Jarosław Narymunt Rożyński

Skok na głęboką wodę

27 czerwca 2014r

Dla Ukrainy, Gruzji i Mołdawi, 27 czerwca 2014 roku to dzień szczególny, lecz nie wiadomo jeszcze, czy przejdzie do historii jako dzień sukcesu, czy jako dzień tragedii narodowej. Wszystkie te trzy kraje podpisały bowiem bardzo rozbudowane umowy stowarzyszeniowe z Unią Europejską, a jednocześnie wszystkim tym krajom Rosja dała wyraźnie do zrozumienia, że Kreml wyciągnie z tego surowe wnioski.

Dla samej Unii Europejskiej umowy te mają przede wszystkim symboliczne znaczenie. Proces wejścia do UE jest długi i bardoz żmudny, a jednocześnie trudno przewidzieć czy UE za te kilka lat będzie wogóle istnieć. Z jednej strony przyjmuje się nowych członków, a z drugiej strony coraz częściej ze strony państw takich jak Wielka Brytania słyszymy informacje o możliwym porzuceniu sojuszu.

Jestem przekonany, że w 2020 roku Unia Europejska będzie tworem bardziej politycznym niż rzeczywistym ośrodkiem tworzenia i sprawowania władzy. Taki sam los przechodziły inne organizacje np. Liga Narodów, Biuro Rolne Narodów Wspólnoty, Związek Telegraficzny Państw Niemieckich i Holandii i wiele innych. Wielu członków tych organizacji zazwyczaj do samego końca było przekonanych, że są częścią tworów, które istnieć będą przez wiele dziesięcioleci. Niestety rzeczywistość pokazuje, że procesy geopolityczne i rozwojowe szybko wymuszają zmiany również w organizacjach międzynarodowych. Tym samym stare upadają, a na ich miejsce powstają nowe.

Polska miała to szczęście, że załapała się na fali już opadającej, dzięki czemu prawdopodobnie wiele spraw nam się upiecze. Chorwacja, która weszła zaledwie kilka lat po nas - ma już dzisiaj poważne wątpliwości, czy to była dobra decyzja. Hiszpania i Grecja takich wątpliwości nie mają.

Ukraina, Mołdawia i Gruzja mają ogromne nadzieje związane z rynkiem UE. Nie zdają sobie jednak sprawy, jaką "żabę" połknęły i jak bardzo wysoką cenę będą musiały za to zapłacić.

Największym błędem, niestety, jest rozumowanie, w którym utożsamia się Unię Europejską z Europą. Ukraina, Mołdawia i Gruzja zawsze były i będą częścią Europy. Jednak moim zdaniem - tylko bardzo odważne kroki, rewolucyjne decyzje w ciągu najbliższych dwóch lat - dają tym państwom jakąkolwiek perspektywę częściowego istnienia w UE. Cenę podpisanych decyzji - przyjdzie jednak płacić od razu.

Koniecznie trzeba tutaj podkreślić, że podpisane umowy stowarzyszeniowe nie przewidują członkostwa w strukturach UE, co jest przecież marzeniem mieszkańców tych wspaniałych państw. Wystarczy przytoczyć tutaj Turcję, która od dziesięcioleci czeka na przyjęcie w struktury Unii Europejskiej, by wyobrazić sobie z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Oczekiwania i żądania ze strony UE będą rosły. Będą rosły również ze strony Rosji i kraje te znajdą się po prostu w najbliższym czasie w śmiertelnym potrzasku. Znając historię wiemy, że Unia Europejska nie będzie w stanie pomóc Ukrainie, Mołdawii czy Gruzji w pokonani kryzysu ekonomicznego, ponieważ UE sama nie jest w stanie sobie z nim poradzić, co najlepiej widać na przykładzie Grecji, Hiszpanii, Irlandii. Jednocześnie wszyscy z niepokojem patrzą na rosnącą potęgę Niemiec i Rosji.

Tym samym, to co dzisiaj wydaje nam się problemem stricte Ukrainy, Mołdawii i Gruzji - dotyczy bezpośrednio również Polski. W naszym egzystencjonalnym interesie leży, aby Rosja nie była w stanie podporządkować sobie tych trzech państw. Apele do członków UE tutaj nie wystarczą - musimy brać sprawy we własne ręce i nie oglądać się na innych. Musimy nieustannie przypominać, że gdy sto lat temu nie udało nam się stworzyć skutecznego bloku, który byłby w stanie zatrzymać Rosję i Niemcy - zaledwie kilkanaście lat później, wszyscy znaleźliśmy się pod okupacją.

Tym razem nie wolno nam popełnić tego błędu.

Musimy wspierać Ukrainę, która była i będzie częścią Korony Rzeczypospolitej, w obronie jej niepodległości i suwerenności.

Musimy wspierać Mołdawię, która od 1812 roku nieustannie odpiera Rosyjską agresję marząc o wolności i niezależności, tak jak Polska w okresie rozbiorów.

Musimy również wspierać Gruzję, która od pokoleń jest bratnim krajem Polski. Już na początku XX wieku Polska i Gruzja były jednymi z pierwszych państw, które widziały nadciągające zagrożenie ze strony Rosji. Ze względu na inwazję ZSRR na Gruzję w 1921 roku - nie udało nam się zawrzeć sojuszu polsko-gruzińskiego. Polska nigdy nie uznała aneksji Gruzji przez Sowietów i nieustannie utrzymywała kontakty z gruzińskim rządem emigracyjnym, wspomagając ruchy niepodległościowe w Gruzji. Tutaj również musimy wyciągnąć daleko idące wnioski na przyszłość.

Losy tych trzech państw są o wiele ściślej powiązane z Polską niż Unią Europejską.
Musimy być liderem napędzającym współpracę z tymi krajami bez oglądania się na UE.
W przeciwnym wypadku - podzielimy los II Rzeczypospolitej.



- Jarosław Narymunt Rożyński,