Jarosław Narymunt Rożyński

Polska wraca na Inflanty

7 lipca 2016r

Inflanty to nazwa krainy historycznej na Dźwignią i Zatoką Ryską. Od wielu pokoleń są to ziemie zamieszkane przez plemiona bałtyckie, a obecnie należą do Krajów Bałtyckich. Najbardziej newralgicznym punktem jest Łotwa, a dokładnie jej południowa część czyli Łatgalia, gdzie nie wyznaczono linii demarkacyjnej z Rosją. Polska właśnie w to najbardziej krytyczne miejsce wysyła swoje Siły Zbrojne.

Republika Łotewska jest małym bezbronnym państwem, liczącym niespełna 2mln mieszkańców, z czego co najmniej 25% stanowią Rosjanie nie znający języka łotewskiego, nie posiadający obywatelstwa jakiegokolwiek państwa. Idealne warunki do wojny hybrydowej. Łotwa nie posiada kawalerii pancernej ani sił powietrznych. Brak czołgów czy myśliwców nie przeszkadza jednak Łotyszom maszerować co roku paradnie w mundurach SS. Nie jest bowiem tajemnicą, że wpływy niemieckie były zawsze bardzo silnie obecne na Łotwie, a samo państwo w 1941 stało się Okręgiem Generalnym Łotwa Komisariatu Rzeszy Wschód (niem. Generalberzirk Lettland). Po zakończeniu II Wojny Światowej władza sowiecka przeprowadziła kolektywizację oraz sprowadziła znaczącą ilość dzisiejszych mieszkańców Łotwy z innych części Związku Sowieckiego. Od tego czasu Łotwa stała się małą bombą z opóźnionym zapłonem, gdzie dynamicznie ścierają się wpływy niemieckie z wpływami rosyjskimi. Swastyka niemiecka jest natomiast nadal stałym elementem oznakowania Łotewskich Sił Zbrojnych.

Aktualne Siły Zbrojne Łotwy do około 5 tysięcy osób, w tym administracja, personel medyczny oraz logistyka. Same łotewskie wojska lądowe to zaledwie około 2200 osób, z czego około 300 z nich to pracownicy cywilni. Marynarka wojenna liczy niespełna 700 osób, w tym ratownicy cywilni. Siły powietrzne to niespełna 250 osób, głównie nawigatorzy i mechanicy starych, rosyjskich śmigłowców Mi-2 (1962r) i Mi-8 (1963r).

We wszystkich symulacjach (grach wojennych) Kraje Bałtyckie zostają zajęte w ciągu 24 godzin. Nie tylko ze względu na praktyczny brak sił zbrojnych, ale przede wszystkim ze względu na położenie geograficzne, które uniemożliwia skuteczną obronę. Walki na terenie Litwy, Łotwy czy Estonii bardziej przypominają partyzantkę na obszarze niewielkich miast niż faktycznie prowadzenie działań strategicznych. W obecnej konfiguracji teatru operacyjnego, Rosja jest w stanie skutecznie zniszczyć wszystkie siły zbrojne na tym terenie bez wchodzenia do tych państw. Niemożliwe jest przeprowadzenie kontrataku, który wymagałby wejścia do Obwodu Kaliningradzkiego celem zniszczenia punktów ostrzału artyleryjskiego. Stosunek sił w tym regionie wygląda mniej więcej na 1:3000 na niekorzyść Łotwy.

Powstaje pytanie - dlaczego zatem Polska wchodzi w pułapkę ? Dlaczego zdecydowaliśmy się wejść do klatki lwa w zamian za rotacyjną obecność jednego amerykańskiego batalionu (do 700 osób) ? Oczywista odpowiedź jaka narzuca się w tym momencie brzmi : aby być zmuszonym do reakcji w przypadku inwazji na Kraje Bałtyckie. Tylko, czy to oby na pewno leży w naszym interesie narodowym ?

7 lipca podano do wiadomości, że polscy żołnierze pojadą na Łotwę. Znajdą się w kontyngencie wojsk NATO, który od przyszłego roku będzie tam stacjonował. Grupą wojsk, które trafią na Łotwę, będą dowodzić Kanadyjczycy. Czy to oznacza, że "stała rotacyjna obecność" sprowadza się do tego, że główne komponenty tej obecności to nasze własne siły zbrojne ? Czego możemy oczekiwać w zamian od Łotwy ?

Ostatnia decyzja o zakupie pocisków obrony powietrznej NASAMS (Norwegian Advanced Surface to Air Missile System) pokazuje, że Łotwa jest dość mocno oderwana od ziemi. Żaden rosyjski dowódca nie będzie ryzykował obecności śmigłowców bojowych w regionie, gdzie stacjonują takie wyrzutnie. Analizując strategię wojsk rosyjskich na Ukrainie można szybko dojść do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem inwazji jest 6 godzinny ostrzał artyleryjski (Iskander a nawet Toczki, Huragan po wejściu do Łatgalii), przejazd kawalerii pancernej, a na końcu rozproszenie "zielonych ludzików" przy wsparciu artylerii. Należy dodać na koniec, że całe terytorium Łotwy, Litwy i Estonii znajduje się w zasięgu artylerii rosyjskiej, zarówno tej stacjonującej w Obwodzie Kaliningradzkim, jak również w samej Rosji czy Białorusi. Kraje Bałtyckie nie mają czym kontratakować, gdyż wymagałoby to w pierwszej kolejności uderzenia kawalerii pancernej w teren Obwodu Kaliningradzkiego, co z kolei odsłoniłoby możliwość uderzenia ze wschodu.

Na koniec nasuwa się jeszcze jedno pytanie - skoro Łotwa kupuje takie zestawy przeciwlotnicze od amerykańskiego Raytheon - to dlaczego my ich jeszcze nie mamy ?

- Jarosław Narymunt Rożyński,