Jarosław Narymunt Rożyński

Jestem przedsiębiorcą

6 grudnia 2015r

Moja pierwsza prawdziwa praca ? Miałem wtedy 16 lat i byłem w połowie szkoły średniej. Internet nie był jeszcze tak dostępny jak dzisiaj, a zamiast serwisów internetowych typu eBay czy Allegro mieliśmy małe, prężne wydawnictwa publikujące gazety z ogłoszeniami. Jednym z takich tytułów, bardzo popularnych w latach 90-tych była gazeta Anonse, która była po prostu zbiorem różnych ogłoszeń. Ludzie wycinali małe karteczki, na których wpisywali swoje ogłoszenia, a następnie wrzucali te wycinki do specjalnie przygotowanych, żółtych skrzynek pocztowych. Moja praca popołudniami w jednej z redakcji polegała na przepisywaniu tych ogłoszeń do komputera. Wynagrodzenie otrzymywałem w zależności od ilości wprowadzonych ogłoszeń. W ten sposób zarobiłem na swój pierwszy komputer z wyższej półki i wiele innych rzeczy.

Programowanie było i jest moją pasją od dzieciństwa. Jest nią również sztuka nowoczesna, która w latach 90-tych napędzana była właśnie komputerami domowymi typu Amiga czy Atari ST. Gdy większość moich rówieśników przygotowywała się do matury, ja spędzałem całe dnie na programowaniu i analizowaniu algorytmów. Polacy nie mieli wtedy takiego powszechnego dostępu do wiedzy jak nasi sąsiedzi na zachodzie. Naprawdę mało kto mógł sobie pozwolić w 1996 czy 1997 roku na zaisntalowanie internetu w domu. Proszę zauważyć, że dopiero w 1994 roku w internecie umieszczono oficjalną stronę internetową rządu. Dopiero w kwietniu 1996 roku Telekomunikacja Polska uruchomiła anonimowy dostęp do internetu przez modemy. Do tego czasu młodzi ludzie jeździli na różne imprezy informatyczne, na których wymieniali się wiedzą i doświadczeniem. Bardzo popularny był też "swap" czyli przesyłanie do siebie wzajemnie listów z dyskietkami, na których zawarte były kody źródłowe, dokumentacja techniczna, własne narzędzia i opisy algorytmów. Byłem jednym z tych dzieciaków, którzy jechali z Trójmiasta przez całą noc do Opola, by tam razem z Niemcami, Czechami, Słowakami i Węgrami przez kilkanaście godzin wymienić się najbardziej zaawansowanymi technologiami, a potem przez kolejną noc wracać z powrotem do Trójmiasta. Po jednym takim tournee przez następne kilka tygodni byłem pochłonięty pracą nad własnymi projektami.

To była pasja mojego życia.

Gdy ukończyłem szkołę średnią, zanim jeszcze dostałem się na studia - pracowałem już w trzech miejscach. W jednej z trójmiejskich agencji ochrony byłem administratorem sieci komputerowej. Oprócz tego pracowałem w innej firmie jako serwisant sprzętu komputerowego składając komputery, konfigurując systemy operacyjne, instalując sterowniki. Dodatkowo tworzyłem oprogramowanie wspomagające rozliczanie gospodarki magazynowej dla jednej z hurtowni spożywczych. Miałem wtedy niespełna 19 lat i był to pierwszy okres, gdy starałem się również usamodzielnić wynajmując własne mieszkanie. Był to niezwykły okres w otaczającej rzeczywistości, gdzie świat post-PRL kontrastował z niesamowitą energią, którą czuć było w całym społeczeństwie. Tempo rozwoju informatyki w Polsce było niesamowite. Oczywiście pojawiały się różne przeszkody na drodze, ale ja zapamiętałem ten okres przede wszystkim jako pierwsze kroki informatyzacji w Polsce. Coraz więcej komputerów i oprogramowania pojawiało się w domach, firmach prywatnych oraz w administracji państwowej. Dla administratorów sieci, serwisantów sprzętu komputerowego, instalatorów oraz programistów - były to piękne, złote czasy.

Zaraz potem zacząłem również pracować w najsłynniejszej polskiej firmie IT, czyli Prokom Software SA. Każdy, kto trafiał do Prokomu czuł się członkiem elity informatycznej w Polsce. Pracowałem z naprawdę wybitnymi ludźmi, pasjonatami informatyki i jednocześnie pionierami rozwoju tej branży w Polsce. Do dziś mam kontakt z wieloma przyjaciółmi z tamtych lat.

