Jarosław Narymunt Rożyński

Wybory samorządowe - jest kryzys, a nie ma planu

22 listopada 2014r

Wybory samorządowe pokazały na masową skalę cały szereg różnych błędów i nieprawidłowości. Politycy partyjni prześcigają się w deklaracjach i hasłach, jednak do dnia dzisiejszego praktycznie nikt nie zaproponował kompletnego planu wyjścia z tego kryzysu. Praktycznie każda partia ma swoją własną koncepcję na temat tego, co się stało i co powinniśmy byli zrobić. Trudno jednak nie odnosić wrażenia, że przez ostatnie 25 lat wszystkie partie polityczne przyłożyły rękę do tego kryzysu, a to co teraz widzimy jest efektem, a nie źródłem problemów.

Podanie się do dymisji przez niektórych członków PKW rozwiązuje tutaj tylko w niewielkim zakresie problem. Oczywiście należy wprowadzić zasadnicze zmiany, w tym również kadencyjność PKW, nie mniej jednak pozostaje długa lista tego, co jeszcze należy zmienić.

Na niektórych kartach do głosowania brakowało niektórych komitetów lub partii. Zastanawiam się jak to możliwe, że lokalne komisje tego nie zauważyły. Jeżeli takie przypadki miały miejsce w danych miejscowościach, to oczywiście jest to kwestia wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do poszczególnych osób. Na przyszłośc dobrą praktyką byłoby dostarczanie i weryfikowanie tych kart już dzień w cześniej wraz z testowaniem i uruchomieniem systemu pełnego monitoringu procesu wyborów poprzez zainstalowanie kamer internetowych i transmisję wraz z rejestracją online.

Kolejną nieprawidłowością było przerywanie liczenia. Na dzień dzisiejszy nie ma możliwości ustalenia czy komisje pracowały w pełnym składzie, w jaki sposób były przechowywane karty w trakcie nieobecności komisji, oraz w jaki sposób czy zawsze istniał element wzajemnej kontroli. Zdecydowaną część problemów rozwiązałby właśnie system monitoringu online, ale również instalacja odpowiednich urn spełniających standardy bezpieczeństwa (dużych przeźroczystych pojemników). Dodatkowo wszystkie karty powinny podlegać digitalizacji i publikacji w sieci. Nie ma na nich imienia i nazwiska, ale każdy bez trudu jest w stanie rozpoznać swoje pismo oglądając kolejne zeskanowane karty. Nie wątpię, że znajdą się osoby, które będą miały ochotę obejrzeć wszystkie karty.

Bardzo duża liczba nieważnych głosów to problem o wiele bardziej złożony. Czym innym są głosy, które zostały oddane w niewłaściwy sposób, a czym innym "puste głosy". Tutaj również digitalizacja i publikacja powinny przynieść wiele odpowiedzi. Ponadto uważam, iż w podsumowaniach powinno być wyraźne rozróżnienie na głosy nieważne z powodu niewłaściwego wypełnienia karty oraz z powodu braku oddania głosu na karcie.

Inną kwestią jest sprawa słynnych już książeczek. Problem ten można rozwiązać w sposób banalny. Podchodzimy do stolika 1 po kartę A, wypełniamy, wrzucamy do urny. Podchodzimy do stolika 2 po kartę B, wypełniamy, wrzucamy do urny. Podchodzimy do stolika 2 po kartę C, wypełniamy, wrzucamy do urny.

Nadmiernie długie oczekiwanie na wyniki wynika bezpośrednio z braku odpowiedniego systemu informatycznego. Proces informatyzacji ZUS przebiegał przez lata, tutaj natomiast postanowiono skrócić go do trzech miesięcy. Niewiele tutaj możemy zrobić na dzień dzisiejszy, ale na przyszłość należy po prostu nie tylko zaprojektować nowy system zaraz po zakończeniu poprzednich wyborów, ale również przygotować go na możliwość oddawania głosu przez internet. Jest to bardzo szeroka kwestia, o której mówi się od lat. Jak do tej pory politycy widzieli w niej przede wszystkim możliwość wyprowadzenia bokiem pieniędzy, co najlepiej ilustruje "infoafera".

Odnośnie wypowiedzi szefów sądów i Trybunału Konstytucyjnego należy przyjąć prostą zasadę - wypowiada się rzecznik prasowy, a nie organ. Taki system funkcjonuje powszechnie na zachodzie i sprawdza się doskonale. W przypadku nieprawidłowego sformułowania komunikatu konsekwencje ponosi przede wszystkim rzecznik prasowy.

Po raz kolejny przekonaliśmy się również, że Polacy doskonale radzą sobie z kwestiami bezpieczeństwa systemów elektronicznych. Tutaj nie widzę żadnego innego rozwiązania poza stosowaniem silnej kryptografii wraz ze sprzętową autoryzacją przez karty dostępowe. To wymaga oczywiście powołania odpowiednich zespołów projektowych jak również długofalowej polityki bezpieczeństwa i informatyzacji. Na to wszystko potrzebne są odpowiednie środki finansowe, ale dla polityków aktualnie ważniejsze są potrzeby Państwowej Agencji Kosmicznej.

Rafał Tkacz, dyrektor opolskiej Delegatury Krajowego Biura Wyborczego powiedział : politycy zrzucają z siebie odpowiedzialność , ale to panowie posłowie, czyli ustawodawca, a nie PKW, wymyślili te książeczki. Wszystko dlatego, że do kodeksu wyborczego wprowadzili możliwość użycia nakładek w alfabecie Braille'a dla niewidomych. Ponieważ nakładka nie może być większa niż format A-4, większa nie może być także karta do głosowania. I stąd wzięły się owe książeczki.

Wszystkich nieprawidłowości wymienić nie sposób, ale czy naprawdę jesteśmy zdziwieni słysząc na codzień jak pracują różnego rodzaju urzędy ? Cała ta sytuacja, jaka miała miejsce przy wyborach samorządowych jest tak naprawdę podsumowaniem zaniedbań jakich dopuszczono się przez lata.

Nie ma innego wyjścia z tego kryzysu jak tylko powszechna informatyzacja i modernizacja procesów wyborczych, administracji państwowej, sposobu komunikacji jak również poziomu edukacji społeczeństwa. Jednak tego wszystkiego nie uda nam się przeprowadzić, dopóki organy weryfikujące i audytujące będą podlegać władzy partii politycznych. Trudno liczyć na bezstronność, gdy ktoś jest sędzią w swojej własnej sprawie. I od zmian w tym zakresie - należy zacząć modernizację całego państwa.

- Jarosław Narymunt Rożyński,