Jarosław Narymunt Rożyński

ZUS to gangrena polskiej gospodarki

21 października 2014r

Zakład Ubezpieczeń Społecznych to najczęściej krytykowana instytucja w Polsce. Dwa ostatnie raporty NIK dotyczące ZUS zostały utajnione. Długi w ZUS oraz niewydolność systemu to główny powód grabieży pieniędzy z OFE. Nowe regulacje zakładające odprowadzanie składek ZUS od umów zleceń to potężny cios w rynek pracy, który spowoduje jeszcze większy odpływ ludzi w kierunku umów o dzieło oraz do szarej strefy. Dług w ZUS rośnie i pożera nasze oszczędności jak gangrena, a jednocześnie dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stawiane są kolejne marmurowe pałace, kupowane kolejne luksusowe samochody, organizowane dodatkowe wycieczki, oraz cała masa innych wydatków. To wszystko za nasze pieniądze.

ZUS to gangrena polskiej gospodarkiZUS jest również klasycznym przykładem, jak wygląda zarządzanie finansami przez administrację publiczną. Rozrastająca się biurokracja, niewydolne systemy informatyczne (słynny zakup tysięcy dyskietek w cenie przewyższającej dyski twarde), oraz cała masa innych absurdów to swojego rodzaju gangrena, która z każdym rokiem zjada coraz większą część naszych oszczędności, aż w końcu doprowadza do śmierci pacjenta czyli w tym wypadku po prostu bankructwa państwa.

Ktoś może zapytać : a co ma wspólnego ZUS z bankructwem państwa ? Bardzo wiele ! Otóż przez lata powtarza się mechanizm, gdzie z budżetu państwa udzielana jest "pożyczka" dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Potem za pomocą magicznej różdżki ta pożyczka zamienia się w bezzwrotną dotację. I tak do końca marca 2016 roku przy optymistycznym (wyjątkowo optymistycznym) założeniu, że ZUS do tego czasu nie zbankrutuje, Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien oddać do budżetu państwa aż 45 mld zł.

ZUS to gangrena polskiej gospodarkiNa to wszystko nakłada się jeszcze dodatkowo kryzys demograficzny oraz rosnąca liczba Polaków opuszczających Ojczyznę na stałe. Przez lata eksperci ostrzegali nas o katastroficznym wpływie niżu demograficznego na gospodarkę i przez lata nic nie robiono, aby taką sytuację zmienić. W końcu jednak zaczynamy docierać do muru, do swojego rodzaju czerwonej linii, gdzie będzie trzeba stanąć i powiedzieć : tak dalej się już nie da. Jak do tej pory wszystkie kolejne rządy przez ostatnie 25 lat odkładały ten problem na przyszłość, jednak widać już wyraźnie, że przed 2020 rokiem musi nastąpić restrukturyzacja całego systemu emerytalnego w Polsce. W przeciwnym wypadku system zbankrutuje i pociągnie za sobą ogromną liczbę innych instytucji, nie mówiąc już o innych kosztach społecznych jakie wszyscy będziemy musieli zapłacić.

Do tego czasu, już od ponad 25 lat wszystkie partie zgodnie popierają wszystkie projekty mające na celu znalezienie dodatkowych pieniędzy na wypłaty emerytur, jednocześnie lekką ręką anulując zaległe przez lata składki ZUS takich grup społecznych jak górnicy czy związki zawodowe. Nie winię za to oczywiście górników i związkowców - im się te składki należą tak samo jak każdemu innemu pracownikowi - lecz pokazuję pewien mechanizm absurdalnego działania, gdzie z jednej strony szuka się w tym samym systemie oszczędności, a z drugiej strony anuluje wpływy od pewnych grup społecznych. Oczywiste jest przecież to, że konsekwencje prawne powinny ponieść osoby zarządzające tymi podmiotami gospodarczo.

Tymczasem czas leci nieubłaganie, dziura w ZUS powiększa się, składki na ZUS odprowadzane co miesiąc rosną i tym samym powiększa się bezrobocie oraz ilość osób przechodzących na umowy o dzieło lub przenoszących firmy poza granice naszego kraju. Dodatkowe szukanie źródeł dochodu poprzez nakładanie tego podatku na umowy zlecenia, a w przyszłości być ZUS to gangrena polskiej gospodarkimoże również umowy o dzieło, spowoduje że coraz więcej ludzi zacznie po prostu uciekać w szarą strefę stosując popularne przed wojną tygodniówki. Było to wynagrodzenie wypłacane w ratach na koniec każdego tygodnia, w kopercie, z pominięciem jakichkolwiek umów czy przepisów. Ostatecznie obie strony doprowadzone do granic wytrzymałości, czyli i pracodawca i pracownik, w taki lub inny sposób zaczynają wcześniej czy później szukać drogi do porozumienia z pominięciem stron trzecich czyli w tym wypadku ZUS. Tym samym państwo zaczyna się zachowywać jak wąż zjadający własny ogon, który w pewnym momencie zaczyna sobie zdawać sprawę, że więcej już siebie zjadł, niż go jeszcze do zjedzenia pozostało. Polska już dawno przekroczyła tąką barierę i teraz pozostaje pytanie : czy na końcu zostanie już tylko łep (czyli administracja publiczna i pracownicy ZUS), czy też opamiętamy się wcześniej ?

Pytanie - jak rozwiązać problem ZUS - powinno być podstawowym pytaniem w najbliższych wyborach parlamentarnych.

- Jarosław Narymunt Rożyński,