Jarosław Narymunt Rożyński

Afera taśmowa odkrywa prawdziwe oblicza partii

22 czerwca 2014r

Nagrania opublikowane przez Wprost pokazują prawdziwe oblicze metalności polskich polityków. Dotyczy to nie tylko tych z koalicji rządzącej, którzy zostali przedstawieni na nagraniach, ale również tych, którzy będąc w opozycji komentują te wydarzenia na bieżąco, często jeszcze zanim zostaną one oficjalnie opublikowane. Zobaczyliśmy plotkarstwo, cwaniactwo, chamstwo, cynizm, wulgarność, obłuda i kompleksy na punkcie swojej seksualności.

Osoby, które przez część swojego życia obracały się poza polską polityką reprezentują inny poziom kultury niż nasze lokalne elity. Można użyć takiego opisu, że aby mogłby jakoś porozumiewać się ze strukturami partii - muszą równać w dół, aby nie odbiegać od głównego nurtu. Sprawdza się tutaj niestety stara zasada : gdy trafiasz między wrony, zaczynasz krakać tak jak one.

Jednak znacznie bardziej przerażające jest coś innego. Całkowity brak poczucia patriotyzmu, brak wizji, idei, oddania się swojej ojczyźnie i pracy na rzecz przyszłych pokoleń. Ignorancja względem przyszłości swoich dzieci, względem przyszłości tego Narodu. Nie ma refleksji, nie ma szacunku dla historii, dla zmarłych, dla żyjących, dla wszystkich spoza najbliższej grupy skaczącej sobie wzajemnie do gardeł. Każdy, kto znajduje się poza śmietanką jest identyfikowany z plebsem. Łudząco przypomina to najgorsze czasy tuż przed upadkiem Rzeczypospolitej. Pokolenie post-solidarnościowe opisuje siebie same jako tłuste misie, które stoją ponad prawem i ponad oceną moralną plebsu lub lumpenproletariatu.

Powszechnie obecne jest poczucie upadku moralnego, finansowego, koncepcyjnego i ideologicznego. Jednocześnie w żadnym wypadku nie przeszkadza to sięganiu po kolejne pieniądze z budżetu - wyłącznie na własne potrzeby. Kryzys jest tak głęboki, że chyba nikt już w Sejmie nie zastanawia się nad skonstruowaniem planu naprawczego. Jedyny plan to zmiana jednej ekipy tłustych misiów na drugą ekipę tłustych misiów.

W tym zgniłym systemie zatruci są nie tylko politycy partyjni, ale również w dużej mierze dziennikarze, celebryci, ludzie salonów. Samonapędzająca się maszyna wzajemnej adoracji i wzajemnych powiązań uniemożliwiających jednym jakiekolwiek działania przeciwko drugim. Całość coraz bardziej zapada się jak domek z gliny pod naporem ulewnego deszczu.

Z tego wszystkiego powstaje ważne pytanie - czy jest sens za wszelką cenę upierać się, że ta konstrukcja się nie zawali ? Czy jest jeszcze ktoś, kto wierzy, że będzie dobrze gdy woda z nieba przestanie lać, a ściany być może kiedyś się osuszą ? Czy nie lepiej jak najszybciej wyciągnąć wnioski, stworzyć plan budowy i rozpocząć stawianie nowych fundamentów ?

A może lepiej poczekać.
Niech deszcz pada i niech roztapia te gliniane ściany, aż wszystko rozpłynie się na ziemi.
Im więcej samo siebie utopi - tym lepiej.

Zasypiemy kamieniami, zalejemy betonem i nowy dom zbudujemy.

- Jarosław Narymunt Rożyński,