Jarosław Narymunt Rożyński

NATO nie obroni krajów bałtyckich

17 maja 2014r

W ostatnich dniach coraz częściej pojawiają się informacje o tym, iż NATO nie byłoby w stanie obronić za pomocą broni konwencjonalnej krajów bałtyckich przed atakiem Rosji. Jest to wyraźny ukłon propagandowy w kierunku Kremla i jednocześnie sygnał, że nie możemy liczyć na pomoc ze strony naszych zachodnich sąsiadów.

Oficjalnie do takich wniosków doszli autorzy projektów dotyczących wewnętrznych symulacji w ramach sojuszu NATO. Oczywiście żadne z publikacji nie podają swoich źródeł, ani tym bardziej komentarzy oficjalnych w tym zakresie. Jednocześnie na wielu głównych portalach z wiadomościami - jest to wiadomości w pierwszej trójce najważniejszych wiadomości dnia.

Nie jest odkryciem wniosek, że Rosja jest zdolna do szybkiego stworzenia w dowolnym miejscu zagrożenia militarnego o wymiarze lokalnym i regionalnym. Wystarczy tutaj przywołać regularnie odbywane ćwiczenia zarówno w Obwodzie Kaliningradzkim, jak również przy granicy z Ukrainą lub przy granicy z Białorusią. Całkiem niedawno odbyły się również ogromne manewry w okolicach Kazachstanu. Rosja regularnie szkoli, inwestuje i podnosi poziom zdolności swojego wojska. Jest to proces, który trwa już od ponad 25 lat.

Na dzień 3 i 4 czerwca planowane są obrady ministrów obrony krajów NATO. Złośliwi skomentowali to już w sieci pod hasłem "NATO - No Action, Talk Only". Nie wiemy na dzień dzisiejszy, czy te obrady odbędą się już de facto po zajęciu przez Rosję całej Ukrainy czy tylko wschodniej części. O ile dzisiaj rozmawiamy o potencjalnym zagrożeniu ze strony Rosji, o tyle w czerwcu być może będziemy mówić już o potencjalnym zagrożeniu ze strony Rosji, Białorusi i Ukrainy. Bardzo szybko bowiem może okazać się, że UPA i OUN bardziej zainteresowane są podbojem ziem zachodnich niż wschodnich.

Tematy obronne są wyjątkowo delikatne w okresie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Rząd w Berlinie z oczywistych powodów politycznych obawia się dyskusji o wojskowych planach sojuszu (lub ich braku). Oficjalnie zarówno kanclerz Angela Merkel jak i szef MSZ Frank Walter Steinmeier preferują w konflikcie z Rosją rozwiązania dyplomatyczne. Innymi słowy - Rosja i Niemcy mają zbyt dużo wspólnych interesów, by przedkładać bezpieczeństwo krajów trzecich, ponad wlasną ekonomię. Dodatkowo niekorzystnym czynnikiem jest fakt, że NATO jest coraz bardziej negatywnie postrzegane przez niemieckie społeczeństwo, jako jednobiegunowa siła USA. To czego jednak Niemcy nie lubią przyznać, to fakt, że wartość netto ich eksportu do USA jest nieporównywalnie większa niż wartość obrotu z Rosją. Nie mogą zatem w dowolny sposób opierać się polityce globalnej USA, ponieważ nie mogą sobie pozwolić na utratę tak ważnego rynku zbytu.

Polska natomiast, w pełni popiera politykę imperialną USA i wspiera ją w miarę swoich możliwości. Nie mamy na dzień dzisiejszy żadnej alternatywy. W tym szczególnym okresie czasu, powinniśmy sobie postawić fundamentalne pytanie - czy całe NATO jest naszym sojusznikiem, czy tylko jego główna siła - USA ? Czy to nie budzi naszego niepokoju, że największą armią w Europie, jednocześnie największą siłą NATO w Europie - jest Turcja ?

W mojej ocenie powinniśmy mocno przekalkulować rachunek zysków i strat oraz podjąć wszelkie decyzje zbliżające nas właśnie do tych dwóch sojuszników, czyli USA i Turcji. Nie bez znaczenia jest również to, że nie budzą wątpliwości oceny działań rosyjskiej agresji przez Prezydenta USA oraz Prezydenta Turcji oraz Premiera Turcji.

W momencie sprawdzenia - do którego mam nadzieję nie dojdzie - może się okazać, że więcej zrozumienia i pomocy okaże nam islamskie państwo, stojące od 50 lat na progu Europy - niż członkowie europejskiej wspólnoty, do której rzekomo na równych prawach należymy.

- Jarosław Narymunt Rożyński,