Jarosław Narymunt Rożyński

Umiesz liczyć - licz na siebie

12 czerwca 2014r

Wszyscy wiedzieliśmy o tym, że Rosja się zbroi. Każdy, kto zna elementarne podstawy geopolityki - wiedział, że jest to kwestia egzystencjonalna dla tego kraju. Proces ten trwał przez wiele lat i dział się na naszych oczach. Na nic zdały się ostrzeżenia o tym, że niedźwiedź w końcu pokaże swoje kły. W mediach paradowali eskperci ze swoimi białymi księgami i naiwnymi raportami, w których zapewniali nas, że wojna w Europie nie grozi nikomu przez najbliższe 30 lub 50 lat. Zaledwie kilka miesięcy później okazało się, że wojna w Europie już jest, a NATO jest zupełnie czymś innym niż sobie do tej pory wyobrażaliśmy.

W końcu prysły wszystkie złudzenia, że Rosja może być dla nas partnerem. Pomimo tego, że przez setki lat broniliśmy swoich granic - główne siły polityczne III Rzeczypospolitej naokrągło wmawiały nam, że ta przeszłość już się nie powtórzy. Zupełnie jak naiwni i nieodpowiedzialni politycy w dwudziestoleciu międzywojennym, którzy zapewniali, że wojny światowej już drugi raz nie będzie. Zaledwie kilka lat później - zginęli od niemieckich lub rosyjskich pocisków, lub wcześniej przecierpieli okrutne męki w obozach koncentracyjnych.

Rosjanie w przeciwieństwie do nas - wyciągnęli lekcje z historii. Około siedem lat temu rozpoczęli proces intensywnej reformy rosyjskiej armii. O pomoc zwrócili się do ekspertów w tej dziedzinie - do NIemców. I tutaj znów historia zatacza swoje koło.

Rosjanie nie tylko wzmocnili swoje siły konwencjonalne, ale również dołożyli sporo wysiłku do rozwinięcia potencjału broni nuklearnej. Gdyby USA przyszło do głowy wzmacniać swój stały potencjał w Polsce - Rosja nie zawacha się przed "atakiem zapobiegawczym" z użyciem najstraszniejszej broni. Przy tym wszystkim należy zauważyć, że Rosja utrzymuje ponad 1mln żołnierzy i to bez armii poborowej. Jest to siła naprawdę imponująca.

Przez wiele lat odbywały się również u naszych granic manewry w Obwodzie Kaliningradzkim. Ignorowaliśmy je pomimo świadomości, że w przypadku agresji - nie jesteśmy do obrony przygotowani. Nasi główni dowódcy nieustannie, jak mantrę powtarzali tylko jedno zdanie : jesteśmy członkiem NATO. W ostatnich miesiącach przyszedł jednak wyraźny sygnał ze strony Francji, Niemiec i Holandii - nie możecie na nas liczyć.

Finałem tego całego ciągu wydarzeń był pewien wywiad telewizyjny, gdzie członek Komisji Obrony Narodowej oświadczył, że po prostu niemożliwe jest, aby Polska w przypadku wojny była w stanie obronić swoje granice. Większość widzów doznała w tym momencie wstrząsu. Jak to możliwe, że człowiek, którego głównym zadaniem jest zajmowanie się sprawami dotyczącymi działalności sił zbrojnych, systemu funkcjonowania obrony terytorialnej kraju i obrony cywilnej - oświadcza po prostu, że nie ma możliwości by spełnić swoje obowiązki? Co ten człowiek robił przez te wszystkie lata na tym stanowisku? Dlaczego tak niekompetentni ludzie zajmują się tak egzystencjonalnymi sprawami ?

To system partyjny jest kwintesencją stanu naszej Ojczyzny. Brak wiedzy, doświadczenia i predyspozycji nie stoi na przeszkodzie by pobierać uposażenie. Najważniejszym kryterium stała się pozycja w partii, a nie możliwości przysłużenia się Ojczyźnie.

Analizując te wszystkie czynniki dochodzimy do dwóch wniosków : po pierwsze - pozostało nam naprawdę niewiele czasu na naprawę błędów, po drugie - nie jesteśmy w stanie naprawić tych błędów w isniejącym ustroju politycznym. Możemy być niestety również pewni, że politycy partyjni będą bronić tego ustroju za wszelką cenę, nawet za cenę utraty przez Polskę suwerenności.

Nie przez przypadek w końcu Rosja przeznacza na swoją obronę, aż 20% budżetu, gdzie w tym samym czasie Polska podnosi wydatki na MON o 0,05%. Tego typu działania muszą wywoływać wybuch śmiechu na Kremlu. Jeszcze śmieszniej brzmią słowa krytyki pod adresem Rosji, w sytuacji gdy nie mamy praktycznie żadnych sojuszników, na których moglibyśmy liczyć. Pomimo wspaniałych przedstawień serwowanych nam przez amerykańskich polityków - w tym samym czasie "Washington Post" stwierdza, że absolutnie nie ma możliwości, aby Zachód bronił wolności w Europie Środkowowschodniej. Po prostu nie ma na to pieniędzy.

Tym samym zataczamy koło i jesteśmy w punkcie wyjścia, czyli w tym samym miejscu, w którym byliśmy w 1914 roku. Na zachodzie odradzają się Niemcy, na wschodzie Rosja prze na zachód. Tym razem jednak, musimy wyciągnąć wniosek z najważniejszego błędu jaki popełniliśmy w przeszłości licząc na Francję i Anglię. Nie możemy opierać naszej wolności i suwerenności na słowach polityków innych państw. Musimy kierować się zasadą - umiesz liczyć, licz na siebie.

- Jarosław Narymunt Rożyński,