Jarosław Narymunt Rożyński

Partia będzie nacjonalizować i regulować rynek leków

30 październik 2016r

Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt regulacji dostępności wydawanych leków, jak również dopuszczalnych norm w zakresie zawartych substancji. Pomysłodawcy wskazują, że podstawą działania jest konieczność ograniczenia dostępności leków wydawanych bez recepty zawierających substancje o działaniu psychoaktywnym. Producenci natomiast jednoznacznie udowadniają, że celem jest nacjonalizacja przemysłu farmaceutycznego i tworzenie przepisów pod konkretnych producentów leków.

Teoretycznie chodzi jedynie o leki zawierające kodeinę, pseudoefedrynę i dekstrometorfan - czyli zawartość najpopularniejszych leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych, przeciwgrypowych - dostępnych bez recepty w sklepach, stacjach benzynowych i podobnych punktach sprzedaży. W praktyce chodzi właśnie o połozenie ręki na całym przemyśle farmaceutycznym i regulowanie go w taki sposób, aby zyski kierować poprzez zaprzyjaźnione firmy bezpośrednio do kieszeni partii.

W uzasadnieniu projektu napisano również, że istnieje zbyt duża liczba leków na rynku, które przyjmowane są przez ludzi bez przepisu i konsultacji z lekarzem. Prymitywna nomenklatura komunistyczna wyobraża sobie bowiem, że w kolejkach do lekarzy ustawią się ludzie ze zwykłym przeziębieniem, co de facto spowoduje jeszcze większą zapaść w służbie zdrowia. Interes pacjentów jak również sposób funkcjonowania służby zdrowia w najmniejszym stopniu interesuje aktualną klasę rządzącą - liczy się tylko i wyłącznie czysty zysk partii.

Kombinacja substancji, które w pierwszej kolejności stały się obiektem zainteresowania władzy nie jest przypadkowa. Dekstrometorfan jest obecny praktycznie we wszystkich powszechnie dostępnych lekach przeciw przeziębieniu i grypie oraz znajduje się w lekach stosowanych w okresowym hamowaniu kaszlu. Kodeina jest substancją stosowaną w leczeniu objawowym kaszlu. Natomiast pseudoefedryna jest w pierwszej kolejności używana w leczeniu zapaleń górnych dróg oddechowych (zatoki lub np. zapalenie błony śluzowej nosa) oraz zapaleniu oskrzeli.

Partia już teraz sygnalizuje, że rynek będzie centralnie regulowany a dla niektórych podmiotów zostaną wprowadzone opłaty dyspensyjne. Jak mantra powtarzana jest fraza o tym, że nie wpłynie to na cenę leków, lecz wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że jest to po prostu kłamstwo.

O jakiej skali rynku rozmawiamy ?

Teoretycznie sprzedaż leków prowadzona w sklepach ogólnodostępnych to zaledwie 6% rynku zbytu. Większość towaru schodzi w małych osiedlowych sklepach, przede wszystkim w małych i średnich miejscowościach. Wielkość tego segmentu rynku w 2017 roku szacowana jest na około 8 mld złotych. Natomiast całkowita wartość rynku aptecznego zaledwie w pierwszym półroczu 2016 roku wyniosła 15,5 mld złotych i rośnie w stosunku rok do roku w tempie 3-5%. Wartość leków refundowanych wynosi około 6,1mld złotych i również rośnie w podobnym tempie. Jednakże leki nierefundowane drożeją znacznie szybciej, gdyż w tempie około 8% rocznie.

Nie wykluczone zatem, że coraz więcej osób zacznie sięgać do medycyny naturalnej, co nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.

Nie mniej jednak nie o zdrowie pacjentów w tych wszystkich zmianach chodzi, a o pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl