Jarosław Narymunt Rożyński

Czego Jaś się nie nauczył...

26 września 2016r

Janusz Mikke herbu Korwin jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnym w Polsce krytykiem demokracji i republiki. Bardzo często na łamach mediów krytykuje ustrój przytaczając wiele przykładów na jego absurdalne z pozoru fundamenty na których ów system się opiera. Warto jednak przytoczyć to, o czym Janusz zwykle nie mówi wprost lub nie akcentuje w sposób wyraźny.

Żeby podjąć się wyjaśnienia mechaniki działania poszczególnych rozwiązań - należy najpierw uporządkować pewne pojęcia. Innymi słowy należy najpierw ustalić czy wszystkie strony posługując się tymi samymi słowami, czy mają na myśli to samo. Zbyt często bowiem we współczesnej publicystyce mieszane są takie pojęcia jak ustrój, system, demokracja, republika, monarchia, dyktatura. Nie są to przecież pojęcia wymienne, a brak zrozumienia niektórych kwestii prowadzi do nieporozumienia.

Demokracja czyli co ?

Nie jest przypadkiem, że nie istnieje jedna, spójna definicja demokracji. Demokracja, czyli "władza ludu" jako słowo samo w sobie jest już takim samym błędem logicznym jak "prawda obiektywna" lub "fakt historyczny". Fenomen ustroju demokratycznego polega na tym, że jest on niezdefiniowany, a definicja w powszechnej świadomości rozmywa się z realiami prawnymi. Ta sama demokracja w każdym państwie wygląda zupełnie inaczej, ze względu na przepisy wykonawcze, które w danym państwie funkcjonują. Tym samym demokracja czyli "władza ludu" jest mirażem, ogólnikowym słowem, które może być zastosowane w dowolnej konfiguracji. Znamy przecież demokrację ludową, demokrację parlamentarną, demokrację bezpośrednią, demokrację prezydencką i wiele, wiele innych.

Jednym z powszechnie przytaczanych powiedzeń o demokracji jest twierdzenie, że "demokracja to najgorszy system jaki istnieje, ale nic lepszego nie wymyślono". Jest to oczywiście subiektywne twierdzenie brytyjskiego polityka, żyjącego w kraju o ustroju - o ironio - monarchii. Dla komunisty to komunizm jest systemem, od którego nic lepszego nie wymyślono, a dla monarchisty to monarchia jest systemem od którego nic lepszego nie wymyślono. Przy czym każdym z nich ma własne, subiektywne wyobrażenie idealnego systemu. Podobnie jak każdy mężczyzna ma inne wyobrażenie kobiety idealnej, a każda kobieta ma inne wyobrażenie mężczyzny idealnego (przynajmniej tak było do kiedyś). Demokracja jednak jest pewnym ewenementem wśród wszystkich pojęć, bo o ile każdy zgodzi się, że fundamentem komuny jest "wspólnota" (również solidarność), a dla monarchii fundamentem jest monarcha, to dla demokracji fundamentem jest władza większości nad mniejszością, czyli lud sam w sobie. Stąd wzięło się polskie powiedzenie "lud rządzi się sam".

Demokracja jest teoretycznie systemem rządów i formą sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli. Jednakże powszechne stało się stawianie w republice automatycznego zaprzeczenia demokracji poprzez dodanie "władza większości nad mniejszością, z poszanowaniem praw mniejszości". Stworzenie takiego paradoksu dało pewną furtkę, o której powiemy później, uzasadniającą dlaczego większość pomimo swojej większości - nie ma władzy nad pewnymi mniejszościami, obszarami i grupami interesów.

Demokracja - władza ludu - to marketingowe kłamstwo, które służy stworzeniu przed obywatelem iluzji, że ma on wpływ na swój los w takim samym stopniu jak każdy inny człowiek. Kim bowiem rządzi ten lud ? Samym sobą ? Czy potrzebuję głosowania większości do tego by decydować o swoim losie ? Czy dostosuję się do głosu większości, jeżeli będzie on dla mnie krzywdzący czy też będę szukał sposobu na ominięcie przepisów ? Doświadczenie życiowe i analiza przepisów prawnych uczy bowiem, że gdy nowe normy prawne krzywdzą pewną grupę obywateli (a zawsze krzywdzą i w naturze zawsze jest tak, że jedni bogacą się kosztem drugich), to pokrzywdzona grupa organizuje się i tworzy opozycję, która może stać się później grupą rządzącą. Fenomen demokracji polega jednak na tym, że o ile grupy przejmujące władzę zmieniają się - o tyle nie wszyscy tracą władzę i zamieniają się w opozycję. Istnieje bowiem wiele grup społecznych i politycznych, które zmieniają grupy, ale nie oddają władzy. I nie chodzi tutaj wyłącznie o polityków, którzy przechodzą z jednej partii do drugiej po to, aby utrzymać się przy korycie, lecz o ludzi, którzy faktycznie decydują o tym, która partia będzie w danym okresie rządzić, aby rozładować napięcie i niezadowolenie społeczne oraz aby zrealizować odpowiednie działania.

Te programy i tak nigdy nie zostaną zrealizowane, a partie uzależnione są od decyzji swoich mocodawców. Po prostu raz na cztery lata, dajemy ludziom iluzję wpływu na nasze działania, po to, aby rozładować rosnące niezadowolenie. Okazuje się bowiem, że bardzo łatwo jednostce pogodzić się z faktem, że większość ludzi chce inaczej i jednostka musi się dostosować. Dla wspólnego dobra (słowo klucz). Działa tutaj taki sam mechanizm psychologiczny jak ten, gdy jeden uzbrojony strażnik pilnuje 100 bezbronnych więźniów stojących w szeregu. Jest oczywiste, że tych 100 bezbronnych jeńców bez problemu może uwolnić się od uzbrojonego strażnika, ale nie ulega wątpliwości, że kilku pierwszych zginie. Podobnie w demokracji - nie ulega wątpliwości - że lud jeżeli zechce to w jeden dzień zmiecie z ziemi cały ustrój razem z partiami pasożytującymi na jego pracy. Analogicznie jednak - zawsze muszą pojawić się pierwsze symptomy takiego zjawiska, które władza demokratyczna wyłapuje i tłumi w zalążku.

Wolność w demokracji jest jak wolność koguta na podwórku gospodarza. Może on sobie dowolnie spacerować po całym placu (przecież jest wolny), dziobać ziarno do woli i imprezować z kurami ile chce. Nikt za nim nie chodzi i nikt mu na podwórku wolności nie ogranicza. Do momentu, gdy właściciel podwórka będzie miał ochotę na rosół.

Ważnym elementem hodowli demokraty jest program sypania ziarna 500+ i projekt "mieszkanie dla młodych".

Podstawowym celem demokracji jest utrzymanie kontroli nad nieświadomym społeczeństwem w sposób zbliżony do systemu niewolnictwa feudalnego. Dzięki wmawianiu demokracie, że ma on kontrolę nad swoim losem, że to on tak naprawdę sprawuje władzę - mamy kontrolę nad jego życiem poprzez regulowanie jego potrzeb życiowych. Poprzez środki finansowe tworzymy iluzję wyboru, pomiędzy programami partii. Iluzję tak rzeczywistą, że demokrata nie uwierzy w to, że nie ma wolnego wyboru. Jego wiara w demokrację musi być tak samo głęboka, jak wiara komunisty w wieczną przyszłość ZSRR. Przejaskrawiając sobie trochę rzeczywistość, można powiedzieć, że pranie mózgu w USA niewiele różni się od prania mózgów w niektórych krajach azjatyckich. Różne są techniki i środki wyrazu, od mediów społecznościowych poprzez telewizję, radio, prasę, ale czy faktycznie normy moralne ustroju różnią się od siebie skoro każde państwo ma swoje "Guantanamo" ?

Iluzja demokracji i wpływu obywatela na rządy w państwie jest podobna do iluzji jaką tworzy właściciel firmy przed swoim pracownikiem. Padają takie stwierdzenia jak : to nasza firma, to ty jesteś częścią tej firmy, to pracownicy tworzą farmę.

Wróć... to pracownicy tworzą firmę.

