Jarosław Narymunt Rożyński

Liczby, nie słowa

21 września 2014r

Nigdy nie powinniśmy opierać naszej polityki na słowach, lecz zawsze na liczbach. Decyzje polityczne, czy to w zakresie gospodarki czy bezpieczeństwa - powinny wynikać z analizy liczb, a nie z emocji jakie pojawiają się po płomiennych wystąpieniach polityków. Nie ulega zatem wątpliwości, że zarówno Niemcy jak i Rosja przygotowują się do wielkiej wojny od co najmniej od 10 lat. Nasi zachodni sąsiedzi podporządkowali sobie Europę gospodarczo, natomiast Rosja zamierza podporządkować sobie strefę buforową zbrojnie.

Kraje BałtyckiePrezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama powiedział w trakcie swojej wizyty w Estonii, że NATO jest gotowe bronić Talinu, Rygi czy Wilna w taki sam sposób jak Paryża lub Berlina. Piękne słowa... ale w trakcie ostatniej wojny to Paryż się poddał, a to właśnie Berlin atakował. Prezydent USA zapomniał jednak w tym wszystkim sprecyzować dokładnie : kto, kiedy i za czyje pieniądze. Ilu dokładnie żołnierzy potrzeba, by odeprzeć potencjalną agresję ze strony Rosji na Kraje Bałtyckie ? 100 tysięcy ? 200 tysięcy ? W sytuacji, gdy w Obwodzie Kaliningradzkim może znajdować się nawet do 500 tysięcy rosyjskich żołnierzy - nawet takie siły mogą być nie wystarczające, a to przecież większa ilość niż obecna cała zawodowa armia Polski i Niemiec razem wzięta. Kiedy dokładnie miałaby się rozpocząć taka obrona, skoro już teraz Niemcy, Francja czy Włochy jasno deklarują, że nie są w stanie wystawić sił niezbędnych do obrony i jednocześnie są przeciwne rozbudowie NATO w Europie Wschodniej ? Ostatnie pytanie - za czyje pieniądze - możemy zawiesić w powietrzu. Budżet niektórych miast w Europie Zachodniej jest wielokrotnie większy niż cały budżet wszystkich Krajów Bałtyckich razem wziętych. Kraje zachodnie nie zdały egzaminu w Kijowie, Donbasie i na Krymie - dlaczego miałyby zdać egzamin na Łotwie, Litwie lub w Estonii ?

Władimir Putin ma pewną przewagę na Unią Europejską, NATO, oraz Stanami Zjednoczonymi - od znacznie dłuższego czasu przygotowywał się do wojny i zawsze podkreślał, że największym nieszczęściem był upadek Związku Sowieckiego. Już w 2008 roku przedstawiono w mediach dokładny plan aneksji Krymu, a nastepnie wschodniej i środkowej Ukrainy. Wszystkie te wyraźne sygnały i zweryfikowane informacje zostały zignorowane nie tylko przez społeczność międzynarodową, ale również przez główne ośrodki decyzyjne odpowiedzialne za kwestie bezpieczeństwa.

Barack ObamaLiczby, nie słowa. Tu kryje się cała tajemnica, jak postawić barykadę odradzającemu się niedźwiedziowi. Budżet USA jest prawie 10-krotnie większy niż budżet Federacji Rosyjskiej. Wydatki na zbrojenia w Stanach Zjednoczonych przekraczają łączny budżet obronny kolejnych 16 krajów. Wszystko teraz w zasadzie sprowadza się do jednej kwestii - kiedy w końcu zareagują Stany Zjednoczone ?

Według najnowszych informacji - pierwszym sygnałem sygnalizującym zdecydowaną reakcję będzie odwrócenie Rosji od Europy Wschodniej poprzez wybuch nowego konfliktu na Kaukazie. Mijają jednak dni i tygodnie, a tutaj żadne takie informacje nie spływają. Gdzieniegdzie przebija się kwestia Azerbejdżanu i Armenii - lecz nic na razie z tego nie wynika. Również Czeczenia wydaje się być już wytłumionym ogniskiem możliwego konfliktu.

Liczby stawiają nas w bezwzględnie trudnej sytuacji. Rachunek pokazuje jasno, że albo w tej chwili rozpoczniemy restrukturyzację gospodarki i polityki obronnej naszego kraju (wliczając w to zbrojenie na szeroką skalę), albo po raz kolejny znikniemy z map Europy na kilkadziesiąt lat jeśli nie na kilka wieków, jak miało to miejsce po rozbiorach Polski. Gdy słyszę o rekordowej emigracji z Polski, o kolejnych aferach, o politykach uważających Polskę za państwo teoretyczne, lub byłym prezydencie namawiającym by Polska stała się częścią Niemiec - zastanawiam się : gdzie są patrioci ?


- Jarosław Narymunt Rożyński,