Jarosław Narymunt Rożyński

Prof. Zybertowicz potwierdza - PIS marzy o władzy autorytarnej

5 listopad 2016r

W audycji radiowej "Poranek - Jacek Żakowski" wysłuchałem wywiadu z prof. Zybertowiczem. Gość radia TOK FM jest doradcą społecznym prezydenta Andrzeja Dudy, byłym członkiem Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz byłym przewodniczącym rady programowej Centralnego Ośrodka Szkolenia ABW.

Jest to szczególna postać w polskiej polityce, z bardzo dużym wpływem na Prawo i Sprawiedliwość, będąca swojego rodzaju wewnętrznym "think-tankiem" do spraw bezpieczeństwa państwa dla ś.p. Lecha Kaczyńskiego jak również Jarosława Kaczyńskiego, a obecnie urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy. Poglądy i tezy przedstawione w trakcie wywiadu powinny być elektro-wstrząsem po wcześniejszym wylaniu kubła zimnej wody na głowę dla całej klasy politycznej i dziennikarskiej, a w szczególności opozycji i zwykłych obywateli.

Cały wywiad ma niezwykle istotne znaczenie dla nadchodzącego 2017 roku, w którym zajdą znaczące przemiany zarówno w USA jak również w całej Europie i Azji. Wybory w USA, wybory w Niemczech i we Francji, polityka Rosyjska, ekspansja Chin, wstrząs i potęga Turcji - wszystkie te punkty zwrotne o globalnym znaczeniu dla nowego porządku świata będą wpływać bezpośredniona sytuację w Polsce.

O ile w pierwszej części dyskusja skupiała się przede wszystkim wokół zbliżających się wyborów prezydenckich, to już w tym momencie powinniśmy zacząć analizować schemat myślenia gościa. Uważa on bowiem, że otaczająca rzeczywistość w zachodnich demokracjach odbiega znacząco od tego, co elity tego zachodniego świata głoszą. Oczywiście w pewnym sensie, jest to hipoteza, której nie można zaprzeczyć. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy ta rzeczywistość odbiega od głoszonych treści w większym czy mniejszym stopniu, od tego jak rzeczywistość odbiega od wizerunku przedstawianego za naszą wschodnią granicą lub jeszcze dalej poza Europą Wschodnią a nawet w Azji. Mimo wszystko chyba nikt nie zaprzeczy, że różnice na zachodzie są znacznie mniejsze niż na wschodzie. W głosie naszego rozmówcy wyraźnie czuć pogardę dla koncepcji liberalnych, wolności osobistej jednostki, jej niezależności oraz indywidualności.

Prof. Zybertowicz mówi o potrzebie takiego wstrząsu, który doprowadzi do przemyślenia podstaw funkcjonowania świata. Mieliśmy takie wstrząsy już w przeszłości, jednak nie mogę zaakceptować sposobu myślenia - rozwalmy wszystko, aby zbudować lepiej na nowo. Redaktor Jacek Żakowski słusznie zauważył, że nie można oprzeć się wrażeniu, że właśnie takim sposobem myślenia kieruje się dzisiejszy rząd Polski. Być może nie byłoby to jeszcze takie groźne samo w sobie, gdyby nie fakt, że fundamenty nowej konstrukcji nie są oparte na filarach gospodarki, wolności, różnorodności i poszanowania prawa. Poczucie pełnienia pewnej misji dziejowej zasłania naszym politykom granice racjonalnego myślenia, którą przekraczają bez odwracania się na konsekwencje i bez zabezpieczenia możliwości odwrotu celem lepszego podejścia do stawianych przed nami problemów. W każdej racjonalnej organizacji, zanim ktoś wysadzi stary most na Wiśle, najpierw wybuduje nowy, a nie odwrotnie. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu znów unosimy się na iluzji wielkiej misji dziejowej, burząc wszystko dookoła, tak jakbyśmy mieli nieograniczony czas i zasoby w czasie, który specjalnie dla nas nagle się zatrzymał.