Swoją pierwszą firmę założyłem w wieku 21 lat, gdy coraz większą popularność zaczął zyskiwać serwis Allegro oraz inne serwisy e-commerce. W centrum miasta udało mi się otworzyć biuro, w którym tworzyliśmy oprogramowanie dla firm ubezpieczeniowych, a w innym miejscu był duży salon sprzedaży sprzętu komputerowego. Moja niewielka firma była jednocześnie miejscem mojej życiowej pasji i pracy moich wspaniałych przyjaciół. Razem pracowaliśmy, lecz już nie bawiliśmy się razem i nie studiowaliśmy razem. Coraz więcej czasu musiałem spędzać na zarządzaniu firmą, a przede wszystkim na kwestiach związanych z logistyką, administracją, zmianami przepisów, biurokracją. Gdy moi rówieśnicy soboty spędzali na dyskotekach, ja soboty spędzałem razem z księgowym oraz doradcą podatkowym. W miarę jak rozrastała się firma, rozrastały się również obowiązki i skala biurokracji z jaką miałem do czynienia. Praca pochłaniała coraz więcej czasu, nie było w życiu miejsca na tyle zabawy, na ile mogli pozwolić sobie rówieśnicy. Lecz nie miałem powodów do narzekań. To był dobry czas.

Rok 2004 był momentem zwrotnym. Polska weszła do Unii Europejskiej i zaczęły się pierwsze poważne i dotkliwe zmiany w polskim prawie. Rozpoczął się okres bezwzględnej walki o przetrwanie. Dzisiaj niewiele już osób pamięta o takich firmach jak JTT Computer (ADAX), Optimus, czy wielu innych, które były polskimi producentami sprzętu komputerowego. Wszystkie one padły ofiarami bezwzględnego wzięcią się aparatu skarbowego za branżę IT w Polsce oraz bardzo agresywnej polityki zachodnich korporacji.

JTT Computer była firmą funkcjonująca od 1990 roku. Pod koniec lat 90-tych, ze względu na niekorzystne opodatkowanie sprzętu komputerowego produkowanego w kraju a sprzedawanego szkołom, JTT sprzedawała swoje komputery za pośrednictwem Czech. Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem taka transakcja była opodatkowana stawką 0% podatku VAT, o czym informowało Ministerstwo Edukacji: dzięki decyzjom urzędów celnych zwalniających na wniosek naszego Ministerstwa dostawy na potrzeby wyposażenia pracowni szkolnych z cła i podatku VAT udało się całą kwotę, która została przyznana na ten cel w ramach budżetu przeznaczyć na zakup pracowni komputerowych (Ministerstwo Edukacji, 2000, pismo SBA/RP-10/00). Urzędnicy skarbowi uznali to jednak za działanie sprzeczne z prawem. Firma została zmuszona do zapłaty 10 milionów złotych podatku i kar, a jej zarządowi postawiono zarzut działania na szkodę Skarbu Państwa.

Cała sprawa rozpoczęła się pod koniec lat 90-tych. Fabryki zostałe zamknięte i zaplombowane, sprzęt zarekwirowany z magazynów, pracownicy musieli znaleźć nowe zatrudnienie. Po trwającym cztery lata procesie w kolejnych instancjach, w roku 2003 Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że zarząd JTT nie naruszył prawa i nakazał zwrócenie firmie całej kwoty nienależnego podatku wraz z odsetkami.

Przez okres do wydania i uprawomocnienia się tego postanowienia firma JTT nie była w stanie normalnie funkcjonować. Pakiet akcji firmy, wniesiony do funduszu MCI SA w 1998 roku, został sprzedany (po decyzji organów skarbowych o obowiązku zapłaty podatku) ze stratą 10 milionów złotych. Pomimo korzystnego orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, w połowie 2004 zarząd JTT ogłosił upadłość – firma nie odzyskała już kondycji wystarczającej do kontynuowania działalności.

W listopadzie 2006 sąd we Wrocławiu orzekł, że fundusz MCI ma prawo do 38,5 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa za straty, jakie poniósł przy sprzedaży akcji JTT w związku z niezgodną z prawem decyzją organów skarbowych, przychylając się tym samym do żądania MCI. Wyrok nie był prawomocny, przedstawiciel Skarbu Państwa zamierzał wnieść sprzeciw.

W 2006 roku Ministerstwo Finansów opublikowało "Białą księgę JTT Computer i Optimus SA" wyjaśniającą – z pozycji administracji publicznej – sprawy JTT, Optimus oraz Romana Kluski. W 2011 roku MCI prawomocnym wyrokiem sądu apelacyjnego uzyskało odszkodowanie w wysokości 46 mln zł za "doprowadzenie do upadłości na skutek błędnych i podejmowanych z naruszeniem prawa decyzji organów podatkowych", jednak nie wiadomo czy do dnia dzisiejszego te pieniądze faktycznie trafiły na właściwe konto.

Podobny los spotkał firmę Optimus. Przedsiębiorstwo powstało w 1988 roku, jako prywatna firma Romana Kluski. Od 1994 r. Optimus był notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. 28 sierpnia 2006 Komisja Papierów Wartościowych i Giełd podjęła decyzję o wycofaniu spółki z GPW. Powodem było rzekome niewłaściwie wykonywanie obowiązków informacyjnych przez spółkę. Decyzja nie weszła jednak w życie i Optimus pozostał na giełdzie.

Na początku 2006 r. główna siedziba Optimus SA przeniesiona została z Nowego Sącza do Warszawy, a montaż komputerów na zasadzie outsourcingu do zakładu ABC Data. W tym samym roku firma złożyła również pozew o odszkodowanie w wysokości 35 mln zł za niezgododne z prawem decyzje organów skarbowych z 2002 roku, które według Optimusa doprowadziły do utraty renomy przez firmę, straty 27 mln zł oraz bezpośrednie koszty postępowania skarbowego w wysokości 8 mln zł.

31 października 2007 członkowie zarządu Optimusa, Piotr Lewandowski i Michał Lorenc, zostali zatrzymani przez CBŚ w sprawie kontrowersyjnego podwyższenia kapitału w spółce. 16 kwietnia 2008 Lewandowski został ponownie zatrzymany przez CBA pod zarzutem wyprowadzania pieniędzy ze spółki.

22 stycznia 2008 roku spółka złożyła do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu, jednak został on wycofany po przeprowadzeniu publicznej emisji akcji, z której część wpływów (13,5 mln zł) została przeznaczona na pokrycie zobowiązań. Kolejny wniosek o upadłość został zgłoszony przez firmę Zatra, jednak sądy obu instancji oddaliły go.

Optimus jest twórcą największego polskiego portalu internetowego – Onet.pl. Po sprzedaży udziałów w firmie przez jej założyciela Romana Kluskę portal internetowy został przekazany do spółki-córki Onet.pl SA, która następnie została przejęta przez grupę ITI, a w 2012 roku trafiła w ręce niemieckiej grupy Axel Springer Polska będącą spółką córką Axel Springer SE. Nazwa Onet.pl pochodzi od słowa OptimusNET.

Podobny los spotkał bardzo wiele firm informatycznych na terenie calej Polski. W efekcie tego, zdecydowana większość sprzętu i oprogramowania, jakie dzisiaj stosowane są w naszych domach oraz administracji publicznej, pochodzi z zachodnich dużych, światowych korporacji. W ostatnich tygodniach po kolejnej info-aferze usłyszeliśmy w mediach głównego nurtu, że spółki te miały nawet specjalnie wyasygnowane fundusze do korumpowania urzędników i przedstawicieli administracji publicznej. Trudno nazwać to uczciwą grą na wolnym rynku. W Polsce bez problemu moglibyśmy stosować rozwiązania własne, które byłyby nawet 5-cio krotnie tańsze.

W 2005 roku zrozumiałem, że jestem kolejnym małym, polskim przedsiębiorcą, który pomimo pracy po 12 godzin na dobę zarabia niewiele więcej niż przeciętny handlowiec czy informatyk w Irlandi, Niemczech lub Wielkiej Brytanii. Zlikwidowałem firmę i wyemigrowałem do Wielkiej Brytanii. Zacząłem oddychać innym powietrzem, zobaczyłem inny świat, zacząłem konsumować swoje doświadczenie. Rok później przeniosłem się do Irlandii na zaproszenie firmy Apple Inc.

Praca w tej niezwykłej amerykańskiej firmie była momentem zwrotnym w moim życiu. Praca zawodowa stała się czymś więcej niż tylko pasją i przyjemnością. Doświadczyłem i zrozumiałem też, że praca i sposób w jaki wykonujemy pracę to coś więcej - to sposób życia, to system wartości, to fundamenty naszego bytu. Krok po kroku rozbierałem te wszystkie czynniki jakie uznawałem za przyczynę sukcesu i na własne oczy zobaczyłem, że sukces amerykańskiej gospodardki to przede wszystkim sukces pewnego systemu wartości i sposobu pracy oraz współpracy z otaczającym nas środowiskiem. Po pewnym czasie, do pracy szedłem zawsze optymistycznie nastawiony i wracałem zawsze zadowolony. To wszystko udaje się osiągnąć przede wszystkim dzięki wypracowaniu pewnego modelu, pewnego kompromisu społeczenego, który Bill Clinton nazwał kiedyś : Gospodarka Głupcze !

Nabrałem większej wiary we własne siły i możliwości, nabrałem więcej odwagi. Z głową pełną nowych pomysłów, z nowym doświadczeniem, z nowym nastawieniem do życia i do pracy - wróciłem do Polski.

Było to przysłowiowe przywalenie głową rozpędzonego dzika w sosnę.

Po powrocie do kraju zacząłem pracę jako szef działu wdrożeń w najstarszej polskiej firmie informatycznej zajmującej się administracją publiczną. W ciągu trzech miesięcy przedstawiłem plan restrukturyzacji firmy oraz plan wdrożenia najlepszych praktyk i strategii jakie poznałem na zachodzie. Szybko jednak zetnąłem się z barierami administracyjnymi ze strony klientów, dla których realizowaliśmy projekty. Skomplikowane procedury prawne, nie precyzyjne przepisy, brak właściwych decyzji w administracji publicznej oraz brak entuzjamu do współpracy - to codziennie problemy rzeczywistości z jakimi spotykają się ludzie próbujący modernizować Polskę.

Po niespełna dwóch latach zrobiłem pewne koło i wróciłem do swoich korzeni. Otworzyłem nowe firmy w Polsce i w innych krajach, a moim głównym zajęciem była praca na stanowisku Dyrektora Rozwoju w Grupie Allegro. Mając wolną rękę w najważniejszych kwestiach decyzyjnych z jednej strony rozwijałem spółki w ramach grupy kapitałowej, a z drugiej strony budowałem swój własny biznes. Jednocześnie miałem możliwość poznania rzeczywistości jaka panuje za nasza wschodnią granicą. Gdy człowiek nabiera już takiego pewnego spektrum widoku, zaczyna rozumieć, że przedsiębiorczość to coś więcej niż tylko sposób na życie. Przedsiębiorczość to fundament cywilizacji, na którym budujemy społeczeństwo. Im mniej w tym społeczeństwie przedsiębiorczości, tym więcej bierności, pazerności, chciwości, zawiści i zazdrości. W Polsce nadal jeszcze jesteśmy przede wszystkim społeczeństwem post-PRL'owskim, a nie obywatelskim, a nie przedsiębiorczym.

Leszek Balcerowicz w swojej opowieści biograficznej zawarł następujący przekaz : trzeba się bić ! Nie wolno poddawać się bierności, nie wolno poddawać się despotyzmowi władzy i nie wolno tolerować braku kompetencji wśród urzędników. Niestety nie widzę tego ducha walki w naszym społeczeństwie. Został on gdzieś przytłumiony, zduszony. Wydawałoby się, że Naród, który przez ostatnie dziesięciolecia zmuszony był do tworzenia alternatywnych rozwiązań dla problemów, jakich nie znał żaden inny ustrój, okaże się wyjątkowo prężny w budowie nowoczesnej gospodarki. Faktycznie - Polacy pokazali, że są zdeterminowani do tego, aby wziąść los w swoje ręce. Jednak Polacy pokazali również, że istnieje nadal spora grupa społeczna, która chce aby było tak jak w PRL. Istnieje społeczne przyzwolenie na tolerowanie "równych i równiejszych", oraz istnieje pewnego rodzaju niemoc i brak wiary w powodzenie nowych przedsięwzięć. A przecież każda porażka jest najważniejszą lekcją, gdy już wstaniemy i od początku zrobimy kolejny pierwszy krok. Błędy są nierozłącznym elementem nauki. Uczym się zatem na cudzych błędach. Istnieją przecież gotowe modele i wzorce, które zostały juz z sukcesem zastosowane w takich krajach jak Korea Południowa, Niemcy, Wielka Brytania, Szwajcaria, czy nawet Estonia lub Litwa.

