Jarosław Narymunt Rożyński

Geopolityka Międzymorza

18 lipca 2014r

Jerzy Antoni Niezbrzycki (ur. 28 lipca 1902 r w Winnicy), występujący pod wieloma pseudonimami był oficerem polskiego wywiadu, wybitnym polskim sowietologiem i pisarzem. Od powstania jego prac minęło prawie 70 lat jednak jego prace są niezwykle ważne w związku z aktualnymi wydarzeniami geopolitycznymi w Europie. Warto je przypomnieć.

Najbardziej interesującym dziełem jest tutaj "Geopolityka: strategia i granice", które opublikowane zostało w 1945 roku. Całość składa się z czterech części, z czego zwłaszcza ostatnia dotyczy bezpośrednio Międzymorza. W prezentowanej rozprawie Jerzy Niezbrzycki wychodzi z założenia, że pomost bałtycko-czarnomorski był regionem przejściowym, który na przestrzeni ostatnich dziesięciu wieków ulegał presji dwóch imperializmów kontynentalnych: germańskiego i rosyjskiego, przy czym zasadniczą część rozważań poświęcił głównie temu ostatniemu. W jego opinii czynnikiem decydującym o ekspansji Rosji był czynnik azjatycki (turański) oraz determinizm geograficzny. Co ciekawe, dzisiaj niemal identyczny pogląd podziela Aleksander Dugin, jeden z czołowych teoretyków geopolityki w obozie Kremlowskim.

Podstawowym czynnikiem determinującym obronę granic państwa jest jego położenie geograficzne. Czynniki takie jak ekonomia, zawarte sojusze z innymi państwami, obecność w organizacjach międzynarodowych - są absolutnie drugorzędne i mogą tylko w nieznaczny sposób wpłynąć na zagrożenia związane z położeniem geograficznym. Znacznie większe znaczenie ma tutaj np. dostęp do surowców znajdujących się na danym terenie, jak również rzeźba terenu, na którym znajduje się dane państwo.

Podział geograficzny na "trzy pomosty" wraz z bogatym opisem, w bardzo dużym stopniu przypomina słowa George Friedmana w jego książce "Następne 100 lat". Polska znajduje się na trzecim pomoście nazywanym powszechnie bałtycko-czarnomorskim. To właśnie na tym obszarze toczono najwięcej wojen w Europie i to własnie tutaj występuje zjawisko zderzenia cywilizacji. To na tym obszarze zaczynała się ekspańsja germańska na zachód i to właśnie na tym obszarze zaczynała się ekspansja rosyjska na wschód. Tym samym w interesie obu stron zawsze leżało, aby w tym miejscu nigdy nie powstało pańswo na tyle silne, aby było w stanie zatrzymać ekspansję którejkolwiek ze stron. Każdy widział tutaj neutralną strefę buforową, która jednak prawie zawsze zamieniała się w pole bitwy wschodu z zachodem. Ten sam proces nieustannie powtarza się przez ostatnie 1000 lat i będzie powtarzał się nadal. Polska, Litwa, Białoruś i Ukraina są w samym środku tego procesu. Nie da się rozpocząć parcia na wschód lub na zachód, bez wcześniejszego bezpośredniego uderzenia w te cztery państwa.

Tym samym powstaje pytanie - w czyim interesie oprócz stron bezpośrednio zaangażowanych - leży utrzymanie strefy buforowej dzielącej wschód od zachodu. Tutaj odpowiedź jest tylko jedna i oczywista - leży to w fundamentalnym interesie polityki Stanów Zjednoczonych. O ile USA nie traktują Unii Europejskiej jako znaczącego zagrożenia dla swoich interesów, a tym bardziej Rosji jako swojego potencjalnego rywala na polu ekonomii - to jednocześnie połączenie tych dwóch bytów daje sumę, z którąj Stany Zjednoczone nie są w stanie konkurować. Jedyną metodą interwencji jest więc wsparcie stefy buforowej.

Problemem jest natomiast fakt, że jako fundamenty tej strefy buforowej USA postrzegają Polskę i Rumunię. Nie znając różnic kulturowych i realiów europejskich Stany Zjednoczone zdają się nie dostrzegać, że jest to sojusz kulturowo tak odległy i tak abstrakcyjny jak twór oparty o współpracy Kanady z Meksykiem, albo Pakistanu z Brazylią. W zasadzie te państwa nie mają nic przeciwko sobie wzajemnie, a jednocześnie bardzo trudno wyobrazić sobie współpracę pomiędzy nimi. Jednak zza oceanu tych różnic nie widać i niestety w ten sposób tworzy się niewłaściwe założenia, które stoją u podstaw późniejszych strategii obronnych lub ofensywnych.

Wraca zatem pytanie - jeżeli różnice pomiędzy Polską a Rumunią są tak duże, że nie ma pewności, co do wspólnej współpracy w przyszłości celem wspólnej polityki obronnej - to z kim Polska powinna w Europie budować sojusz ? Jak na ironię - najlepsze rozwiązanie jakie w pierwszej kolejności przychodzi na myśl, jest jeszcze bardziej abstrakcyjne niż poprzednie, bo najlepszym partnerem byłaby tutaj Turcja. Czy możliwa jest współpraca "katolickiego Iranu" z "Imperium Osmańskim" ? Historia pokazuje jednak, że tylko na bardzo krótki okres czasu. W dłuższej perspektywie czasu - Polska i Turcja przez setki lat toczyły ze sobą wojny, darząc się jednocześnie ogromnym szacunkiem. Nie wolno nam niestety zapominać, że pomimo całej kurtuazji pomiędzy Polską a Turcją, to jednak Niemcy są ważniejszym partnerem dla świata islamu, co pokazuje np. II Wojna Światowa.

Tym samym Polska, Ukraina, Białoruś i Litwa, nie mają żadnego wyjścia, poza wspólną współpracą i kolektywną obroną swoich granic. Stany Zjednoczone mogą nam w tym pomóc, ale z całą pewnością nie zrobią tego za nas. Dopóki nie uda nam się odbudować Korony Rzeczypospolitej, swojego rodzaju "słowiańskiej Wielkiej Brytanii" - nie będziemy w stanie obronić się przed starciem wschodu z zachodem.

- Jarosław Narymunt Rożyński,