Jarosław Narymunt Rożyński

Wraca powszechna cenzura w mediach

27 października 2014r

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że 25 lat po częściowym obaleniu komunizmu ich przedstawiciele nadal są codziennie uczestnikami publicystyki w mediach głównego nurtu. Poranne audycje z prezesem Leszkiem, południowe z pseudo-prawnikiem Rysiem, pod wieczór towarzysz Tomek opowie o historii, żeby było jakieś urozmaicenie w tym całym gabinecie osobliwości byłego PZPR. Wywiad przeprowadzą dzielni żołnierze propagandy, czyli pani redaktor Monika (czekamy na coming-out), albo pan redaktor Tomek, co się Polakom bynajmniej w studiu nie kłania.

CenzuraTrudno szukać tutaj wiarygodnej publicystyki, a jeszcze trudniej zabraś głos tym, którzy wskazują na dane liczbowe wyraźnie potwierdzające, że rzeczywistośś jest inna niż telewizyjna cała prawda, całą dobę. Nie mniej jednak wraz ze spadkiem oglądalności, a wraz z nią spadkiem przychodów - zarząd głównego nurtu propagandy postanowił zrobiś porządek z "szarą strefą mediów" - czyli z publicystyką w sieci. Pomijając już setki jeśli nie tysiące zlikwidowanych blogów zwykłych obserwatorów sceny politycznej, zabrano się za trzepanie filarów opozycji. O tym w jaki sposób został zaatakowany pan Grzegorz Braun nie będę się rozpisywał ponad to, że człowiek ten cieszący się sporym autorytetem wśród społeczności internetowej, najprawdopodobniej kariery reżyserskiej w Polsce już nie zrobi. Władza wpisała go na czarną listę i zapewne do koóca tego ustroju już z niej nie zniknie. Z usług Rafała Ziemkiewicza znane powszechnie medium zrezygnowało samo, gdy ten nie zgodził się na ocenzurowanie publikowanych treści. Być może wydawało im się, że incydent taki przejdzie bez echa, jednak znacząco sie pomylili. W podobnej sytuacji został postawiony pan Janusz Korwin-Mikke, któremu najpierw "zaproponowano" usunięcie części treści, a gdy ów jegomość odmówił, pan redaktor zrobił to za niego. W odpowiedzi na taką zniewagę, pan Janusz Korwin-Mikke poinformował opinię publiczną o całej sytuacji oraz o swojej decyzji, iż bloga na owym portalu po prostu zamyka.

Sprawa byłaby krótka i oczywista, gdyby dotyczyło to kilku polityków i dziennikarzy. Tymczasem niestety zjawisko, o którym mowa, ma charakter masowy. Niezależne i oddolne inicjatywy społeczne i polityczne tłumione są w zarodku przez wszystkie w Polsce ośrodki głównego nurtu. Naturalną konsekwencją było przeniesienie się tych ruchów do sieci. W miarę upływu czasu okazało się, że siła oddziaływania Internetu nie jest jeszcze tak znacząca jak telewizji, ale sukcesywnie rośnie i już teraz daje możliwość realnego oddziaływania na opinię publiczną. Wraz ze wzrostem popularności mediów społecznościowych, zmienił się jednak jeszcze jeden trend. Otóż media głównego nurtu tracą nieustannie swoją wiarygodnośś ponieważ serwisy społecznościowe w błyskawicznym tempie weryfikują przekaz. W przeciwieóstwie do telewizji, w Internecie konfrontacja przekazu z rzeczywistością jest błyskawiczna. Zmniejszają się zatem drastycznie możliwości manipulacji, a to przecież jest wyraźnie nie sprzyja ekipie rządzącej (obecnie jak również w przeszłości i przyszłości). Politycy oraz ich żołnierze propagandy zaczęli zatem walkę na polu, na które do tej pory nie wchodzili. Nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że na tym polu ich walka jest z góry skazana na porażkę.

- Jarosław Narymunt Rożyński,