Jarosław Narymunt Rożyński

Litwa nieprzygotowana na najgorsze

12 stycznia 2015r

Litwini uczą swoich obywateli jak powinni zachować się w trakcie wojny i okupacji. Ministerstwo Obrony przygotowało specjalne ulotki z informacjami i poradami, które rozdawane są przez wojsko, policję oraz instytucje publiczne. Celem tej akcji jest przede wszystkim oswojenie swoich obywateli z myślą, że do takiej sytuacji może w najbliższej przyszłości dojść. Sejm Litwy zatwierdził także pakiet poprawek do ustaw z zakresu obronności państwa, zmieniając zasady użycia sił zbrojnych w czasie pokoju.

Zgodnie z treścią ulotek Litwini mieliby przede wszystkim nie panikować lecz stawiać opór. Mowa jest również o ataku nieprzyjaciela w cyberprzestrzeni (czyli gdzie? memami na facebooku?). Z całego kontekstu widać wyraźnie, że Litwa nastawiona jest przede wszystkim na możliwą wojnę hybrydową, co jest niczym innym jak pobożnym życzeniem. Nasi sąsiedzi są wspaniałym Narodem, jednak niestety muszą zmierzyć się z różnicą pomiędzy tym, co sobie wyobrażają, a tym jak wyglądają fakty.

Wojna hybrydowa miała miejsce na Krymie - ponieważ celem było również zdobycie jak największego poparcia ze strony lokalnej ludności cywilnej. Ponadto na Krymie wojsko już stacjonowało od wielu lat i kontrolowało przestrzeń morską. Działania rosyjskie zakładały również, że żołnierze ukraińscy dobrowolnie będą przechodzić na stronę Federacji Rosyjskiej - co zresztą miało miejsce.

Zupełnie inaczej wyglądały działania na wschodzie Ukrainy. Na początku była faza działań dywersyjnych i sabotażowych - właśnie ze względu na ludność rosyjskojęzyczną. Spowodowało to, że wielu mieszkańców wschodniej Ukrainy, którzy czuli się w większym stopniu rosjanami niż Ukraińcami, zbiegło do Rostowa Nad Donem lub innych miast wgłąb Rosji. W drugiej fazie rosjanie nie liczą się już w tak dużym stopniu z ludnością cywilną, co widać na przykładzie bombardowania miast pociskami Grad oraz moździerzami. Wojska rosyjskie nie wchodzą do miast, lecz atakują w nocy. Ludność pozbawiona prądu, wody i jedzenia - sama opuszcza miasta drogami, które kontrolowane są przez rosyjskie blokady i patrole. Ukraina to nie Irak czy Afganistan. Celem Rosji jest przejęcie kontroli nad infrastrukturą gazową, elektrowniami atomowymi oraz wywiezienie wszystkich zasobów, których sprzedaż mogłaby pokryć długi Ukrainy wobec Rosji. W konsekwencji władza polityczna Ukrainy kontrolowana będzie przez rosyjski nadzór nad wodociągami, eletrowniami, gazoportami oraz zagrożenie bezpośrednie dla osób sprawujących władze w formalnych ukraińskich strukturach państwowych.

W przypadku Litwy prawdopodobne cele są zupełnie inne. Ze względu na możliwą kontrofensywę ze strony NATO - w przypadku konfliktu Rosji z Litwą absolutnym priorytetem byłoby wyeliminowanie całej infrastruktury za pomocą poważnych sił wojsk pancernych (tzw. "rajdy na farmę") i podobnie jak w przypadku Ukrainy - nocne bombardowania miast. W ciągu bardzo krótkiego czasu (kilkunastu godzin) niezbędny byłby również akt kapitulacji uniemożliwiający podjęcie działań ze strony NATO. Cały ewentualny konflikt na Litwie odbyłby się w ciągu jednej doby, łącznie ze zmianą władz, opuszczeniem struktur UE oraz NATO. W takiej sytuacji, przy obecności znaczących sił rosyjskich na Litwie - ewentualna pomoc Litwie ze strony NATO - zostałaby sparaliżowana. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, jak zareagowałyby poszczególne państwa, skoro najprawdopodobniej Niemcy i Francja byłyby przeciwne interwencji oraz nawoływałyby do deeskalacji konfliktu i dialogu.

Co powinna zatem zrobić Litwa w takiej sytuacji ? Nic. Litwa zmarnowała swoje ostatnie 25 lat i nie posiada potencjału zdolnego do przeciwstawienia się Federacji Rosyjskiej. Pozostało robienie dobrej miny do złej gry, a za brak wyobraźni polityków - w przypadku inwazji Rosji na Litwę - zapłacą całe pokolenia.

- Jarosław Narymunt Rożyński,