Jarosław Narymunt Rożyński

Krzyk z Estonii

9 marzec 2016r

Estonia jest najmniejszym państwem UE spośród tych, które kiedyś wchodziły w skład ZSRR. Graniczy z Łotwą od południa i z Rosją od wschodu oraz z Finlandią przez Zatokę Fińską. Chociaż kraj leży na południe od Bałtyku, to z całą pewnością bliżej mu do mentalności państw skandynawskich niż słowiańskich.

Muszę przyznać, że w przypadku Estonii nie potrafię być obiektywny, gdyż darzę to miejsce szczególnym sentymentem. Estonia jest miejscem magicznym, miejscami wręcz oczarowującym swoją niezwykłą kulturą, historią i architekturą. Być może to specyficzna kombinacja chłodnego klimatu, bliskości morza i gorącej krwi, a być może to po prostu wrażenie zbudowane na serdeczności na codzień spotykanych ludzi.

Minęły trzy lata od przemówienia prezydenta Estonii Toomasa Hendrika Ilves, który wezwał Polskę do wzięcia na swoje barki przywódczej roli w regionie. W tamtym czasie zrobiło ono nie małe wrażenie na słuchaczach z Polski, jednak niestety zbyt szybko rozeszło się po kościach. Pan Toomas przypomniał wtedy, że Polacy są jedynym dużym narodem, który miał takie same doświadczenia historyczne, jak inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej.

Skąd ten wydawałoby się pozornie krzyk rozpaczy w naszym kierunku ? Czy jego celem było miłe pogłaskanie naszego ego ?

Nic z tych rzeczy. Był to krzyk, który wtedy należało rozumieć jako wezwanie do pobudki. Krzyk : obudźcie się wreszcie !

Po tych 3 latach kraje bałtyckie znalazły się w jeszcze bardziej dramatycznej sytuacji. Zostały obdarte ze złudzeń, że ktoś im w konfrontacji z Rosją pomoże. Najbardziej bolesne było z całą pewnością rozczarowanie postawą USA, Niemiec czy Francji. Nic dziwnego zatem, że z niepokojem patrzą na to, co dzieje się obecnie w Polsce.

Polscy politycy ze stoickim spokojem próbują wmówić społeczeństwu, że NATO działa wtedy, gdy Polska potrzebuje pomocy USA. Natomiast w powszechnym przekonaniu naszej klasy politycznej - Polska nie ma żadnych zobowiązań wobec słabszych od siebie sąsiadów, również będących członkami NATO. To swoiste rozdwojenie jaźni budzi zatem najwyższy niepokój w Estonii.

Swojego rodzaju ciosem nożem w zakochane serce, były słowa Brzezińskiego o tym, że Rosja może zająć kraje bałtyckie dosłownie w jeden dzień.

Po pierwsze musimy zdawać sobie sprawę, że jeżeli Rosja faktycznie zajmie Estonię, to nie będzie to odosobniony krok, lecz rozpęd przed biegiem. Fałszywe jest przekonanie, że skoro płonie mieszkanie naszego sąsiada, to nikt tym samym nie podpali naszego mieszkania. Nie można pozostawać biernym wobec takiej agresji ponieważ bierna postawa zachęca do dalszej eskalacji. Bezkarność dodaje bandytom skrzydeł.

Po drugie musimy pamiętać, dlaczego to właśnie tam wyznaczyliśmy granicę pomiędzy wschodem a zachodem. Powinniśmy zadać sobie fundamentalne pytanie - czy chcemy, aby ewentualna agresja Rosji była podtrzymywana pod Pskowem, czy pod Warszawą ?

Tym samym w żywotnym interesie Polski leży pomoc i opieka nad Krajami Bałtyckimi. To właśnie tam powinna znajdować się pierwsza linia obrony i to nie tylko w znaczeniu militarnym.

Ten krzyk, został usłyszany, lecz niestety nie przez wszystkich. Musimy nieustannie przypominać o nim naszej klasie politycznej.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl