Jarosław Narymunt Rożyński

Adam Mickiewicz - Sonety Krymskie , Stepy Akermańskie

25 luty 2016r

Adam Bernard Mickiewicz herbu Poraj jest dla mnie esencją duszy Rzeczypospolitej. W jego życiu i twórczości odnajduję wszystko to, co związane jest z naszym patriotyzmem, tożsamością, miłością, filozofią i historią. Im starszym jestem człowiekiem, tym głębiej sięgam do jego postaci odnajdując w nim nie tylko natchnienie, ale również podobieństwa. Zmusza mnie do zadumy, zmusza do rozwagi i przyznaję - porusza czasem bardzo głęboko. Nie zrozumie tego człowiek, który nie wędrował przez dzisiejszą Polskę, Litwę, Białoruś i Ukrainę odnajdując na każdym kroku świadectwo jednej cywilizacji.

Polak, Białorusin, Litwin i pielgrzym wędrujący również po dzisiejszej Ukrainie. Sonety Krymskie to coś więcej niż literatura, to utrwalone chwile, momenty z historii z serca przelane w przestrzeń ponad czasem. Jakże dzisiaj podobny jego los, do obecnego życia przeciętnego młodego człowieka z Polski, aż dech zapiera w piersiach.

"Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu."


Przestrzeń. To było pierwsze słowo, które przemknęło mi przez myśl, gdy przemieszczałem się w różnych regionach Ukrainy, również między Winnicą a Dniepropietrowskiem. Ogarniające ze wszystkich stron poczucie wolności i swobody. Niezwykłe wspomnienia. Rzeczpospolita była oniegdaj krajem wielkim i różnorodnym. Niesamowite złudzenie, iż jesteśmy oderwani od świata, gdzieś poza jego granicami. Tego się nie da opisać inaczej niż uczucie wszechogarniającej przestrzeni. Dla mnie, człowieka morza, było to niezwykle kojące. Myślę czasem, że największym darem jaki utraciliśmy była właśnie ta wolność przestrzeni.

Nie doceniamy utraconego piękna naszego kraju, jego przyrody, dzikości jego serca. Nie dostrzegamy już dzisiaj tego, co kiedy utraciliśmy. We wspaniałą przyrodę wbijają się czasem radzieckie straszydła historii. Obce karykatury minionej epoki uginają się jednak przed duchem Rzeczypospolitej. Tutaj to, co Polskie, czujemy na każdym kroku, nawet gdy otaczają nas cyryliczne bohomazy, to spod ich pyłu wybija się świadectwo utraconej epoki. Rosja zawsze chciała mieć. Miała Ukrainę, lecz nigdy tu nie była. Powykrzywiała i otępiła umysły ludzi tu żyjących, ale nie jest żadkim widokiem staruszka śpiewająca o Polsce, ruiny zamku czy krzyż z modlitwą przy drodze.

Wielka, wspaniała przestrzeń pomieściłaby tutaj wszystkie narody. Oddaliśmy jej cześć porzucając nadzieję na zrozummienie i racjonalny kompomis. Lewa ręka oddzieliła się od prawej, serce od rozumu, brat od brata, siostra od siostry, ojca od syna oddzielił Szatan - Moskal.

"Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu."


Podróżując dzisiaj przez Ukrainę, naprawdę możemy doznać uczucia oderwania od cywilizacji. Ogromne obszary, które pozostały niemal bezludne, idealnie wpisują się w ówczesne słowa Mickiewicza.

Minęło tyle lat, a nadal są aktualne.

Ukraina, dawniej wschodnia część Rzeczypospolitej, była oceanem przyrody. Płynąc przez dzikie pola nie raz miałem okazję po prostu zatrzymać sie i patrzeć. Szczególnie wczesnym i późnym latem, gdy noce są chłodniejsze, a dni jeszcze nie upalne - można zasiedzieć się patrząc w niebo i zapomnieć o całym świecie.

Zwłaszcza noc jest piękna. Nie taka jak w mieście. Gdy mrok zapada, nie zobaczysz tutaj neonów, latarni przy drogach, świateł przelatujących samolotów. Jesteś tylko Ty, niebo, bicie Twojego serca i odgłosy przyrody. Szum traw, cykanie i bzykanie różnych owadów, klucze ptaków i powiew innego wiatru.

Wiem, że nie jestem pierwszym Polakiem, który podróżując przez dzikie pola myślami wspominał polskiego poetę. Nie jestem również pierwszym, w którym oczarowanie przyrodą, przestrzenią i wolnością kłóciło się w duszy z tęsknotą, smutkiem i wstydem. Jak mogliśmy dopuścić, do tego wszystkiego, co wydarzyło się między podróżą Mickiewicza, a naszą podróżą do Akermanu ? Ogromny ból w sercu, ogroma pustka i rozpacz. Podzieliły nas wojny, podzieliły kłamstwa i zdrady. Jak w zepsutym małżeństwie, niespełnionej miłości, gdzie dwoje ukochanych ludzi, dla których druga połowa była wszystkim - teraz walczą ze sobą z największą zaciętością niszcząc najbardziej intymne i dotkliwe wspomnienia słodyczy.

"Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,"


Gdy wysiądziesz z samochodu i przycichnie już warkot silnika, minie zapewne kilka chwil, gdy nacieszysz swój wzrok tym, co widzisz dookoła. Ja na początku stałem, oddychałem, patrzyłem a potem usiadłem. Zastanawiałem się, jak to było wtedy, gdy przemierzał drogą Adam Mickiewicz. Czy dotykał ziemi ? Czy gładził trawę, czy leżał na ziemi patrząc w niebo ? Te kilka chwil pozostaje w sercu na całe życie, tak jakby ktoś na moment wyłączył wokół wszystkie zegary. Nie opisze tego żadna poezja, nie odda tego żadne zdjęcie.

To po prostu trzeba przeżyć samemu.

"Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła."

To było dziwne uczucie, gdy po raz pierwszy wyleciałem z Polski do Anglii. Z jednej strony powinienem się cieszyć, będę przecież robił karierę. Z drugiej strony jednak, o wiele silniejsze było poczucie pustki, wygnania z własnej Ojczyzny. Emigracja nie była moim własnym wyborem, lecz morzem łez, gdy całowałem na lotnisku syna. Ból w sercu ogromny, męka w duszy. Nie dla każdego Polska jest wolna. Gdzie jest ta wolność ? Bezdzietny karle, stary głupcze, bastranie, dyktatorze, kim jesteś by mnie uczyć o Litwie, Polsce i Ukrainie ?

Zaledwie kilkanaście miesięcy później, na parę lat przeniosłem się do Irlandii. Los na krótko pozwolił mi potem zostać w Polsce. Po kilku miesiącach znów musiałem wyjeżdżać. Gdy znalazłem się na Ukrainie poczułem oprócz wzruszenia i zmęczenia jeszcze coś więcej - pętlę czasu i losu, smutek, żal i tęsknotę.

Współczesne pokolenie młodych ludzi, ma o wiele więcej wspólnych losów z Adamem Mickiewiczem niż ich wszyscy, wychowani w PRL nauczyciele. To my zostaliśmy z "wolnej Polski" wygnańcami, by na barkach nosić brzemię kary, za błędy pokoleń naszych rodziców. Jakże groteskową i wcale nie zabawną krainą jest dzisiaj Polska, w której pokolenie Solidarności podzielone na walczące ze sobą obozy przypisuje sobie prawo i nieomylność Boską bez najmniejszej chwili zastanowienia nad przyszłością kolejnych pokoleń. Zaborcy własnego Narodu, karykatura patriotyzmu i cnoty, bezpłodna dyktatura geriatyczna jednego pokolenia wyżerająca przyszłość i nadzieję swoich dzieci i wnuków niczym gangrena na czystym ciele. Zostawiliście nam tylko marzenia i wspomnienia o wolności, której nigdy nie doświadczyliśmy.

Żaden inny "wolny naród" nie sponiewierał tak swoich dzieci po całej Europie.

Gdy spotykam swoich znajomych, nie opowiadamy o Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie. Każdy z nas opowiada o Irlandii, Szkocji, Norwegii, Walii, Kanadzie czy Hiszpanii. Kolejne pokolenie pielgrzymów z Ojczyzną w sercu przemierza świat.

Kolejni wygnańcy. Na dźwięk słowa emigracja łzy same stają w sercu. Rozerwaliście naszą młodość pomiędzy Ojczyznę a pracę zarobkową.

Nie okazaliście nam krzty szacunku, bo nie okazujecie jej sobie. Nie okazujecie jej też Polsce, która jest dla Was tylko dojną krową.

Literatura Adama Mickiewicza jest dzisiaj jeszcze bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej. I to najbardziej cieszy i najbardziej smuci. Najbardziej zmusza do refleksji i najbardziej przeraża. Pętla historii, która dusi nas na szyi, gdy dookoła tyle przestrzeni, gór, lasów, pól i zieleni morza.

Życia Adama Mickiewicza, nie powinniśmy nigdy nie zapominać. Jego twórczość - każdy Polak w sercu nosi sam.

Stepy akermanskie to wielka tęsknota za Ojczyzną, utraconą Ojczyzną. Gdy zamykam oczy, słyszę szept Adama Mickiewicza i śnię.

Śnię o Wielkiej Rzeczypospolitej, o jej pięknie, duszy i miłości niespełnionej.

- Jarosław Narymunt Rożyński,