Prof. Zybertowicz podkreśla, że amerykański parasol atomowy jest kluczowy dla naszego bezpieczeństwa. Jest to oczywiście absolutna bzdura, która wielokrotnie była dementowana zarówno przez amerykańskich dowódców, jak również przez wszystkie poważne ośrodki analityczne w tym zakresie. Absolutnym priorytetem Stanów Zjednoczonych jest niedopuszczenie do powstania konfliktu, który mógłby nabrać charakteru konfliktu nuklearnego. Wszystkie współczesne strategie USA opierają się na naciskach gospodarczych, mechanizmach instytucji międzynarodowych z punktowym użyciem służb specjalnych i wojskowych jednostek specjalnych. W przeciwnym wypadku Stany Zjednoczone już w latach '80 wygrałyby konflikty zarówno w Iranie, jak również Iraku, na Bałkanach i wielu innych miejscach na świecie. Jednakże tym hamulcem jest właśnie powstrzymanie rozprzestrzeniania broni jądrowej.

Nikt nie chce wojny nuklearnej - ani USA, ani tym bardziej Rosja. Jeżeli ktoś stawia bezpieczeństwo Polski na zasadzie "albo wojna nuklearna albo my", to obnaża tylko swój nieracjonalny sposób interpretacji rzeczywistości.

Gdyby USA musiały poświęcić Polskę by powstrzymać wojnę z użyciem broni jądrowej - zrobiłyby to. Dla Polski oznacza to, że jeżeli staniemy się ofiarą agresji rosyjskiej przy użyciu środków konwencjonalnych - to amerykanie nie użyją broni atomowej. Rosjanie doskonale o tym wiedzą, dlatego straszą użyciem takiej broni, jednakże są w pełni świadomi, że użycie takich środków spotkałoby się z natychmiastową, całkowitą izolacją kraju i przewrotem wojskowym w ciągu kilku dni.

Wejście na ścieżkę konfliktu nuklearnego jest drogą bez powrotu, w której nie ma zwycięzców, a konsekwencje ponoszą wszystkie następne pokolenia. USA nie chcą wojny z Rosją, szukają miękkiego sposobu na zmianę orientacji polityki rosyjskiej, o czym wyraźnie świadczą kolejne "resety" oraz regularne, intensywne spotkania sekretarza Kerry z ministrem Ławrowem.

Nie mniej jednak przeraża schemat myślenia doradcy naszego prezydenta, w którym od krytyki demokracji liberalnej przeszedł on gładko do broni nuklearnej. Ta dwubiegunowość myślenia, na zasadzie stawiania skrajnych rozwiązań na stole bez dostrzegania pomniejszych środków i konsekwencji, jest niezwykle niebezpiecznym i bardzo charakterystycznym zjawiskiem dla tego obozu politycznego.

Pomysły pana profesora dotyczące izolacji USA, jak również ustępowania miejsca w procesie globalizacji są nie mniej oderwane od rzeczywistości i nie są oparte na żadnych twardych danych liczbowych. Wielokrotnie w swoich tekstach wskazywałem, że Polska będzie w przyszłości dominującą siłą w Europie Środkowo-Wschodniej, która będzie znaczącym partnerem dla Chin i Turcji. Nie zmienia to jednak faktu, że środkiem grawitacji, swojego rodzaju bezpieczną przystanią, nadal pozostaną Stany Zjednoczone. Wynika to z prostego faktu geografii, gdyż żadne państwo na świecie, nie ma przed sobą perspektywy w najbliższych 100 latach niezaburzonego rozwoju i jednocześnie globalnego rynku zbytu. Budżet obronny Stanów Zjednoczonych jest większy niż 15 kolejnych państw na liście i nie ulega wątpliwości, że USA nie zawahają się użyć tej przewagi w obronie swoich interesów gospodarczych. Jednakże podstawową metodą w tym zakresie jest wspieranie konkurujących ze sobą sił, tak aby utrzymać równowagę w regionie i nie dopuścić do powstania nowego hegemona w regionie. W przypadku Chin, które są teraz pierwszym aspirującym w tym zakresie, naturalnym sojusznikiem dla USA są Japonia, Indie oraz właśnie Rosja, co stanowi szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Chińska Republika Ludowa jest ogromnym potencjałem ludzkim, jednakże to nie jest przypadek, że w tamtym miejscu nigdy nie powstał Mercedes, BMW, IBM, Google, Facebook czy inny produkt globalny, który mógłby konkurować z USA. Rozwój gospodarczy Chin opiera się przede wszystkim na roli podwykonawcy, taniej siły roboczej oraz kopiowaniu zachodnich rozwiązań. Gdyby Chiny miały potencjał do roli globalnego lidera - zajęłyby tę pozycję już dawno. Moment zastąpienia czynnika ludzkiego robotem - jest momentem końca taniej siły roboczej. Im bardziej upowszechnia się robotyka oraz informatyka, tym bardziej bogate w kapitał ludzki kraje rozwijają się, a biedne kraje zwijają się.

