrząsnąć całym rynkiem finansowym, co w Polsce może być szokiem, z którego długo będziemy się podnosić.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl