Jarosław Narymunt Rożyński

Wraca temat wprowadzenia EURO w Polsce

16 września 2014r

W okolicznościach powołania nowego rządu w Polsce, ponownie jak bumerang wrócił do nas temat wspólnej waluty. Dyskusja po raz kolejny została zainicjowana w mediach przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jako argumet za zmianą pojawia się kwestia wzrastającego zagrożenia ze strony Rosji, oraz chęć zapewnienia stabilizacji finansowej. W mojej ocenie prawdziwym powodem jest jednak zupełnie inna kwestia, która została utajniona w kolejnym raporcie dotyczącym ZUS oraz rzeczywistej sytuacji finansów państwa. Zmiana waluty na Euro byłaby zatem przede wszystkim okazją do manipulacji przy systemie emerytalnym oraz finansowym.

EUROPo pierwsze należy stwierdzić jednoznacznie, że kwestia waluty ma niewiele wspólnego z obronnością państwa. Kraje Bałtyckie dysponują już walutą Euro i z całą pewnością nie można powiedzieć, że są z tego powodu mniej narażone na agresję ze strony Rosji. Zatem ten argument jest całkowicie nie trafiony i nie zgodny z rzeczywistością.

Po drugie doświadczenie państw Europy Południowej pokazuje wyraźnie, że cały system służy przede wszystkim Niemcom i Francji, a szkodzi mniejszym państwom i mniejszym gospodarką, które utraciły kontrolę nad obiegiem pieniądza. Nie przyjmuję argumentu, w którym próbuje się przekonać ludzi, że brak suwerennego banku centralnego w danym kraju zwiększa, a nie zmniejsza bezpieczeństwo tego państwa.

Po trzecie kraje takie jak Wielka Brytania czy Szwecja lub Dania zachowały swoją walutę i całkiem nieźle na tym wyszły. Jest to doskonały przykład na to, że nie wszystkie rozwinięte kraje "starej Europy" będące członkami Unii Europejskiej przyjęły automatycznie nową walutę. Ostatnie mocne wzmocnienie funta pokazuje również, że tym bardziej powinniśmy zostawić sobie otwarte drogi do różnych interpretacji i operacji na rynku finansowym.

EURODo tych wszystkich argumentów należy oczywiście dodać również kwestię doświadczenia historycznego. Europejski Bank Centralny znajduje się we Frankfurcie i w większości jest opanowany właśnie przez ekonomistów niemieckich, którzy w zupełnie inny sposób niż Polacy mogą postrzegać właściwy kierunek rozwoju polityki strefy euro. Prezydent Bronisław Komorowski w wyraźny sposób próbuje przyciągnąć do siebie uwagę niemieckich i rosyjskich ośrodków wpływu, które do tej pory w Polsce skupione były głównie na postaci Donalda Tuska. Nie dla tego, że obawia się o wynik kandydata Prawa i Sprawiedliwości, ale raczej "noża w plecy" ze strony Radosława Sikorskiego - swojego byłego przeciwnika w wyścigu prezydenckim wewnątrz Platformy Obywatelskiej. Nie przez przypadek bowiem były Minister Spraw Zagranicznych ostrzy sobie zęby na stanowisko Szefa Wywiadu będąc jednocześnie pierwszą osobą powołaną na stanowisko pełniącego obowiązki prezydenta w przypadku, gdyby ów nie mógł ich pełnić. Taka sytuacja miała już miejsce w Polsce, zaraz po zamachu Smoleńskim, gdzie Marszałek Sejmu najpierw pełnił obowiązki prezydenta, a później wygrał przeprowadzone wybory. Jak na ironię, zarówno Rosji jak i Niemcom będzie zależało na podgrzaniu tego konfliktu do maksimum, bez zdecydowanego obstawiania jednego z kandydatów. Wątpię, żeby ten konflikt rozstrzygnął się dopiero w nadchodzących wyborach prezydenckich.

- Jarosław Narymunt Rożyński,