Jarosław Narymunt Rożyński

Pożegnanie z portalem mPolska24

5 styczeń 2017r

W związku z wyraźnym w moim odczuciu wpisaniem się portalu mPolska24 w nową linię propagandowo-polityczną Prawa i Sprawiedliwości, chciałbym z dniem dzisiejszym pożegnać się z czytelnikami i redaktorami tej małej społeczności.

Gdy rozpoczynałem swoje pierwsze publikacje, serwis mPolska24 miał charakter wolnego medium, na którym swoje opinie wymieniali przede wszystkim blogerzy i czytelnicy blogów. Po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, małe portale społecznościowe stały się swojego rodzaju polem walki pro-partyjnych troli obu stron politycznych. Z tej możliwości wyraźnie próbują skorzystać małe portale licząc na etaty i dofinansowania ze strony rządu. Niestety odbywa się to kosztem czytelników, redaktorów oraz blogerów, a w ostateczności kończy się stworzeniem kolejnej tuby propagandowej, której funkcjonowanie uzależnione jest od państwowych dotacji.

W ostatnich tygodniach nie tylko zmieniła się formuła portalu, która w mojej ocenie zepchnęła głównych autorów na boczny tor, ale również sama "linia redakcyjna", którą w mojej ocenie - nie można już nazwać bezstronną. Przez ostatnie kilka dni na stronie głównej widniało zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego, a posty ulubionych blogerów zniknęły pod tekstami o porannej kawie. Kwintesencją tego portalu były teksty ludzi, którzy ten portal tworzyli czyli takich osób jak Wadim Tyszkiewicz, Marek Woch, Anna Makuch, Paweł Dobrowolski, Paweł Piskorski, Adam Pietrasiewicz, Marcin Celiński czy Ryszard Czarnecki. Udało się dzięki temu stworzyć niewielką społeczność, o różnych poglądach i opiniach, która potrafiła jednak zachować pewien poziom kultury.

Wraz z krytyką decyzji gospodarczych partii rządzącej, na moją głowę, podobnie jak na głowę innych blogerów posypały się fale wyzwisk, rasistowskich i faszystowskich komentarzy ze strony zwolenników PIS. Oczywiście wcześniej również spotykałem się z krytyką, gdy komentowałem decyzje rządzącej Platformy Obywatelskiej. Jednak nigdy nie miały one tak agresywnego charakteru, a w ostatnich tygodniach pod moją skrzynką pocztową lądują setki listów głównie z antysemickim i faszystowskim zabarwieniem. Do tego wszystkiego dochodzi coraz bardziej agresywna linia PIS, która stawia jasno warunki funkcjonowania mediów społecznościowych w Polsce : albo jest to linia partii, albo jest to rosyjska dezinformacja.

Mam również pełną świadomość, że ostatecznie "żołnierze PIS" osiągnęli swój cel, jakim jest wycofanie się mojej osoby z publikacji na tym portalu. Podobnie jak w faszystowskiej Rzeszy, gdy jednostka staje się obiektem ataku całej grupy społecznej, nie pozostaje nic innego jak po prostu opuścić teren, co spowoduje, że masa rządząca będzie szukać nowego wroga na doraźne potrzeby propagandy. Radykalizujące się społeczności w Internecie są bowiem jedynie echem tego, co dzieje się w naszej społecznej rzeczywistości.

Charakterystyczne jest również to, że część osób się wycofuje, a część osób na grzbiecie ludzi, którzy wykonali darmową pracę - zawędrowała na salony partyjne w mediach publicznych.

Jeżeli każdy redaktor czy blogger, który podejmuje krytykę partii rządzącej staje się dezinformatorem, ruskim agentem, żydo-komunistą czy agentem obcych sił, to nie pozostaje nic innego jak machnąć ręką i opuścić ten dom wariatów. Celem krytyki społecznej, gospodarczej czy politycznej nie jest atak personalny, ale próba wskazania błędów i motywacja do korekty. Polska wybrała jednak drogę poświęcenia swojej wolności i gospodarki na rzecz narodowego-socjalizmu nieuchronnie prowadzącą do dyktatury i upadku.

Media społecznościowy stały się przede wszystkim narzędziem propagandy. Jest to proces widoczny w całej gamie polskich portali przechodzących swojego rodzaju rewolucję. Głosy niezależnych blogerów i komentatorów zostają zastąpione etatowymi żołnierzami produkującymi tekst pod fałszywymi pseudonimami lub czasem po prostu jako "redakcja".

Nie sposób także przejść obojętnie obok hipokryzji, która manifestuje się z jednej strony przez ataki personalne pro-pisowskich blogerów, a z drugiej strony ciche przyzwolenie redakcji na ten polityczny lincz. Jest dla mnie całkowicie zrozumiałe i jasne, że Mariusz Gierej stara się pozyskać środki na rozwój portalu mPolska24 poprzez sympatię i grono zawodowych "partyjnych redaktorów" i w mojej ocenie - jest to jego wybór, do którego ma w pełni prawo. Każdy ma prawo robić karierę w taki sposób, jaki uważa dla siebie za stosowny i korzystny. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że nie żywię osobistej urazy do redakcji, która zgodnie z własnym sumieniem i wizją - rozwija portal w kierunku jaki sami sobie uznali za właściwy. Nie mogę jednak zgodzić się na udział w projekcie, który coraz wyraźniej przypomina kolejną PIS-owską "Trybunę Ludu".

Trudno również oprzeć się wrażeniu, że blogerzy byli na tym portalu potrzebni do czasu, gdy portal przybrał formę pro-pisowskiej inwestycji. Od pewnego czasu blogerzy znaleźli się na spodzie artykułów, która oznaczone są przecież jako powstałe na bazie takich źródeł jak TV Republika, niezalezna.pl czy inne.

Blogi były sercem tego portalu, tymczasem dzisiaj zostały przykryte przez propagandę, "wiadomości" ze świata, memy, reklamy i krótkie notki przepisane z innych źródeł. Trudno traktować poważnie medium, które informacje o kryzysie sejmowym czy nacjonalizmie gospodarki, stara się przykrywać wiadomościami o tym jak należy leżeć by nie chrapać, jak należy właściwie myć owoce, czy o wysokości kubka do herbaty.

Wyraźnie obce jest mi również robienie kariery na wzór "Madzi", której zarówno ostatnia kampania jak również aktualna kampania przypomina karierę kobiety o mentalności dworcowej prostytutki. Bezwzględne uprawianie propagandy na rzecz partii rządzącej w nadziei na etat w mediach głównego nurtu jest dla mnie moralnie naganne i nie do zaakceptowania.

Jednocześnie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom za te wspólne kilka lat współpracy. Mariuszowi Gierej (redaktorowi głównemu), programiście portalu (szara eminencja, kim jesteś?) oraz wszystkim blogerom i komentatorom. Z całą pewnością nie był to czas stracony i wyniosłem z tego doświadczenia wiele wniosków na przyszłość.

Mając również na uwadze fakt, iż jest to najprawdopodobniej moja ostatnia publikacja tutaj, chciałbym korzystając z okazji życzyć Państwu wszystkiego najlepszego w nowym roku. Mam nadzieję, że w 2017 roku nie złożymy ofiary z Ojczyzny w imię walki jednej ze stron sporu politycznego, oraz że tym razem nasi realni przeciwnicy polityczni nie wykorzystają okazji po raz kolejny rozdzierając Polskę na kawałki.

Jednak ku przestrodze przypomnę wieszczy i stare, polskie przysłowie które mówi, że nadzieja jest matką głupich, a Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl