Jarosław Narymunt Rożyński

Nie mogę, kot na mnie leży

3 lipca 2014r

Doszliśmy do granic absurdu, gdy media w całej Polsce zaczęły rozpisywać sie w temacie zdrowia kota prezesa głównej partii opozycyjnej. Nie jest to pierwsza taka sytuacja w naszym kraju. Oto bowiem mistyczny kot zaczął pojawiać się w tle tragedii Smoleńskiej, w kontekście prywatnych rozmów telefonicznych, jak również w ironicznym pytaniu, czy po wyborach prezydenckich w Polsce pierwsza dama będzie jadła z kociej miski. Liczne są już również porównania do pewnego czarownika z kreskówek dla dzieci, który swój plan podboju świata zawsze snuł w towarzystwie rudego kota, który był jego jedynym towarzyszem życia. Sprawa z jednej strony wydaje się być śmieszna, ale z drugiej strony jest tragiczna.

Należy postawić sobie pytanie - kto chce kierować państwem? Człowiek, który nie posiada konta bankowego, bo uważa, że może to stanowić dla niego zagrożenie. Czy taki człowiek ma jakiekolwiek pojęcie o rynku finansowym ? Czy jest w stanie świadomie podejmować decyzje dotyczące budżetu państwa, skoro sam nigdy nie posiadał konta oszczędnościowego, nie zakładał lokaty, nie prowadził inwestycji ? Nie wiem w jaki sposób do tej pory pobierał swoje wynagrodzenie za pracę... stop.

Czy ten człowiek kiedykolwiek pracował zawodowo ? Spoglądam w życiorys i widzę, że jedyne doświadczenie zawodowe to kilkumiesięczny staż w bibliotece. Czyli w gruncie rzeczy... książki nosił. Od razu w mojej głowie rodzi się pytanie - czy taki człowiek ma jakiekolwiek pojęcie o tym, jak dzisiaj funkcjonuje rynek pracy ? Czy ktoś, kto publicznie w swoich wypowiedziach nazywa Internet "wielkim śmietnikiem, który służy głównie do pornografii" jest w stanie modernizować Państwo ? Przecież dzisiejsza gospodarka jest globalną siecią, a bez Internetu praktycznie nie można dzisiaj skutecznie prowadzić biznesu. Jak to wytłumaczyć człowiekowi bez konta bankowego z awersją do Internetu ? Idąc dalej zastanawiam się... skoro ktoś nie ma konta bankowego, nie korzysta z sieci, nie ma żadnego doświadczenia zawodowego... to jak może założyć rodzinę i zapewnić jej poczucie stabilności i bezpieczeństwa ? No i jak wyglądał okres młodości i życie towarzyskie u człowieka, który oprócz tych wszystkich dość osobliwych cech charakteru nigdy nie prowadził samochodu i nigdy też nie miał cech ani osiągnięć, którymi mógłby kobietom zaimponować ?

Zastanawiam się jak wygląda moje życie. Wstaję rano, biorę prysznic, wstawiam kawę, herbatę dla mojej śpiącej jeszcze miłości, mam chwilę dla siebie. Za kilka minut zaczną się wędrówki do łazienki i wtedy wiadomo, że pora zabrać się za tosty i za jajecznicę. W międzyczasie rodzina po kolei myje się, ubiera się, co chwilę zaglądając do kuchni, by sprawdzić, ile jeszcze czasu pozostało. W końcu wszyscy siadamy do stołu i jemy. Gdy są wakacje, to dzieci oczywiście pytają, co będziemy dzisiaj robić, gdzie pójdziemy, czy pogramy w grę, czy obejrzą bajkę, czy dzisiaj w domu czy do babci na działkę. Gdy jest rok szkolny to jest pośpiech, sprawdzanie i pakowanie kanapek, sprawdzanie tornistra. Potem buziaki, transport i buziaki i wymarsz do pracy. Po południu (raczej późnym niż wczesnym), gdy czas pracy się kończy - szybki powrót, byle przed korkami (czasem się uda), buziaki, gadu gadu, siadamy do obiadu. Rozmawiamy o tym, co tam w szkole, co tam w pracy, co po szkole, co po pracy. I znów nie będę odkrywczy, gdy powiem, że ojciec po pracy raczej nie znajdzie czasu na odpoczynek. Trzeba odrobić z dziećmi zadane lekcje, trzeba wytłumaczyć, albo razem w jakąś grę pograć, bajkę obejrzeć, domek z klocków zbudować. Wieczorem wspólna kolacja, pilnować dziecka gdy się kąpie, do łóżka, bajeczka i spać. Ufff... jest noc... i w końcu rodzice mają godzinkę lub dwie tylko dla siebie. Życie mija w miłości, trosce o rodzinę, w pogoni za karierą, w radościach i smutkach, ale przede wszystkim - życie kręci się wokół naszych dzieci, ich rozwoju, ich bezpieczeństwa.

Prezes nie wstaje rano... Rano wstaje kot. Wędruje najpierw zapewne do żwirku, a potem do michy. Pusto. Pan domu wędruje zatem do swojego... żywiciela, by dać mu znać, że już pora karmienia. Śladów gimnastyki u Prezesa nie zauważyłem, zakładam zatem, że po porannej toalecie następuje wspólne śniadanie. Wpólne czyli do śniadania siada Pan Domu (znaczy kot)... i Prezes. Pewnie o życiu rozmawiają. Po nawyku mlaskania stwierdzam, że śniadanie zwykle jedzą razem. Dalej Prezes dzień spędza na wykładach. Opowiada w radiu o tym jak powinno się wychowywać dzieci, chociaż sam ich nigdy nie miał. Przypomni w telewizji o partii rządzącej, o budżecie i o wydatkach socjalnych, chociaż sam nie ma konta bankowego. Przedstawi również nowy pomysł na zwiększenie bezpieczeństwa w państwie, w tym nowy sposób na szalonych i pijanych kierowców, chociaż sam kierowcą nie jest. Grzmi Prezes o wychowaniu, moralności i chrześcijańskiej wartości, chociaż sam nigdy okazji do wychowywania dzieci nie miał. Wiadomości Prezes w Internecie nie czyta. Telewizję ogląda jedynie tą słuszną i to tylko wtedy, gdy wieczorem kot na nim leży. Puste i smutne jest życie takiego człowieka. Nie ma w nim ojcowskiej odpowiedzialności, nie ma kobiecej miłości. Nie ma finansowej odpowiedzialności, nie ma zawodowej bytności. Kot wyznacza dnia początek i kot wyznacza kolejnego dnia koniec.

Jak to możliwe, ża naród w kompletnym nieudaczniku życiowym widzi człowieka, który rozwiąże wszystkie gospodarcze i społeczne problemy ?
Proszę się jeszcze raz zastanowić... jak to możliwe, że cała partia i cały naród tego nie widzi ?
Jak to możliwe, że naród podąża za człowiekiem, którego życie kręci się wokół jednego czworonoga ?

Sprawdza się niestety stare polskie przysłowie : kot łowny a chłop mowny - zawsze sobie radę da na świecie.

- Jarosław Narymunt Rożyński,