Jestem emigrantem i znam problemy emigrantów, bo sam byłem zmuszony do rozwiązywania takich samych problemów. Wiem, że nie ma w Polsce bardziej przedsiębiorczych ludzi, niż właśnie emigranci, którzy zdecydowali się zabrać cały swój dorobek życiowy do innego kraju i tam zacząć swój Projekt "Życie" od nowa. Ci sami ludzie - nie oczekują, że państwo po powrocie do kraju da im warunki socjalne lepsze od tych jakie były tutaj wcześniej. Moje pokolenie jest już w pełni świadome czym jest socjalizm i od państwa zamiast interwencji i ingerencji, oczekuje i wymaga przede wszystkim warunków do rozwijania przedsiębiorczości. Z resztą poradzimy sobie sami ! Skoro potrafiliśmy z niczym wyjechać na wyspę oddaloną prawie 2000km od naszego domu - poradzimy sobie również z budową nowoczesnej, obywatelskiej Polski, jeżeli tylko nam na to pozwolicie !

Jestem również przedsiębiorcą i jestem głęboko przekonany, że tylko przedsiębiorca rozumie drugiego przedsiębiorcę. Urzędnik państwowy, który nie tworzy, nie rozwija, nie inwestuje, nie ponosi na codzień ryzyka i odpowiedzialności za swoje decyzje - nigdy nie będzie dla przedsiębiorcy partnerem w biznesie. Co zatem powinien zrobić urzędnik ? Zejść z drogi.

Musimy unowocześnić nasze państwo, nie poprzez tworzenie kolejnych dotacji, programów socjalnych, piramid finansowych, ale poprzez wyeliminowanie czynnika ludzkiego z decyzji administracyjnych. Polska musi w maksymalnym stopniu zastąpić urzędników zwykłymi serwerami i formularzami dostępnymi w Internecie. Zamiast pani w jednym okienku - chcemy jednego portalu, na którym w domu będę mógł wykonać wszystkie niezbędne czynności. Nie chcemy państwa, w którym decyzje podejmowane są w zależności od interpretacji i dobrej woli urzędnika państwowego.

Jedyną metodą zmniejszenia kosztów administracji publicznej jest naprawa przepisów prawnych, wyeliminowanie czynnika ludzkiego oraz powszechna informatyzacja administracji publicznej. Niezbędnym elementem informatyzacji jest precyzyjne prawo, które jest w tej chwili jedną z głównych barier w tworzeniu rozwiązań elektronicznych. Nie da się stworzyć normalnie funkcjonującego urzędu elektronicznego, jeżeli nie są spójne przepisy na bazie których ten urząd działa.

Jestem przedsiębiorcą i rozumiem z jakimi problemami i dramatami na codzień spotykają się przedsiębiorcy. Wiem również, że najsłabszym ogniwem każdego systemu jest zawsze człowiek. Należy zatem wyeliminować ten czynnik w administracji publicznej, gdzie tylko będzie to możliwe. Widzimy wyraźnie, że działa to na przykładzie innych państw. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, abyśmy podobne, sprawdzone rozwiązania ulepszyli i wdrożyli u siebie.

Musimy tylko chcieć. Nikt tego nie zrobi za nas.

- Jarosław Narymunt Rożyński,

źródła :
1. Wikipedia
2. Prezesowi i czterem pracownikom JTT Computer SA przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstw gospodarczych. JTT stanowczo zaprzecza zarzutom. Computerworld, 2000.
3. Iza Michalewicz: Wycinanka z JTT. gazeta.pl, 2010.
4. Kluski na szaniec. NIE, 2002.
5. MCI otrzyma 56 mln zł odszkodowania za upadek JTT?. Computerworld, 2010.
6. Biała księga JTT Computer i Optimus SA. Ministerstwo Finansów, 2006.
7. MCI otrzyma odszkodowanie za upadek JTT. Computerworld, 2011.