Jarosław Narymunt Rożyński

ZUS w oparach absurdu

15 stycznia 2015r

Nie ma chyba w Polsce instytucji bardziej krytykowanej niż Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Od wielu lat zajmuje on pierwsze miejsce wśród najbardziej znienawidzonych elementów dziedzictwa PRL. Przez te wszystkie lata zmienił się ustrój, zmienił się system, zmieniła się światowa gospodarka oraz trendy demograficzne i migracyjne w Europie. Nie zmieniła się natomiast mentalność pracowników ZUS oraz osób zarządzających.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaca świadczenia od 80 lat. Jest to system, który pamięta jeszcze czasy II Wojny Światowej. Przywykliśmy do tego, że ZUS zawsze był i zawsze będzie. Tymczasem demografia w Polsce jest bezlitosna i wydawałoby się, że w związku z tym w trybie pilnym zostaną wdrożone znaczące reformy. Nic bardziej mylnego ! Zamiast rozwiązywać problem ZUS - od dwóch lat zaczęto utajniać raporty. Nie wiadomo już, czy ZUS dopiero zbankrutuje, czy też już dawno zbankrutował.

Przedstawiciele Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zapewniają, że ZUS nigdy nie upadnie. Jako dowód na to przedstawiają własną prognozę, która mówi, że rynek pracy w Polsce zwiększy się o milion osób do 2020 roku. Z jednej strony można powiedzieć, że jest to zbyt optymistyczne założenie w sytuacji, gdy ponad 3 mln rodaków wyemigrowało zarobkowo. Z drugiej strony trzeba przyznać, że składki ZUS nie mogą zwiększać się w nieskończoność i jedynym sposobem rozwiązania tego problemu - jest właśnie zwiększenie liczby płatników. Nie chodzi oczywiście o obciążenie składką ZUS umów zleceń lub umów o dzieło, lecz o znalezienie dodatkowej liczby objętej systemem, tak aby średnia kwota wpłat - obniżyła się. Tym samym trafiamy do meritum całego problemu jakim jest nie tylko bezrobocie i emigracja, ale również przede wszystkim demografia.

Warto tutaj również podkreślić, że przyszłość ZUS zależy w bezpośrednim stopniu od kondycji naszej gospodarki. Emerytury i renty wypłacane są z podatków pobranych od osób aktywnych zawodowo. Stale zmniejszająca się liczba płatników powoduje zmniejszenie się wpływów. ZUS od lat zmaga się z deficytem strukturalnym i zakłada - że w przyszłości będzie większa liczba płatników, co umożliwi pokrycie deficytu z poprzednich lat.

Jednak tak się nigdy nie stanie, ponieważ oprócz gospodarki zmienia się również sposób pracy oraz możliwości optymalizacji podatkowej. Ponadto liczba emerytów będzie niedługo dwa razy większa, a liczba pracowników - co najmniej dwa razy mniejsza. W ramach nie tylko struktury UE, mamy możliwość rejestrowania firm w krajach oferujących znacznie korzystniejsze warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Ten światowy trend dotyczy w takim samym stopniu Polski jak również Hiszpani, Grecji czy jakiegokolwiek innego kraju. Jeżeli chcemy poprawić sytuację emerytów i rencistów - musimy zacząć od reformy prawa i stworzyć konkurencyjne warunki do prowadzenia firmy.

Do tej pory główną strategią rządu w tym zakresie były specjalne strefy ekonomiczne. Na podobnej zasadzie przez pewien czas funkcjonowała np. Republika Irlandii, gdzie firmy z sektora IT zwolnione były z płacenia podatków pod warunkiem utrzymania stałego zatrudnienia np. nie mniej niż 2000 osób. Jednak po kilku latach okazało się, że to nie wystarczy. Zaoferowano zatem zwolnienie z opłat za wynajem pomieszczeń i gruntów. To również rozwiązało problem tylko na jakiś czas. Powstało zatem pytanie - jak zachęcić przedsiębiorców do zakładania firm w naszym kraju, skoro brak podatku oraz darmowe udostępnienie przestrzeni nie jest wystarczającą zachętą ? Okazało się bowiem, że inne kraje nie tylko oferują takie podobne warunki, ale dokładają do tego dopłaty do zatrudnienia, specjalnie utworzoną infrastrukturę, opiekuna do kontaktu z administracją publiczną, reklamę w mediach państwowych, preferencyjny kredyt obrotowy i wiele innych rozwiązań. Wniosek? O przedsiębiorcę trzeba walczyć! Wiedzą już o tym doskonale kraje Azji i Europy Zachodniej, ale niestety nie rozumieją tego jeszcze nasi politycy partyjni. Dla nich Państwo jest po prostu pracodawcą, świadczeniodawcą.

Tymczasem ZUS ślepo i uparcie zakłada, że tworzenie coraz bardziej rozbudowanego systemu zasiłków rodzinnych zachęci młodych ludzi do zakładania rodzin, a co za tym idzie - pojawi się więcej dzieci. Nic bardziej mylnego! Na warunki do założenia składają się również takie czynniki jak dostępność mieszkania, stabilność zatrudnienia, warunki finansowe roaz poczucie stabilizacji. ZUS nie ma absolutnie żadnego wpływu na wysokość i dostępność kredytów hipotecznych, a co za tym idzie - dostępność mieszkań i poczucie stabilizacji. Warto również dodać, że rozwiązanie, w którym dopłacamy do wychowania dzieci, nie powiększa lecz zmniejsza kwotę dostępną na wypłaty dla emerytów.

Jeszcze bardziej absurdalnie wyglądają założenia ZUS dotyczące dzietności. Zakładają one bowiem, że do 2020 roku przynajmniej połowa kobiet w wieku do 35 lat urodzi... troje lub czworo dzieci. Skąd takie absurdalne założenia ?

Do tych wszystkich absurdów należy doliczyć jeszcze roczne świadczenie rodzicielskie dla osób nieubezpieczonych. To po co w takim razie się ubezpieczać, skoro będąc nieubezpieczonym również otrzymujemy świadczenie?

Prawdziwym wyzwaniem jest dla ZUS informatyzacja. O Programie Płatnika powstały całe książki. W Mediach pojawiła się również kwestia zakupu dyskietek 3,5" (1.44mb) w cenie, za którą można było kupić pendrive USB 2-4GB. To wszystko w architekturze, gdzie wszystkie komputery podłączone są do sieci. Za ZUS ciągną się również postępowania prokuratorskie m.in. dotyczące przetargu na drukarki. Wszystkie te sytuacje dobitnie potwierdzają, że tam gdzie zarządzaniem zajmuje się państwo - tam obecna jest powszechna patologia, brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje, brak jasnych procedur oraz ogólny bałagan.

Zapewnienia o świetlanej przyszłości ZUS należy traktować tak samo jak deklaracje, iż Związek Sowiecki nigdy się nie rozpadnie. W tych oparach absurdu niezmienne jest pytanie : jak długo jeszcze będziemy to wszystko tolerować ?

- Jarosław Narymunt Rożyński,