Jarosław Narymunt Rożyński

Mechaniczna Pomarańcza coraz bardziej realna ?

28 lipca 2014r

W 1962 roku szkocki pisarz Anthony Burgess napisał powieść pod tytułem "Mechaniczna Pomarańcza". Jest to historia młodego, dobrze ułożonego człowieka, miłośnika muzyki poważnej, który jednocześnie jest przestępcą, gwałcicielem i zbrodniarzem, kierującym małą grupą przestępców. Z pozoru jest to jedna z wielu historii z gatunku political fiction a przede wszystkim science fiction. Jednocześnie wiele lat później, okazało się, że jest to kryptonim bardzo zaawansowanego planu wojskowego Federacji Rosyjskiej.

Nie przez przypadek w marcu 2014 roku w mediach społecznościowych pojawiło się wiele odniesień właśnie do operacji pod tym kryptonimem. Akcja "Mechaniczna Pomarańcza" została opublikowana w 2008 roku przez Federację Rosyjską w odpowiedzi na "pomarańczową rewolucję" na Ukrainie. Co ciekawe, wiele z tych zaplanowanych akcji już zrealizowano, a część jest w trakcie realizacji na naszych oczach. Najbardziej jednak niepokoi to, że planowane działania nie dotyczą wyłącznie Ukrainy, ale również Polski i Rumunii.

Pierwszym etapem miała być aneksja Krymu. Jak widać udało się bez większego problemu. Drugim etapem jest zajęcie południowo-wschodniej Ukrainy wzdłuż rzeki Dniepr. Kluczowym elementem jest tutaj m.in. zajęcie zakładów zbrojeniowych, które bezpośrednio powiazane są z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym. Ten etap właśnie rozgrywa się na naszych oczach i potrwa najpóźniej do zimy. Trzecim etapem ma być atak na południe Ukrainy i zniszczenie całkowite floty ukraińskiej. Celem działań ma być umieszczenie sił w Oddessie, Ochakowie, Mikołajowie, Teodozji i Jałcie. Ostatni etap to parcie od południa na północ, od wschodu na zachód w kierunku Kijowa i dążenie do wybuchu napięcia społęcznego zakończonego instalacją nowego rządu w Kijowie.

Jednym z elementów ataku ma być "wypadek atomowy", a dokładniej wystrzelenie rakiet z ładunkiem atomowym i zdetonowanie ich w stratosferze, zanim osiągną jakikolwiek cel. Z jednej strony zostanie to odebrane jako swojego rodzaju demonstracja siły, ale z drugiej strony niestety przyniesie to również ogromne zniszczenia w infrastrukturze i życiu na danym terenie. Tym samym ma to być pewnego rodzaju trick, sztuczka zapobiegająca temu, aby NATO nie potraktowało takiego działania jako podlegającego pod art.5 NATO mówiący o kontrataku w przypadku, gdy jedno z państw sojuszu zostanie zaatakowane. Trudno jednak zaatakować kogoś, kto przyznaje się, że doszło do wypadku i podjął działania mające na celu minimalizację konsekwencji tego wypadku. Co więcej, wcale nie jest powiedziane, ze te pociski będą wystrzelone z terytorium Rosji. Równie dobrze, mogą zostać uruchomione z terenu opanowanego przez separatystów w innym państwie, czyli Ukrainie.

Cały dokument był oczywiście opublikowany celowo. Założeniem pierwotnym było ostrzeżenie skierowane do krajów zachodu, z jakimi konsekwencjami muszą się liczyć w sytuacji, gdy Federacja Rosyjska poczuje, że jej interesy są zagrożone. Autor w tym dokumencie nie przewidział natomiast jednej, bardzo ważnej rzeczy. Nie wiedział mianowicie, że w 2014 roku na świecie będzie powoli rozpowszechniał się wirus Ebola, który dotarł już do Wielkiej Brytanii i Francji, a niedługo prawdopodobnie dotrze również do Moskwy. Autor tego scenariusza nie wiedział również, że przez kilka ostatnich lat na Ukrainie wybuchała mała epidemia świńskiej grypy (pandemia w latach 2009-2011, scenariusz był opublikowany w 2008 roku). Rosji być może przyjdzie zatem w najbliższym czasie zmierzyć się z dwoma z najbardziej śmiercionośnych wirusów z jakimi świat miał do tej pory do czynienia. Jeżeli do tego dojdzie, to będzie to wróg, którego Rosja nie będzie w stanie pokonać swoimi czołgami, samolotami czy wyrzutniami rakiet.

- Jarosław Narymunt Rożyński,