Jarosław Narymunt Rożyński

Atomowy smok

30 stycznia 2017r

Trudno w tej chwili wyobrazić sobie konsekwencje potencjalnego konfliktu zbrojnego na linii Chiny - USA. O ile jeszce kilkanaście lat temu istniała znacząca dysproporcja pomiędzy siłami, to w tej chwili Chiny dzięki rakietom balistycznym znacząco podniosły potencjalne konsekwencje wybuchu takiego konfliktu. Należy zatem spodziewać się, że Stany Zjednoczone nie będą dążyć do otwartego konfliktu zbrojnego, lecz szukać możliwości "miękkich uderzeń" jak również regionów destabilizacji Azji.

Chiny dysponują obecnie, co najmniej takimi rakietami wraz z wymienionym, przybliżonym zasięgiem:
- DF-4 / 7500 km
- JL-2 / 7500 km
- DF-31 / 8000 km
- DF-31A / 11 000 km
- DF-5/A / 12 000 km
- DF-41 / 15 000 km

Dzięki swojemu arsenałowi, którego szacunki jak i ocena możliwości znacząco różnią się w zależności od różnych ośrodków, Chiny mogą tak naprawdę podporządkować sobie prawie cały region Azji. Wyjątkiem pozostają tutaj zapewne Korea Południowa i Japonia, które mogłyby również odpowiedzieć bronią jądrową w przypadku ataku na ich państwa. Z całą pewnością również, obie strony doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego nie podejmą takiego ryzyka.

USA będą zatem poszukiwać "sojusznika", którego będą mogli poświęcić na destabilizację regionu. Musi to być państwo wystarczająco silne regionalnie, ale jednocześnie słabe politycznie, aby możliwa była penetracja establishmentu politycznego jak również destabilizacja całego narodu i "wyprowadzenie go" na drogę konfrontacji z Chinami. Wcześniej taką rolę pełnił przede wszystkim Vietnam, jednakże tym razem - powtórzenie tego manewru wydaje się być mało realistyczne.

Idealnym kandydatem do roli takiego "czynnika balansującego" są Indie, które bez wątpienia pozostają w konflikcie interesów z Pakistanem i Chinami. Jednakże jednocześnie są zbyt stabilnym i racjonalnym graczem, by dać się wciągnąć w tego typu rozrywkę. Pozostają zatem dwie opcje : Birma i Tajlandia.

O ile o tym pierwsyzm w Polsce wiadomo w zasadzie niewiele, o tyle Tajlandia jest jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych na mapie całego świata. Nie trudno zatem będzie o różnego rodzaju prowokacje i ofiary cywilne wśród narodowości całego świata. Do tego wszystkiego, obecnie istnieje sprzyjający czynnik destabilizujący związany ze zmianą głowy państwa.

Należy zatem spodziewać się, że to będą kolejne punkty zapalne na linii Chiny-USA. Nie jest wykluczone, że będzie to pierwsza proxy-war, z użyciem broni jądrowej.

- Jarosław Narymunt Rożyński,
www.prezydent.org.pl