Jarosław Narymunt Rożyński

Rośnie w Polsce liczba organizacji paramilitarnych, które nie zastąpią zawodowego wojska

23 września 2014r

Projekt "Odbudujmy Armię Krajową" to tak naprawdę jedna z wielu inicjatyw jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach w przestrzeni publicznej. Zainteresowaniem cieszą się przede wszystkim te organizacje wśród których odnajdują się zarówno ludzie młodzi, jak również stasi, nie mający do tej pory styczności z wojskiem. Co ciekawe, wiekszość uczestników ćwiczeń gotowa jest przeznaczyć znaczące środki na niezbędne wyposażenie z własnego budżetu. Jednocześnie warto zauważyć, że organizacje te nie uciekły uwadze najważniejszym służbom w państwie, a przeciwnie obie strony coraz bardziej chętnie nawiązują ze sobą współpracę.

SaboteurNajczęściej spotykaną formą ćwiczeń jest oczywiście scenariusz starcia z sabotażystami i dywersantami, czyli tzw. "zielonymi ludzikami". Wynika to przede wszystkim bezpośrednio z taktyki jaka została zastosowana na Krymie i na wschodniej części Ukrainy. Uczestnicy kursów i szkoleń uczą się jak nawiązywać kontakt z oddziałami wojskowymi bez oznaczeń kraju, z którego pochodzą, oraz również w sytuacji gdy "zielone ludziki" posługują się odmiennym, nieznanym językiem. Drugi element, nie mniej ważny to walka partyzancka z formacjami "zielonych ludzików". Tutaj oczywiście przewagę mają oddziały lokalne, które mają lepsze rozpoznanie w terenie. Oprócz tego uczestnicy organizacji paramilitarnych zapoznają się z zasadami udzielania pierwszej pomocy, działania w warunkach kryzysowych, procedurach bezpieczeństwa w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia ludności cywilnej.

Wszystko to brzmi pięknie i bajecznie, wręcz jak przygody super bohaterów, którzy ratują Polskę przed najeźdźcą. Jednak w tym wszystkim nie należy zapominać, że potencjalni agresorzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Polska to nie Ukraina, lecz bardzo zdeterminowany naród, który w momencie zagrożenia błyskawicznie jednoczy swoje szeregi odkładając wszystkie własne problemy na bok. Tym samym można śmiało podsumować, że te wszystkie harcerskie zabawy są niestety psu na budę, ponieważ ostatnią rzeczą jaką Rosja chciałaby doświadczyć - jest wojna partyzancka na terenie Polski z jednostronną transmisją na żywo w CNN, BBC, CNBC, DW i innych stacjach telewizyjnych. Rosja nie pójdzie tą drogą.

Co zatem może zrobić nasz przeciwnik ? Po pierwsze będzie się starał rzucić inne siły niż swoje własne - tak jest po prostu taniej. Jeżeli Rosja zajmie Ukrainę, będzie miała podwójny kłopot - co zrobić z ukraińską gospodarką i co zrobić z ukraińskim ruchem oporu. Będzie zatem starała się zbudować propagandowo obraz, w którym do wojny Ukrainę popchnęła Polska. Tutaj na pierwszy plan oczywiście wysuwają się odpowiednio nakierowane oddziały spod znaku Stefana Bandery, lub podające się za takich. Jednak do bezpośredniego wyjścia na pozycję konfrontacyjną potrzebna jest iskra zapalna i tą iskrą może być sprowokowany atak Polski na Ukrainę. Jak to możliwe ? Naiwni są Ci, którzy myśl, że przy otwartej granicy z Kaliningradem nie wpłynęły do Polski odpowiednie siły do przeprowadzenia takich operacji. Nie potrzeba przecież przerzucać przez granicę sprzętu by zbudować kilka rakiet lub przeprowadzić operacje dywersyjne. Zamiast tego wystarczy sprowadzić kilku, kilkunastu ludzi, którzy są w stanie niezbędny sprzęt skonstruować na miejscu, a operacje do ich wykorzystania skutecznie przeprowadzić. Nie przez przypadek na kolejnych targach militarnych rosjanie prezentują coraz bardziej wymyślne konstrukcje, które w większości mieszczą się do zwykłego kontenera przewożonego przez przeciętny, nie rzucający się w oczy samochód TIR.

TytanGdy już dojdzie do prowokacji i zaimprowizowanego ataku ze strony Polski na Ukrainę, znajdziemy się w takiej sytuacji : po pierwsze NATO nie pomoże Polsce, ponieważ NATO nie wspiera agresorów, a nie wątpię, że niemieckie i rosyjskie media tak właśnie będą nas przedstawiać. Po drugie Ukraina wspierana zapasami z Rosji ruszy na Polskę, a jednocześnie Białoruś ruszy na Kraje Bałtyckie. Tutaj dla Rosji pojawia się sytuacja win-win. Jeżeli Ukraina przełamie siły Polskie - Rosja przyjdzie "na gotowe". Jeżeli natomiast to Polska przełamie siły Ukraińskie i wejdzie na terytorium Ukrainy - to przed Rosją otwiera się cały arsenał możliwości reagowania od zniszczenia walczących obu stron zaczynając a kończąc na zajęciu, co najmniej części terytorium Polski "osłaniając wycofujące się bratnie oddziały". Cel strategiczny zostanie jednak osiągnięty - silny cios w oba kraje, Polskę i Ukrainę, bez narażania sił własnych. Jednocześnie znacząco wzrośnie siła Rosji i Niemiec jako stabilizatorów w regionie.

Wniosek zatem na zakończenie płynie prosty - gdy Ukraina przegra z Rosją - zostanie zwrócona przeciwko nam. Taką samą taktykę Rosja zastosowała w trakcie II Wojny Światowej i niestety - skutecznie. Zielone ludziki po obu stronach szybko wymknęły się spod kontroli, a jaki był dramatyczny tego finał - wszyscy dobrze wiemy. Jestem oczywiście pełen podziwu i popieram zaangażowanie organizacji paramilitarnych, ale mam pełną świadomość, że to nie wystarczy i że to nie jest właściwa droga do budowania swojej polityki obronnej. Zamiast budować zatem organizacje paramilitarne, będące pseudo wojskiem - powinniśmy po prostu wzmocnić nasze wojsko i pozostałe służby mundurowe. Na to przecież płacimy podatki i tego powinniśmy wymagać od polityków odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa. Budując strategię obronną musimy pamiętać, że nasz przeciwnik nie zastosuje taktyki przełamującej opór, lecz omijającą opór. Sztuka wojny, to przede wszystkim sztuka kłamstwa, uwodzenia, uniku i ataku z ukrycia - najlepiej z dużej odległości, w plecy, z miejsca z którego nasz przeciwnik najmniej się spodziewa i od człowieka, ze strony którego przeciwnik najmniej spodziewa się ataku. Kim zatem byłby najgorszy z możliwych takich przeciwników dla Polski ?


- Jarosław Narymunt Rożyński,