Jednakże geografia Chin sprawia, że są oni zgodnie z koncepcją George Friedman'a nadal odciętą wyspą zablokowaną w rozwoju przede wszystkim przez możliwości transportu jak również potencjał intelektualny. Wchodzimy w czwartą epokę industrialną, w której najwyższą wartość ma kapitał intelektualny, a cała współczesna nowoczesna technologia oparta jest o zachodnie rozwiązania i nie jest możliwe nadrobienie tych zaległości w skróconym czasie. Przedstawiając sprawę w sposób uproszczony : nie jest przypadkiem, że Polacy, Czesi czy Słowacy do dnia dzisiejszego nie wyprodukowali własnego samochodu, myśliwca czy innego produktu, który mógłby konkurować z takimi firmami jak Renault, Opel, czy Rolls-Royce. Nie posiadamy przede wszystkim odpowiedniego kapitału intelektualnego w tym zakresie i właśnie to jest fundamentalną barierą w rozwoju gospodarki - nasze myślenie kategoriami PRL. Siła Chińskiej Republiki Ludowej opiera się na potencjale masy ludzkiej, a nie potencjale kapitału intelektualnego. Chińczycy już w tej chwili przenoszą swoje fabryki do Afryki, aby zbić koszty produkcji, a co dopiero w sytuacji, gdy w jeszcze większym stopniu wzrosną socjalne i gospodarcze oczekiwania społeczne. Po to właśnie powstał Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, żeby korzytać również z rozwoju krajów zachodnich.

Wracając jednak do lokalnego podwórka, widzimy że w trakcie wywiadu wielokrotnie rozmówcy przeskakują z lokalnych kwestii do globalnych, by później wrócić do porównań na własnej scenie politycznej. Nie poważne jest mówienie o tym, że po zajęciu krajów bałtyckich, brak reakcji ze strony USA jest równoważny z końcem NATO i ustąpieniem miejsca Chinom. NATO to koncepcja, w ramach której podejmowane są umowy międzynarodowe pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ich sojusznikami. Natomiast nie istnieje coś takiego jak "jedna siła NATO". Kraje bałtyckie zostaną zaatakowane, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, jak również co do tego, że USA nie odpowiedzą automatycznie na taką agresję ponieważ doprowadziłoby to do eskalacji konfliktu. Zamiast tego USA będą naciskać na swoich partnerów regionalnych w regionie do podjęcia zdecydowanych, ale kontrolowanych i koordynowanych przez USA działań. Polska nie posiada dzisiaj takiego potencjału by odpowiedzieć Rosji i jest to tylko i wyłącznie nasza wina. Mówiąc cynicznie, taka operacja ze strony Rosji pobudziłaby znacząco sprzedaż amerykańskiej broni w regionie, więc kto na tym zyska a kto straci ? W interesie USA leży zatem najpierw chwila na biznes, a dopiero potem chwila na działanie niekoniecznie w takim kierunku jak to sobie Polacy wyobrażają. Można w tym momencie postawić pytanie, czy lepiej aby w takiej sytuacji Polska weszła do krajów bałtyckich, co grozi ryzykiem pełnej wojny z Rosją, czy też lepiej żeby w tym momencie wybuchł nowy konflikt w Gruzji, na Kaukazie, na Ukrainie oraz w Syrii. Przecież oczywistym jest fakt, że "rozciąganie Rosji" w zaangażowanie w konflikty na całym świecie - służy przede wszystkim wyssaniu jej zasobów. Sposób jest skuteczny, bo Rosja naprawdę wierzy, że ma coś do powiedzenia w zakresie polityki międzynarodowej.