Jednakże ostatecznie to właściciel kapitału decyduje o tym, które rozwiązania zostają przyjęte, a które odrzucone. To nie kto inny jak właściciel wybrał tego właśnie pracownika do swojego przedsiębiorstwa. Tylko właściciel ma możliwość uznania lub zaprzeczenia woli wyrażonej przez pracownika - nigdy w sposób odwrotny. W przeciwnym wypadku pracownik, który nie dostosuje się do norm narzuconych przez pracodawcę - zostaje zwolniony. Obywatel, który nie dostosuje się do norm postawionych przez demokrację, zostaje "zwolniony" czyli pozbawiony prawa głosu lub zwyczajnie uwięziony. Kogut dostaje w łeb i idzie na rosół. Najnowsza ustawa antyterrorystyczna umożliwia tymczasowe aresztowania bez podania przyczyn oraz bez postawienia zarzutów na 14 dni.

W Stanach Zjednoczonych mówi się, że aby zostać politykiem należy mieć minimum 1 milion dolarów na koncie. Dawno już obywatele pogodzili się z faktem, że demokracja to nie jest ustrój dla każdego. Wystarczy popatrzeć na sposoby finansowania kandydatów i partii politycznych by od razu zrozumieć, że polityk w ustroju demokratycznym jest nikim innym jak rzecznikiem prasowym swoich mocodawców, czyli sponsorów. Demokracja jest bowiem ustrojem o rozmytych cechach władzy, utrzymywanym przez kapitał osób sprawujących rzeczywistą władzę. Jest to władza organizacji, które nie podlegają prawom wyboru lecz naturalnemu prawu eliminacji słabszego osobnika przez silniejszego. Dlatego idealnym ustrojem politycznym dla demokracji jest republika czyli drugi fundament kontroli nad społeczeństwem: republika - iluzja rzeczy wspólnej.

Republika - rzecz stworzona pospołu

Cechą charakterystyczną republiki jest forma sprawowania władzy przez swoich przedstawicieli, przez organ wyłoniony w wyniku wyborów na określony czas. Przede wszystkim jest to prezydent, rząd, oraz parlament. Podział władzy, jak również system skomplikowanych, wykluczających się wzajemnie przepisów oraz dowolność ich interpretacji powoduje, że w republice rzeczywistej władzy nie sprawuje nikt z osób przedstawionych w wyborach parlamentarnych lub prezydenckich. Wyścig o fotel prezydencki, stanowisko w rządzie czy mandat do Sejmu, to przede wszystkim nieustanny wyścig o popularność w mediach i miłość społeczeństwa. Nie przez przypadek w miarę upowszechnienia się mediów publicznych - politykami zostali celebryci, aktorzy, piosenkarze. Ministrem obrony zostaje lekarz albo dziennikarz radiowy, ministrem sportu nauczycielka akademicka z fajną dupcią, a ministrem transportu przydupas prezesa z lokalnego radia o wdzięcznym pseudonimie "lolo-pindolo".

Sejm - czyli ziemia udeptana i partiokracja

Zacznijmy może od Sejmu, który jest swojego rodzaju teatrem w gabinecie osobliwości. Krzyki, wyzwiska, partyjne wojny, głosowania na zasadzie "kto jest za - niech głosuje przeciw, kto jest przeciw - niech głosuje za", dyscyplina partyjna, wpierdalanie jak świnia sałatki przed kamerą, podpisywanie wniosków in-blanco, utrzymywanie uprzywilejowanej grupy kosztem wszystkich obywateli - to rzeczywisty koszt funkcjonowania tego teatru. Nie ma bowiem absolutnie najmniejszego znaczenia, co uchwali sejm. To tylko spektakl ku radości plebsu. Treść uchwał zostaje zostaje zmieniona przez senat, a zanim przepis wejdzie w życie - upowszechnione zostanie wiele sposób jego obejścia oraz dowolnych interpretacji. Im więcej przepisów tworzy Sejm, tym więcej popełnia błędów logicznych oraz tym więcej tworzy mechanizmów wzajemnego wykluczania się aktów prawnych. Dlatego Sejm nieustannie pracuje nad nowelizacjami ustaw, tworzy nowe przypisy, anuluje stare przepisy - po to aby w kolejnej kadencji opozycja zaczęła odwracać cały ład prawny w drugą stronę.

Obrady Sejmu są najczęściej transmitowanym wydarzeniem życia politycznego. Sami posłowie są gwiazdami telewizyjnymi, które prześcigają się w swoich wystąpieniach publicznych, wywiadach telewizyjnych i radiowych oraz pospolitych ruszeniach typu marsze, pielgrzymki, protesty, akcje społeczne i wiele innych. Panie farbują włosy, panowie zapuszczają brody. Jedni by przyciągnąć uwagę zmieniają brożki, inni zmieniają partnerów, jeszcze inni - orientację seksualną. Nie zmienia to jednak faktu, że podlegają oni takim samym warunkom rynkowym jak szampon, karma dla kota, czy puszka piwa - aby sprzedać dobry produkt, trzeba w niego inwestować i reklamować, reklamować i jeszcze raz reklamować. Skoro zatem wydaję spore sumy na marketing mojego produktu, to oczekuję, że będzie on się w odpowiedni sposób zachowywał, prezentował i sprzedawał.

Mój polityk ma się przede wszystkim dobrze sprzedać.

Posłowie w przeważającej większości nie znają się na materii nad którą głosują. Dlatego wprowadzono takie mechanizmy jak dyscyplina partyjna, kary dyscyplinarne oraz cały skomplikowany system gratyfikacji i penalizacji niezdyscyplinowanych polityków partyjnych. Wszystko to po to, aby dowolną ustawę można było po prostu kupić. Tym samym znów wracamy do fundamentu na którym opiera się partiokracja, a są nim po prostu : pieniądze.

Cechą wyróżniającą parlamentarzystów od innych grup społecznych jest uwięzienie ich w pułapce ponadprzeciętnego dochodu. Większość posłów to ludzie z przypadku, którzy wprowadzeni zostali do odpowiednich grup interesów i realizują określoną politykę swoich mocodawców. Są uzależnieni od swoich mocodawców i bez wykonywania ich poleceń - nie mogą liczyć na wsparcie (głównie finansowe) w kolejnych wyborach. Mamy bowiem obecnie 460 posłów, a przeciętny obywatel nie potrafi wymienić dziesięciu. (Ty potrafisz ?) Proszę spojrzeć na prace komisji sejmowych, na ich przedstawicieli, na podejmowane działania, na to czy doświadczenie zawodowe i wykształcenie posłów pokrywa się z zakresem prac komisji.

Stany Zjednoczone w tym zakresie wypracowały mechanizm demokracji w sposób profesjonalny, zawodowy, bez tworzenia iluzji, że jest inaczej niż wygląda to w rzeczywistości. Parlamentarzyści to w przeważającej formie prawnicy walczący o interesy stojących za nimi korporacji. Różnica pomiędzy USA a Polska polega na tym, że tam naród pogodził się wprost z takim obrazem republiki i demokracji, a w Polsce nadal jeszcze istnieje pewne złudzenie, że poseł to wybraniec narodu postępujący w sposób sprawiedliwy i godny. Doprawdy żałosne są mamlania polityków w mediach o sprawiedliwości społecznej i szczególnej roli posłów. Albo sprawiedliwość, albo społeczeństwo. Albo demokracja albo prawo.

Senat - czyli izba starców

Izba mądrości nie budzi tylu emocji, co cyrk sejmowy, a jednak to tutaj odbywa się walka na wyższym poziomie. Ponieważ seniorzy nie mają już sił i zdrowia na pyskówki - przychodzi czas na konkrety i dyskusję. Znacznie mniejsza liczba uczestników, brak uwagi mediów, oraz możliwość zmiany treści przegłosowanych już przez sejm, daje możliwość prowadzenia prawdziwych, twardych negocjacji. Jednakże jak daleko wyobrażenie o izbie starców odbiega od rzeczywistości - mieliśmy okazję zaobserwować całkiem niedawno.

Polska jako nadal jeszcze młode państwo demokratyczne - jest łatwym polem do eksploatacji przez doświadczonych graczy. Nasza izba mądrości przez ostatnie 25 lat to niestety oddział geriatryczny ze spuścizną po PRL. W przeważającej większości są to osoby, które przeniosły się z PZPR wprost do Senatu. Zmienił się ustrój, ale mentalność pozostała.

Wróć.

Czy zmienił się ustrój skoro mentalność pozostała ?

Czy rzeczywiście nastąpiła jakaś drastyczna zmiana w latach 1989-1991 skoro dzisiaj w ławach Sejmu i Senatu zasiadają prokuratorzy z PRL razem z działaczami opozycyjnymi ? Czy przeprowadzono dekomunizację sądów, urzędów, instytucji ? Czy też może zmieniła się nazwa, a ustrój pozostał ? Kto miał to zrobić ? Komuniści mieli odwołać komunistów, za to, że są komunistami ? Musieliby przecież odwołać również samych siebie - to szaleństwo !

Święty spokój został kupiony za pieniądze. Zmiana systemowa, która jest niczym innym jak iluzją, tak samo jak przeklejenie jednej etykiety zamiast drugiej na tej samej butelce - jest powszechnie stosowanym mechanizmem od pokoleń. Wczoraj było zjednoczenie robotnicze, później platforma obywatelska, która wyniosła w górę nasze długi, a dzisiaj będzie prawo i sprawiedliwość - 25% więcej cukru narodowego w cukrze.

Narodowy czyli państwowy - wspólny, jak w socjalizmie.

Paradoksem, ale jakże wspaniałym paradoksem, jest fakt, że każdy ustrój, nawet komunistyczny system sprawowania władzy - podlega prawom rynku, a przede wszystkim prawu podaży i popytu. W Polsce była ogromny popyt na zmianę, więc powstała podaż.

Niektórzy na tej zmianie stracili cały swój życiowy majątek.

Rząd czy nierząd ?

Jan Maria Rokita wielokrotnie w swoich wywiadach mówił o tym, że w każdej partii politycznej istnieje tzw. drugi pokój, w którym zapadają decyzje. Czy nie jest bowiem fenomenem zrobienie premiera z ulicznego grajka żyjącego z malowania kominów i śpiewania kolęd ? Czy gdybym powiedział Tobie, kilka lat temu w trakcie programu rozrywkowego Wojciecha Manna, że ten przygłup w marynarce grabaża to będzie przyszły premier, "król Europy", uwierzyłbyś ?

To dlaczego jesteś taki głupi czytelniku i w to uwierzyłeś ?

Naprawdę myślisz, że krajem rządził człowiek, który malował kominy i śpiewał kolędy ? Naprawdę myślisz, że dzisiaj dyktatorem jest facet, który przez pół dnia głaszcze kota po dupie, którego poziom percepcji i inteligencji uniemożliwia mu korzystanie z rachunku bankowego, prowadzenie samochodu, czy chociaż zrobienie zakupów w sklepie ? A może jest tylko kolejną ikoną, marionetką dzięki której uwaga odwrócona jest od osób, które sprawują rzeczywistą władzę w państwie ?

Twój mózg jest już tak bezbronny, że uwierzyłeś, iż młody socjalista po stosunkach międzynarodowych jest jakimś wybitnym ekonomistą, chociaż jeszcze dwa lata temu występował w mediach wyłącznie ramię w ramię ze starym socjalistą-przygłupem, niby-ekonomistą którego żona za 1400zł prowadziła wykłady o wpływie równości płci na rozwój demokracji.

Proszę, otwórz YouTube i obejrzyj wiadomości sprzed 10 lat. A potem obejrzyj dziennik telewizyjny sprzed 20 lat. Czy wygląda znajomo ?

Popatrz na siebie. Dałeś sobie wmówić, że masz jakiś udział we władzy. Uwierzyłeś, że przypadkowe marionetki mają jakieś znaczenie w kierowaniu państwem. Całe tłumy protestują ulicami przeciwko człowiekowi, który nie ma żadnego wpływu na wydarzenia w Państwie. Gdy złość urośnie już do takiego poziomu, że zajdzie obawa o rękoczyny - nagły wylew lub zawał przerwie te sny o potędze i ludzie rozejdą się do domów.

Lecz co Ty, wyborca możesz zmienić ? Musisz przecież jutro iść do pracy, zarabiać pieniądze.

Rządzi Tobą kapitał. Ten kto posiada kapitał. Coraz częściej słyszysz: i tak nie mamy na to wpływu. Trzeba się pogodzić z tym, jak jest.

Król czyli Mesjasz w trampkach

Fałszywe przekonanie, że Król w monarchii sprawuje władzę jest tak samo prawdziwe, jak twierdzenie, że prezydent w republice sprawuje władzę. Należy zadać sobie podstawowe pytanie, jakie muszą zaistnieć czynniki, aby dany człowiek spełniał wszystkie wymagane kryteria do tego, aby stać sie dobrym produktem marketingowym na pozycji premiera czy prezydenta. Oba te stanowiska wymagają bowiem sporego nakładu kapitału w postaci budowy sondaży, finansowania wizerunku, wyczyszczenia brudów z przeszłości (np. nieślubna córka, jakiś aneks do raportu, lub związek homoseksualny z kolegą z uczelni), prowadzenia kampanii w mediach, by na końcu cały ten nakład sił - skomercjalizować.

W przypadku prezydenta jest to proste, bo może nim praktycznie zostać każdy. Przy dzisiejszej technice można sobie wyhodować idealnego kandydata. W monarchii natomiast problem pojawia się, gdy jeszcze nie-kandydat zaczyna paradować na baletach ze swastyką na ramieniu. Takiego wykrzywienia psychiki nie przykryją już chyba żadne socjotechniki.

Ktoś zawsze pociąga za sznurki. Czy to prezydent lub premier rządzi służbami czy też służby rządzą prezydentem i premierem ?

Tutaj zapewne nie jeden czytelnik prychnie i powie, że przecież u nas nie ma służb, zostały zlikwidowane. Zostało grono emerytów i legion bezwzględnych dzieciaków-plecaków, których rodzice zajmują prominentne stanowiska partyjne.

I masz rację. Lecz nie w każdym państwie tak to działa, nasze służby nie są tak krótkowzroczne, żeby nie wiedzieć, że w demokracji wcześniej czy później przyjdzie taki okres, gdy wariat stanie na czele resortu.

Fenomen wyższości kapitału nad ideologią polega również na tym, że państwo silniejsze za pomocą kapitału modeluje państwo słabsze. Żyjemy w świecie, w którym okres wojny jest permanentny, a wojna militarna jest ostatnią fazą zakończenia konfliktu, gdy strona silniejsza utraci kontrolę nad przeciwnikiem, który nie ma już absolutnie nic do stracenia. W tym świecie permanentnego konfliktu nie można powierzać bezpieczeństwa osobom nieodpowiedzialnym, nie posiadających cech psychicznych umożliwiających zarządzanie takimi strukturami. Dlatego jedną z pierwszych decyzji w nowych realiach politycznych było usunięcie pewnych struktur i obszarów poza zasięg widzenia społeczeństwa i ich przedstawicieli.

Dla wspólnego dobra.

Fałszywe jest przekonanie, że Władimir Putin jest dyktatorem w Rosji. Jest zwykłą figurą, która w każdej chwili może być zastąpiona przez innego człowieka. Nowy "Władimir" będzie postępował dokładnie tak samo jak jego poprzednik, a jego podstawowym zmartwieniem będzie nie to, jak najechać Ukrainę, ale z czego zapłacić rachunki. Większa Rosja = większe rachunki. Budżet w Moskwie tego nie wytrzyma.

Rządzi kapitał. Zarówno w polityce jak i w geopolityce.

Problem z Królem czy dyktatorem polega na tym, że skoncentrowanie władzy na jednym człowieku prowadzi do sytuacji, że trzeba tę ikonę chronić w sposób absurdalny. Nie daj Boże naszej ikonie zdarzy się "coś chlapnąć", albo co gorsza wejść na krzesło w parlamencie i małpować robiąc z państwa pośmiewisko na cały świat. Takiego misia trzeba non-stop pilnować, chodzić za nim, mówić mu którą panią ma uściskać, komu ma co powiedzieć, a i tak nie da się go w pełni kontrolować. Władzę należy zatem maksymalnie rozmyć po różnych ludziach i instytucjach, tak aby w momencie, gdy tracimy jednego pionka - szybko można było wykonać ruch innym pionkiem.

Brytyjczycy szybko to zrozumieli. Dlatego Król czy Królowa pełni tam rolę listka figowego. Niby jest, ale jakby nie było. Niby nie ma, ale jednak jest. Głowa państwa, jego Wysokość, którego przymiotami są godność, szacunek i dostojność - została oderwana od polityki, dzięki czemu w Wielkiej Brytanii - jedno i drugie nie wchodzą sobie w drogę.

Wróćmy ponownie do USA, gdzie system prezydencki powoduje, iż głowa państwa otaczana jest opieką jak bóstwo począwszy od pancernego samochodu, samolotu czy pociągu, a skończywszy na zamazywaniu śladów DNA z pościeli, kubków, szklanek i czegokolwiek w otoczeniu głowy państwa. W rzeczywistości jednak jest to kolejna iluzja, ponieważ w ustroju Stanów Zjednoczonych prezydent jest de facto tylko gwiazdą w mediach, a w rzeczywistości zakładnikiem Kongresu i bardzo niewiele może zrobić sam. Przekonał się o tym boleśnie Barrack Obama, który poległ ze swoim planem ubezpieczeń społecznych, resetu z Rosją i wieloma innymi inicjatywami. George Bush natomiast zapłacił inny rachunek i prawdopodobnie będzie się za nim ciągnąć ocena za działania na Bliskim Wschodzie, chociaż tak naprawdę decyzje te wynikały wprost z warunków narzuconych przez koncerny paliwowe.

Po co za tym taka nadmierna opieka nad głową państwa skoro władza leży w kongresie ? Ano po to, żeby terroryści polowali na czarnego prezydenta, a nie na Kongres. Nic dziwnego zatem, że następnym prezydentem będzie kobieta. W domniemaniu ma to trochę załagodzić obyczaje oraz konflikty na tle narodowościowym. O ile bowiem czarnego prezydenta nie każdy w USA lubi, o tyle biała kobieta powszechnie cieszy się sympatią i białych, i latynosów, i azjatów i muzułmanów, a zwłaszcza - czarnych mężczyzn afroamerykanów. NBA to niewątpliwie domena czarnych mężczyzn... widział ktoś tam czarne chearleaderki ? (wpisz w Google: NBA chearleaders - i przełącz na zakładkę grafika)

O lokalnych przykładach wybrańców narodu z litości wspomnę jeszcze krótko.

W momencie gdy jednemu wydawało się, że może sobie trochę sam rządzić - włamanie do willi i kradzież rynny w najbardziej strzeżonym miejscu uświadomiły mu, że nie jest nietykalny, a co ważniejsze - jego cień rozciąga się na jego najbliższą rodzinę. Uspokoił się, chociaż złośliwi mówił, że utknął pilnując żyrandola.

Drugi z kolei myślał, że potajemnie za plecami prezesa będzie sprawował kontrolę nad służbami i w ten sposób uwolni się od wizerunku marionetki. Jego marzenia pękły z hukiem opony BMW.

Najmądrzejszy z ostatnich, jedyny który wytrzymał aż dwie kadencje, poszedł szybko po rozum do głowy i zamiast pompować własne ego - zaczął po prostu wykonywać polecenia. Zderzenie jego wyobraźni z rzeczywistością było jednak tak bolesne, że nie dało się tego na co dzień wytrzymać na sucho.

O ikonie polskiej nowomowy, która jednym słowem i zdjęciem potrafi wstrząsnąć na dwa dni całe media społecznościowe - z litości i szacunku, nie wspomnę.

Nie pomogą najlepsze systemy kamer, ani najlepsi na świecie ochroniarze. W razie konieczności cios w plecy przyjdzie z bliska. Bardzo bliska.

Brak wyobraźni i brak odpowiedzialności w postaci podskakiwania na placu w Gruzji i okrzyków "przyjechaliśmy tutaj żeby walczyć" - kończy się bardzo szybko. Nietrudno bowiem sobie wyobrazić, co mogło się stać gdyby ktoś za plecami Włodzimierza potraktował te słowa na poważnie.

Oni - czyli kto ?

Skoro już wiemy, że rządzi kapitał i właściciele kapitału - należy zadać sobie pytanie - kim oni są ? Zapewne amerykański wyborca wskaże, że są to międzynarodowe korporacje i po części będzie miał rację. W postkomunistycznej partii zapewne krzykną, że winni są kapitaliści. W związkach zawodowych usłyszymy, że to wszystko zrobili banksterzy. Ludzie głęboko wierzący w swój antysemityzm, obrazki świętych, pedofilii w sutannach i magiczną moc okultystycznych spotkań co niedzielę, krzykną - to żydzi i loża masońska rządzi światem !

A rządzą Wami dzieci, cudowne dzieci.

Dzisiaj są to jeszcze dziewięcioletnie i dziesięcioletnie dzieci, o których czasem z ciekawości przeczytasz w portalach internetowych. Dzieci, które w wieku 13 lub 15 lat kończą cały system znanej Ci czytelniku edukacji, a w wieku 20 lat są nie tylko doktorantami, ale również milionerami zarządzającymi ogromnym majątkiem i mający wpływy w przeróżne obszary życia społecznego i gospodarki. Człowiek, który posiada odpowiednio wysokie IQ szybko zdaje sobie sprawę z faktu, że może się umieścić całkowicie poza ustalonym systemem prawnym, finansowym i społecznym. Może zmienić w dowolny sposób swoją tożsamość, może wygenerować niemal dowolną ilość pieniędzy, może usunąć innego człowieka bez konsekwencji prawnych, może wpływać w sposób niewidoczny na wydarzenia w skali makro, a przede wszystkim - nie jest sam.

Młody Jaś poznaje swojego przyszłego pracodawcę w wieku 10-12 lat, zazwyczaj albo a harcerstwie albo na jakimś obozie.

Po pierwszej fazie zachwytu nad własnymi możliwościami przychodzi również świadomość, że nie jestem jedyny i takie same możliwości posiadają również inni, którzy mogą postrzegać mnie jako swojego przeciwnika. Dlatego zdrowy rozsądek jak również chłodna kalkulacja zmuszają młodego człowieka to pogodzenia się z faktem, że chociaż jest on wyjątkowy i jego naturalny dar predystynuje go do rzeczy wielkich, to nieuchronnie staje się on częścią grupy, która nie tylko posiada swoje przywileje, ale również szczególne obowiązki, w tym przede wszystkim - obowiązek obrony Ojczyzny przed zewnętrznymi i wewnętrznymi zagrożeniami. By ten dar szczególny chronić i aby skorupka za młodu nasiąkła odpowiednią postawą - człowieka młodego i wybitnego, w sposób szczególny w swoim DNA wynagrodzonego - "łowi się" od samego początku i kształtuje, szkoli, wychowuje. W nowej grupie nie jest już nigdy "odmieńcem", nie jest inny, lecz jednym z wielu. Staje się częścią wspólnoty, której podstawowym zadaniem jest służba ojczyźnie. W wieku 20-kilku lat zostaje asystentem ministra, przed 30-stką obraca się pomiędzy wieloma korporacjami i strefami wpływów. Zazwyczaj w okolicach 30 lat, role odwracają się i to jego asystenci zostają ministrami. Nigdy nie będzie gwiazdą w mediach, nigdy nie będzie miał swojej kampanii, nigdy nie będzie bił się w partii o nowe stanowiska. To Jan i jego grupa tworzą media, tworzą kampanie i tworzą nowe stanowiska - a przy tym wszystkim, nie brudzą sobie rąk. Jego ponadprzeciętne IQ pozwala mu wejść na inny poziom percepcji, pozyskiwania i wykorzystywania informacji, kształtowania rzeczywistości, modelowania społeczeństwa, służby Ojczyźnie, a przede wszystkim - zdobycia wiedzy.

Ponieważ najpotężniejsze narzędzia władzy to : wiedza i rozum.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl

(ku pamięci Jana i Aleksandra, niech spoczywają w pokoju...)