Sukcesów Rosji brak, a pieniądze się kończą.

Popatrzmy na to racjonalnie - uwikłanie USA w konflikt z Rosją to budżet rzędu setek milionów dolarów, jeśli nie większy. USA zmuszone byłyby do rozpoczęcia operacji zbrojnej na skalę nieporównywalnie większą niż II Wojna Światowa. Jednocześnie nikt w USA nie ma wątpliwości, że Rosji po prostu nie da się pokonać w sposób konwencjonalny, ze względu na nieograniczone możliwości Rosji wycofania się w głąb swojego terytorium. Przecież problem dostarczania zaopatrzenia na ogromne odległości był podstawowym czynnikiem, który zgubił wszystkich, którzy chcieli sobie do tej pory Rosję podporządkować.

Ten problem dzisiaj nie zniknął.

Absolutnie Stany Zjednoczone nie podejmą działań na taką skalę w obronie państwa, które ma mniej mieszkańców niż średnie miasteczka w USA, bez znaczenia strategicznego dla interesów USA.

Amerykanie utworzą swojego rodzaju strefę stałego oporu, która przypominać będzie Irak i będzie stałym punktem wciągającym budżet Rosji, ale w żadnym wypadku nie podejmą zdecydowanych działań, które mogłyby ich zaangażować w długotrwały konflikt. Podstawową przewagą USA nad Rosją jest gospodarka i na tej płaszczyźnie będą starali się przejąć wpływy polityczne w Rosji. Taki proces jest nieunikniony, dlatego że Władimir Putin jest jedynie marionetką w rękach służb. Negocjacje odbywają się na poziomie służb specjalnych i ustalenia nowej strefy wpływów, ale nie ulega wątpliwości, że już niedługo wybiorą oni dostatnie życie stanowiąc w zgodzie bezpieczny front gospodarczy wobec ekspancji Chin. Po co robić wojnę o małą Łotwę czy Estonię, skoro można mieć spokój, dostęp do amerykańskich inwestycji i kapitału oraz możliwość korzystania ze wszystkich dóbr globalnej gospodarki ? Zwłaszcza w okolicznościach, gdy konsoliduje się radykalny Islam a Chiny zdeterminowane są do budowy nowych szlaków handlowych.

Czy Rosji zależy na tym, żeby u ich granic pojawiło się mocarstwo większe i bardziej niebezpieczne niż USA ? Czy Chiny stanowią dla Rosji mniejsze zagrożenie militarne niż USA ? Oczywiście, że nie.

Profesor Zybertowicz opiera się zatem na fałszywych w mojej ocenie założeniach, które nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Jak bowiem wygląda współpraca krajów NATO z drugim największym państwem sojuszu i największą siłą NATO w Europie - czyli z Turcją ? Turcja jest poniżana i blokowana przez prawie wszystkie kraje europejskie. Polska jest jednym z niewielu państw, które popierają dążenia Turcji do integracji z Unią Europejską, jednocześnie utrzymując stałą współpracę w ramach struktur NATO.

Pomiędzy Francją a Turcją istnieje głęboki konflikt wartości i interesów. Nigdy nie odbyły się wspólne ćwiczenia czy nawet ustalenia dotyczące koordynacji działań w przypadku konfliktu.

Niemcy i Austria w sposób otwarty krytykują władze w Ankarze i również nie podejmują współpracy strategicznej. Jedyną płaszczyzną współpracy w ramach NATO jest sprzedaż niemieckich produktów do Turcji.

Na ostatnich ćwiczeniach Anakonda żołnierzy z Francji nie było w Polsce. Natomiast żołnierze z Niemiec byli praktycznie tylko w roli obserwatora.

Czechy i Słowacja odmówiły możliwości stacjonowania wojsk USA na terenie ich państw. Nie doszło również do rozbudowy infrastruktury pod nowoczesne, amerykańskie systemy radarowe na ich terenie. Porównanie do okupacji Związku Sowieckiego było dla amerykanów zachowaniem nie godnym komentowania.

Nie istnieje zatem jednolity sojusz NATO, lecz jedynie koncepcja na podstawie której państwa zawierają umowy. Czy te umowy są później realizowane czy nie, najlepiej świadczy kwestia budowy tarczy antyrakietowej, szpicy NATO, stałej obecności we flance wschodniej itp.

W tej całej mozaice układu sił - Chiny są dzisiaj nieobecne praktycznie. Nie rozumiem w jaki sposób Chiny miałyby przejąć rolę NATO. Jest to całkowicie sprzeczne z ich strategią rozwoju.

Zgadzam się natomiast w pełni z panem profesorem, że wybór pomiędzy Clinton a Trumpem jest najgorszym z możliwych. Uważam, że to jednak Hillary Clinton wygra te wybory, co wcale nie oznacza, że cieszy się ona moim poparciem czy zaufaniem. Jednakże to, co jest tutaj najważniejsze, to fakt, że w obu przypadkach sposób działania USA będzie bardzo podobny. Z jednej strony będzie to konflikt z Chinami, być może nawet otwarty, ale jednak odbywający się głównie na morzu. Z drugiej strony będzie to wzmocnienie Rosji i Polski poprzez oddanie Rosji Ukrainy i Białorusi przy jednoczesnym znaczącym wzmocnieniu militarnym Europy Wschodniej. Jednakże już teraz widać wyraźnie, że głównym punktem planu B, jest umieszczenie stałych zasobów w Norwegii oraz broni taktycznej w Niemczech, a nie stała obecność w Polsce. Polska nadal pozostanie pod kontrolą amerykańskich służb, po to aby nie wychylać się i nadstawiać siebie i sojuszników na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Wsparcie będzie szło głównie w zakresie technologii i inwestycji.

Na tej bazie Prawo i Sprawiedliwość próbuje przywłaszczyć jak najwięcej dla siebie i nie uciekło to uwadze USA. Dlatego w przyszłym roku możemy spodziewać się zwrotu polityki amerykańskiej w kierunku liberalno - gospodarczych sił w Polsce, z czego doskonale zdaje sobie sprawę PIS. Stąd już teraz PIS rozbudowuje szerokie możliwości i środki przeciwdziałaniu takiemu zwrotowi, lecz z całą pewnością jest to działanie skazane na porażkę. Nie ulega wątpliwości, że czeka nas bardzo trudny okres odklejania Prawa i Sprawiedliwości od władzy przede wszystkim poprzez docisk gospodarczy. Niestety nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć, gdzie istnieje ta granica, kiedy naród usunie władzę odbierającą im wolność osobistą, status społeczny i komfort gospodarczy. Za dzisiejszą dyktaturą nie istnieje przecież perspektywa interwencji radzieckiej, więc nie wykluczone, że już w przyszłym roku cały rząd huknie o ziemię.

Słusznie pan Zybertowicz zauważył, że istnieją powiązania obu kandydatów na prezydenta USA z Rosją. Te zależności działają również w drugą stronę. To przecież nie jest tak, że obu stronom przyświeca jakaś deterministyczna ideologia zniszczenia przeciwnika. Obie strony działają w celu realizacji swoich interesów, a nie zburzenia interesów przeciwnika. Nie rzadko te interesy są zgodne i służą obu stronom. Fundamentalna różnica w pojmowaniu współczesnej polityki polega na tym, że dla Amerykanów nadrzędny jest interes a nie ideologia. Polska ze swoją polityką cofania się do fundamentalnych wartości, zamykania się w konserwatywnych granicach poznawczych i bazowania na założeniach z poprzedniej epoki - cofa się w rozwoju i słabnie. Wskazują na to wszystkie twarde współczynniki dotyczące rozwoju gospodarczego, zadowolenia społecznego, wolności, nie mówiąc już o fale krytyki płynącej nie tylko z Komisji Weneckiej ale już nawet z ONZ (!!!).

Równie niepoważne jest stwierdzenie, że w Stanach Zjednoczonych nie zareagowały odpowiednio służby kontrwywiadowcze. Tutaj oczywiście przemawia przez pana Zybertowicza osobiste, znikome doświadczenie ze służbami wywiadowczymi w Polsce. Sytuacja wygląda bowiem zupełnie odwrotnie - to właśnie na poziomie wywiadu i kontrwywiadu istnieje stała współpraca z Rosją i to zarówno w USA, jak również w Niemczech, Francji, Pakistanu i wielu innych państw. Tutaj również wrócę do kwestii powstrzymywania rozprzestrzeniania technologi jądrowych, jak również broni biologicznej czy po prostu współpracy w zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu. Istnieją pewne punkty nadrzędne nad polityką wewnętrzną państw i to właśnie służby specjalne podejmują działania w tym zakresie, a w ostatnim okresie czasu - prywatne agencje paramilitarne, które znacznie skuteczniej podejmują działania w tym zakresie jednocześnie gwarantując czyste karty w historii urzędujących polityków. Jest to tendencja dokładnie odwrotna do tego, co próbuje się osiągnąć w Polsce, czyli tworząc podległe, wierne rządzącemu obozowi politycznemu, własne służby specjalne i formacje wojskowe. To kolejny element pokazujący, że obecny rząd nie rozumie praw jakim rządzi się współczesny świat. Byli funkcjonariusze służb wywiadowczych są poszukiwani na całym świecie, tymczasem jedną z pierwszych decyzji pokolenia Solidarności było pozbawienie Polski ochrony wywiadowczej. Nie jest tajemnicą, że większość byłych funkcjonariuszy polskiego wywiadu zasiliło tym samym prywatne firmy amerykańskie. Dobrze wykształceni, doświadczeni w kontaktach z Rosją, ze znajomością wschodnich języków, bez przyszłości w Polsce... gdzie mieli pójść jak nie do USA ?

Profesor Zybertowicz stwierdza, że system wyłaniania liderów zarówno świata zachodniego, jak również liderów światowych - przestaje działać. No, przyznam że to dość ciekawe i niezwykle cyniczne stwierdzenie przedstawiciela partii, która zdobyła władzę uzyskując poparcie 37,58% społeczeństwa.

Swoim uzasadnieniem, ze internet zabił demokrację, pan Zybertowicz rozbawił mnie jednocześnie i przeraził. Obnażył bowiem w ten sposób to, czego PIS boi się najbardziej - niekontrolowanego przepływu informacji, różnorodności jednostek i powiązań, a przede wszystkim - braku kontroli nad otaczającą rzeczywistością. Prawo i Sprawiedliwość jest bowiem partią głęboko mentalnie i intelektualnie tkwiącą w PRL, zapatrzoną w fantazje o budowie nowego obozu współczesnej Sanacji, nie zdolną do zrozumienia współczesnego świata. To, co mnie ucieszyło, to oczywiście fakt, że wskazał jednoznacznie swoją najsłabszą stronę. To, co mnie przeraziło to determinacja w zaprzeczaniu faktów jak również determinacja w zwalczaniu rozwoju. Te całkowite pomylenie i rozmycie demokracji z populizmem jest całkowicie oderwane od realiów gospodarki rynkowej. Trzeba bowiem zauważyć, że nie jest przypadkowe jednoczesne stawianie oporu nowoczesnym technologiom i gospodarce wolnorynkowej. Nikt bowiem nie ma wątpliwości, że to kapitał, a nie wyborcy mają ostateczny wpływ na przemiany ustrojowe w każdej instytucji, w każdej organizacji i w każdym państwie - niezależnie od funkcjonującego systemu politycznego. Prawo i Sprawiedliwość wyczuwa już zatem, że ich działania idą w sprzeczności z interesem kapitału i buduje cały szereg mechanizmów, który będzie miał na celu zapobiec utracie władzy. Słusznie jednak dostrzega, że konsekwencją globalizacji jest wpływ zagranicznego kapitału na przemiany w Polsce w znacznie większym stopniu, niż wpływy wyborców. Zatem zaczyna już zdawać sobie sprawę, że uprawiany od miesięcy populizm nie zapewni utrzymania władzy bez utrzymania wsparcia kapitału. PIS wpadł zatem w pułapkę, gdzie zmuszony jest coraz więcej środków przeznaczać na utrzymanie władzy, a zasoby tych środków - kurczą się. Zatem rząd dociska gospodarczo obywateli próbując pozyskać środki na jeszcze większy populizm, który podniósł by notowania opadające ze względu na ten sam ucisk gospodarczy.

Wolne media, wolna gospodarka, rozprzestrzeniona i niekontrolowana struktura, wolny kapitał i wolna jednostka - to największe zagrożenia dla Prawa i Sprawiedliwości.

Nie przypadkiem tworzone są zatem instytucje takie jak Obrona Terytorialna, która ma "walczyć z dezinformacją w internecie", czy Krajowa Administracja Skarbowa z uprawnieniami służb specjalnych do "poszukiwania uszczerbków w majątku państwa". Czeka nas bowiem walka z wolnością na każdym polu naszej rzeczywistości, a zwłaszcza z wolnością jednostki i wolnością gospodarczą. Pan profesor sam podkreślił, że "jedynym głębokim, prawdziwym rozwiązaniem tego jest powstrzymanie rozwoju technologicznego, który wytwarza taki zgiełk i szum informacyjny, że nie sposób rozróżnić istotnego od nieistotnego, już nie mówiąc o prawdy od fałszu" (9:18). Masowe przejęcie mediów, cenzura w mediach (w tym również w internecie), powszechna inwigilacja, nacjonalizacja wszystkich możliwych sektorów gospodarki, eksterminacja prywatnych przedsiębiorstw, pernmanentny monitoring wszelkich inicjatyw gospodarczych oraz maksymalnie rozbudowany system kontroli i upolitycznienia państwa - to metody działania Prawa i Sprawiedliwości.

Narodowy Socjalizm XX wieku, który rząd próbuje zaaplikować największym buntownikom i cwaniakom w Europie, na progu XXI wieku. Szczerze mówiąc, zacząłem oczami wyobraźni widząc sceny opisywane przez Prezydenta Lecha Wałęsę w wywiadach telewizyjnych, gdy mówił o urzędnikach PIS skaczących w ucieczce przez okna swoich urzędów.

Pan Jacek Żakowski trafnie zasugerował, że istnieje dramatyczny upór, by nie zmieniać stanu instytucji, które dawno już straciły swoją role społeczną i funkcję w realiach XXI wieku. Polacy masowo przenoszący swoje firmy do Czech i Słowacji, ucieczka kapitału za granicę, korzystanie z wolności i swobody poruszania się po Europie i świecie, wolność mediów, wolność słowa i światopoglądów, to są wartości za które Polacy przez całe pokolenia oddawali życie. PIS myli się tragicznie w swoim założeniu, że uda im się te fundamentalne wartości odebrać Polkom (!) i Polakom.

Demokracja liberalna jako pewna forma budowy procesów społecznych nie została zniszczona przez siebie samą. Niszczą je ograniczenia wynikające z utrzymania władzy przez pokolenie, które trzyma się standardów poprzedniej epoki. Jedyną rzeczą jakiej Polska potrzebuje w tej chwili - to wymiana pokoleniowa władzy. Taka wymiana zawsze odbywała się w sposób buntu przeciwko staremu porządkowi. Dyktatura jest próbą utrzymania starego ładu w nowych realiach, ale jest to próba skazana na porażkę. Problem jednak polega na tym, że im dłużej trzymamy się koncepcji odbiegającej od współczesnej rzeczywistości, tym bardziej powiększa się dystans pomiędzy nami a innymi rozwijającymi się społeczeństwami.

Skoro system społeczny musi pulsować między "otwartością a zamkniętością", a PIS przecież przedstawia ten konserwatywny i zamknięty obóz, to nieuchronnie zbliża się wybuch tej dymiącej już beczki prochu.

Jarosław Kaczyński, o którym prof. Zybertowicz mówi - "ten gość który nie ma prawa jazdy, nie ma konta, nie posługuje się internetem" - nie jest i nigdy nie będzie, ani dyktatorem ani tym bardziej autorytetem. W żadnym wypadku nie wyczuwa on głębokości pewnych trendów jak wskazuje to gość programu.

Jarosław Kaczyński jest marionetką w rękach kapitału, chwilowo potrzebnym aktorem do zapełnienia pola gry na szachownicy rozgrywki pomiędzy USA a Rosją. Myśli, że to on rządzi, a nie widzi, że to nim rządzą. PIS otrzymał wsparcie od USA tylko po to, aby wypchnąć z Polski wpływy Europejskie i jest elementem przejściowym przed wprowadzeniem głębokich przemian liberalizujących społeczeństwo i gospodarkę. Każdy średnio rozgarnięty obserwator sceny politycznej wie, dlaczego połowa MON to w tej chwili NCSS od lat współpracujący ze Stratfor, dlaczego TVN przeszedł w ręce USA, dlaczego nagle Wojtek Olejniczak pojawił się w Alior Banku, dlaczego zerwane zostały umowy na Caracale i wiele innych czynników bezpośrednio wskazujących na kierunek zmian. Nawet obecność ambasadora Stanów Zjednoczonych na imprezach organizowanych przez Tadeusza Rydzyka, ma swoje uzasadnienie biznesowe.

Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński to jednorazowe karty ze starej talii. Ich nieodpowiedzialne zachowanie doprowadziło do zniszczenia relacji biznesowych i społecznych Polski z Niemcami oraz Francją - najważniejszymi obecnie graczami Unii Europejskiej. Za kilka miesięcy będą niesmacznym wspomnieniem niezbędnego okresu przejściowego w realizacji strategii rozwoju interesów amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego już w tej chwili tak bardzo boją się tego momentu i robią wszystko, co możliwe, by władzę utrzymać. Nie mam wątpliwości, że są gotowi poświęcić na ten cel wszelki możliwe środki, a przede wszystkim bezpieczeństwo Polaków. Nie mam również wątpliwości, ze po wyborach prezydenckich w USA, przyjdzie czas na porządki nowej administracji w Polsce.

Panie profesorze, skoro władzę zdobywa się poprzez wyczucie niezadowolenia społecznego na fali protestów i pragnieniu zmian, to jak długo PIS utrzyma władzę odbierając nam wolność i godność ?

Wywiad z prof. Zybertowiczem, uważam za pewien punkt zwrotny. Uświadomił mi, że jesteśmy w przeddzień zmiany pokoleniowej, zmiany ustrojowej, zmiany fundamentalnej. Pokazuje, że jesteśmy na ostatnim zakręcie przed wejściem w XXI wiek. Przedstawia proces zmiany epoki, w której stare wartości otoczone są już światem którego nie rozumieją, bronią się przed nieuchronną zmianą rzeczywistości. Wywiad wywołał we mnie nieodparte wspomnienia towarzyszące takim lekturom jak "Lalka" Bolesława Prusa i postaci Ignacego Rzeckiego, czy "Kariera Nikodema Dyzmy" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, którego główny bohater tak bardzo przypomina mi ministra Mateusza Morawieckiego. Gdy widzę panią Beatę Szydło wraz z Jarosławem Kaczyńskim, przed oczami pojawia mi się Roman Wilhelmi, który wołał w filmie "Alternatywy 4" do swojej żony : "Miećka!"

Pan Zybertowicz przedstawia tęsknotę za autorytarnymi rządami jako ucieczkę Prawa i Sprawiedliwości do przodu. Tymczasem jest to wyraźny syndrom upadku III Rzeczypospolitej w takiej formie jaką znamy. Jest to koniec epoki Solidarności, jest to koniec polityki XX wieku.

Chciałoby się powiedzieć, obyśmy jak najszybciej znaleźli się już w XXI wieku. Niestety bez bolesnych przemian po drodze - nie jest to możliwe. Czeka nas zatem ostatni kryzys i wstrząs wartości, któremu do tej pory zawsze towarzyszyły wojny i rewolucje w Europie.

Tym razem znów historia zatacza koło, ale prawdopodobnie owoce tego nowego ładu, będą jadły dopiero nasze dzieci.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl

[źródła]
Wywiad online
Poranek Jacek Żakowski
Wikipedia - Andrzej Zybertowicz